niedziela, 22 lipca 2018.
Strona główna > Blogi > Ewa Kołodziejek > Kiedy ty, kiedy pani

Kiedy ty, kiedy pani

Wywietleń: 792

Od pani Moniki, nauczycielki z czternastoletnim stażem, przyszedł e-mail z prośbą o poradę z zakresu savoir-vivre'u. „Niedawno spotkałam się jedną z moich byłych uczennic, dziewczyną już studiującą, którą uczyłam w szkole podstawowej. Zwróciłam się do niej słowami: Co u ciebie słychać?. Jej ojciec, będący przy rozmowie, obruszył się, że mówię do jego córki na ty. Nie pomyślałam, że to może być odebrane jako nietakt. Kto ma rację? Ja czy zbulwersowany tatuś?” – pyta nasza korespondentka.

Zasadniczo Polacy pozostają ze sobą w symetrycznych relacjach grzecznościowych: albo mówią sobie ty, albo pan, pani. Każda z tych relacji rysuje swoiste granice między rozmówcami, wyznaczając obszar prywatności bądź oficjalności. Ich symetryczność daje nam poczucie pewnej równowagi. Jesteśmy albo kolegami, przyjaciółmi, bądź po prostu ludźmi młodymi, więc mówimy sobie na ty, albo pozostajemy wobec siebie w stosunkach nieuprawniających do wkraczania w naszą prywatność, dlatego zwracamy się do siebie formami pan, pani. To oczywiście duże uogólnienie, bo ludzi mogą łączyć bardziej skomplikowane relacje, toteż powody wyboru między ty a pan, pani bywają złożone.

Wróćmy jednak do problemu naszej korespondentki, który nie mieści się w grzecznościowych relacjach symetrycznych. W naszej współczesnej kulturze przyjęte jest, że osoby starsze do osób niedorosłych, a więc i nauczyciele do uczniów mówią na ty. Teoretycznie granicą owego „tykania” jest osiągnięcie pełnoletniości. Jeśli jednak 18-latek wciąż jest uczniem, to na mocy szkolnego obyczaju nauczyciele zwracają się do niego po imieniu.

Co się dzieje z tą relacją, gdy uczeń ukończy szkołę? Jak się ma zwracać nauczyciel do dawnego ucznia, skoro zasady savoir-vivre’u niczego w tej kwestii nie precyzują? Zajrzałam na forum dyskusyjne zatytułowane: „Po imieniu do dawnego ucznia”, na którym wypowiedziało się wiele osób, m.in. pani Matylda: „Byłam na spotkaniu klasowym z okazji 30-lecia matury. Nauczyciele zwracali się do nas po imieniu i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Niedawno spotkałam moją panią z podstawówki, to już starsza osoba. Zwróciła się do mnie per pani. Dziwnie to zabrzmiało i poprosiłam ją, żeby było jak dawniej. Chętnie się zgodziła. Myślę, że nauczyciele są nauczycielami nie tylko wtedy, gdy nas uczą, jakaś więź zostaje już na zawsze”. Podobną opinię wyrazili inni dyskutanci: „Zdarza się rzeczywiście, że byli nauczyciele próbują zwracać się do dawnych uczniów per pan czy pani, ale zwykle dla tychże uczniów jest to jakieś sztuczne i przeważnie proszą, żeby było jak dawniej”. Głosy twierdzące, że nauczyciel do dawnego dorosłego ucznia powinien mówić na pan, były sporadyczne.

Cóż zatem odpowiedzieć naszej korespondentce? Moim zdaniem nauczycielka nie popełniła wykroczenia przeciwko językowej etykiecie, zwłaszcza że dawna uczennica nie jest starszą panią, tylko młodą studentką. Jedyną osobą, która się sprzeniewierzyła zasadom językowej grzeczności, był oburzony tatuś. Bo nawet gdyby w jego mniemaniu nauczycielka popełniła faux pas, to powinien był to przemilczeć. Po prostu nie wypadało mu głośno zwracać uwagi.

Ewa Kołodziejek

Komentarze

Artur
Nauczycielka zachowała się naturalnie - rozstały się z uczennicą, gdy dzieliła je różnica hierarchii. Po iluś tam latach bez żadnego kontaktu zmieniającego tę relację spotkały się przypadkowo w neutralnej sytuacji. Nauczycielka, pytając "Co u Ciebie?, odwołała się do ostatniego wspólnego doświadczenia - gdy dziewczyna była dzieckiem, a ona jej nauczycielką. Relacja nauczycielka - uczennica jest w jakimś sensie relacją naśladującą rodzicielstwo (w tym przypadku - rozumiane społecznie). Dlatego rozumiem nauczycielkę, bo z serca mówiła. Nie rozumiem ojca (Trohan jasno nakreślił, w czym rzecz), no ale nie bardzo rozumiem też córkę. Skoro jako osoba dwudziestoparoletnia pozwala na to, żeby ojciec mówił za nią w prostych sytuacjach społecznych, to oznacza to - na moje wyczucie - jakiś rodzaj zniewolenia. Tu problemem - może nawet poważnym - jest "tatuś". Niefajne też, że nauczycielka uznała sytuację, w której ojciec mówi w taki sposób za dorosłą córkę, za problem wyłącznie językowy. Pani Nauczycielko! Pani zna te osoby, Pani jako jedyna potrafi ocenić, czy sytuacja jest poważna czy może nie. Ale jeśli jest poważna, to niech Pani jakoś zareaguje. To jest niepokojące, gdy ojciec dorosłej (i milczącej) córki domaga się od byłej nauczycielki wymuszonego szacunku dla swojego dziecka. A co do mówienia "ty" uczniom po latach, to mam dwa doświadczenia. Gdy po kilkunastu latach pojawiłem się w swojej szkole średniej już jako specjalista dość wysokiej klasy w swojej dziedzinie w towarzystwie kolegi z klasy, który także osiągnął sukces, to ówczesny dyrektor (nieżyjący już niestety) przyjął nas w gabinecie i mówił nam per "pan", na dodatek z pełnym szacunkiem (bo i my szanowaliśmy go jako uczniowie), choć różniły nas lata doświadczeń. Ale z kolei inny nauczyciel (dobroduszny, choć niemądry) zwracał się wtedy do nas po imieniu, bo zapewne wydawało mu się, że wciąż wymagamy jego opieki, a nawet moralnego pouczenia. W tym bym więc widział problem z "tatusiem" - tylko on może mówić do córeczki "ty". To niestety taki typ, który myli dobro córki z dobrem własnym.
2018-06-17 03:47:09
trohan
Ten tatuś ma problem Elektry i niezdrową miłość do córki.
2018-06-16 21:29:38
Marek
W komisariacie są bardzo familiarne stosunki - z zatrzymanym przechodzi się na "ty" błyskawicznie. Asymetrycznie. Pozdrawiam
2018-06-16 08:50:39

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu