Piątek, 10 lipca 2026 r. 
REKLAMA

W Polsce rodzi się nowa kultura ceremonii

Data publikacji: 2026-07-10 15:00
Ostatnia aktualizacja: 2026-07-10 15:00

Kilka dni temu podczas rozmowy z menedżerem jednego z hoteli usłyszałam pytanie: – Naprawdę jest na to zapotrzebowanie? Uśmiechnęłam się. To samo pytanie słyszałam kilka lat temu na temat świeckich pogrzebów. Dziś dla zakładów pogrzebowych są one stałym elementem oferty. Coraz częściej słyszę je również od wedding plannerów, właścicieli sal weselnych, gdy opowiadam o ceremoniach humanistycznych, odnowieniach przysięgi czy posplecinach - świeckiej alternatywie dla pierwszej komunii. Odpowiadam, że najpierw warto zobaczyć człowieka, bo liczby są jedynie emanacją zmiany mentalnej, która wydarzyła się znacznie wcześniej.

Według najnowszych analiz CBOS jedynie 39 proc. Polaków deklaruje, że jest wierząca i regularnie praktykuje. Kolejne 38 proc. określa się jako osoby wierzące praktykujące nieregularnie, a aż 21 proc. to osoby niewierzące lub wierzące, ale nieuczestniczące w praktykach religijnych. Jeszcze dwadzieścia lat temu takie proporcje wydawałyby się nieprawdopodobne.

Ciekawsze jeszcze są dane dotyczące samych praktyk religijnych. Regularne uczestnictwo w nabożeństwach od lat systematycznie maleje, w zamian rośnie grupa osób, które pojawiają się w kościele jedynie kilka razy w roku albo nie chodzą do niego wcale. To nie jest chwilowe wahnięcie, a proces społeczny, który trwa od kilku dekad.

Szczecin i Pomorze Zachodnie od lat należą do najmniej religijnych regionów Polski. Według najnowszego „Annuarium Statisticum Ecclesiae in Polonia” za 2024 rok, przygotowanego przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego, w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej w niedzielnej Mszy św. uczestniczyło 17,59 proc. wiernych (dominicantes). Dla porównania średnia krajowa wyniosła 29,6 proc. Oznacza to, że praktyki religijne są w naszym regionie o około 40 proc. rzadsze niż przeciętnie w Polsce.

Równie wymowny jest wskaźnik osób przystępujących do Komunii świętej podczas niedzielnej liturgii (communicantes), który wyniósł 8,85 proc., podczas gdy średnia krajowa osiągnęła 14,6 proc.

Coraz mniej dzieci uczestniczy w religii. W roku szkolnym 2024/2025: w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej na lekcje religii uczęszczało 59,1 proc. uczniów, dla porównania średnia krajowa wyniosła 75,6 proc., niższy wynik miała jedynie archidiecezja warszawska (53,3 proc.). Oznacza to, że około czterech na dziesięciu uczniów w regionie nie uczestniczy już w szkolnej katechezie. Dlatego gdy przysłuchuję się publicznym dyskusjom o laicyzacji, mam wrażenie, że patrzymy w niewłaściwą stronę, bo najciekawsze pytanie nie brzmi: „ilu ludzi przestało chodzić do kościoła?, a: „co pojawia się w miejscu, które po nim zostaje?”

Przecież nie przestajemy potrzebować symboli, rytuałów tylko dlatego, że zmieniamy światopogląd. Nie przestajemy potrzebować pożegnania. Nie przestajemy potrzebować przysięgi, momentu, w którym powiemy ukochanej osobie „tak”.

Każdego dnia rozmawiam z rodzinami przed pogrzebami. Setki historii, tysiące godzin rozmów i najczęściej słyszę zdanie: „Jesteśmy wierzący, nie chcemy ceremonii przeciwko religii. Chcemy ceremonii o naszym tacie.” Ta różnica wydaje się subtelna, a zmienia wszystko. Świecka ceremonia nie rodzi się z buntu. Rodzi się z potrzeby autentyczności, bycia bliżej człowieka i jego emocji.

W Polsce nie dysponujemy pełnym obrazem tego, jak naprawdę wyglądają ceremonie pożegnań. Nie znajdziemy w GUS tabeli pokazującej liczbę świeckich ślubów, odnowień przysięgi czy ceremonii powitania dziecka. O ile GUS publikuje dane dotyczące liczby narodzin czy zgonów, o tyle nie istnieje ogólnodostępny rejestr pokazujący, ile ceremonii miało charakter religijny, a ile świecki.

Część informacji znika w czeluściach dokumentacji parafialnej lub diecezjalnej, część znajduje się w ewidencji poszczególnych cmentarzy i zakładów pogrzebowych, a część w ogóle nie jest systematycznie agregowana. To sprawia, że badaczki i badacze, chcący analizować zmiany społeczne poruszają się po rynku szacunków, a nie twardych danych. W efekcie znacznie łatwiej policzyć liczbę zgonów niż odpowiedzieć na pytanie: w jaki sposób Polacy dziś żegnają swoich bliskich? A przecież odpowiedź na nie mówi bardzo wiele o przemianach kulturowych zachodzących w naszym społeczeństwie.

Liczba świeckich pogrzebów także pozostaje szacunkiem branżowym. Mówi się o około 18–25 tysiącach rocznie, czyli mniej więcej 4–6 proc. wszystkich pogrzebów w Polsce. W największych miastach udział ten jest wyraźnie wyższy i lokalnie może sięgać kilkunastu, a nawet ponad dwudziestu procent.

Dla jednych jest to dowód kryzysu, ja widzę przede wszystkim naturalną i znaczącą zmianę kulturową. Polacy nie przestali celebrować najważniejszych momentów życia. Zmienił się jedynie sposób, w jaki chcą je przeżywać.

Coraz więcej par wybiera ślub cywilny połączony z ceremonią humanistyczną, która jest ciepła, personalizowana, zostawiająca w sercach coś więcej niż konkordatową sygnaturę zawarcia związku małżeńskiego. Coraz więcej rodzin decyduje się na świeckie pożegnanie, bo nie chce w tak trudnym dniu słuchać bezosobowych formuł o osobie, o imię której ksiądz dopytuje przy grobie pospiesznie przyodziewając ornat.

Coraz więcej rodziców pyta mnie też o pospleciny. To współczesna, humanistyczna ceremonia inspirowana słowiańskimi obrzędami przejścia (postrzyżyny i zapleciny). Symbolizuje przejście dziecka w wieku 8–10 lat w nowy etap samodzielności, duchowości. Ich dzieci nie pójdą do komunii, ale nie chcą, by czuły się gorsze, wykluczone pozbawione ważnego rytuału przejścia. Tym samym dochodzimy do sedna. Przez lata mówiono nam, że alternatywą dla religii jest życie w chaosie, pogubieniu, w braku rytuałów, a to fałszywa teza. Alternatywą dla jednego rytuału staje się inny rytuał.

Warto pamiętać, że rytuały nie narodziły się wraz z którąkolwiek z religii. To raczej religie przez wieki przejmowały i nadawały nowe znaczenia obrzędom, które istniały znacznie wcześniej. Historycy kultury wciąż opisują, jak chrześcijaństwo adaptowało lokalne zwyczaje, święta i symbole, aby ułatwić ich włączenie do nowego porządku religijnego.

Zimowe przesilenie stało się tłem dla obchodów Bożego Narodzenia, wiosenne obrzędy odradzającej się natury przeniknęły do tradycji wielkanocnych, a dawne słowiańskie zwyczaje związane z ogniem, wodą, plonami czy pamięcią o przodkach zyskały nowe interpretacje. Religie nie „wymyśliły” rytuałów. Człowiek od zarania dziejów porządkował codzienność symbolicznymi momentami przejścia, a kolejne systemy wierzeń nadawały temu własny język, opowieść, reinterpretowały zastany porządek.

Dlatego nie przekonuje mnie argument, że ceremonia humanistyczna jest czymś nienaturalnym albo pozbawionym tradycji. Przeciwnie, jest bliżej źródeł, niż mogłoby się wydawać. Odwołuje się do tego, co w nas pierwotne, do potrzeby wspólnoty, pamięci, wdzięczności i akcentowania ważnych momentów w życiu. Religie przez stulecia zyskały status strażnika rytuałów, ale nie są ich właścicielami. Rytuały należą do ludzi. Były z nami wcześniej i zapewne pozostaną niezależnie od tego, jak będzie wyglądał krajobraz religijny kolejnych pokoleń.

Rytuały porządkują nasze emocje. Pomagają zamknąć pewien etap, przeżyć stratę, nazwać zmianę, wejść w nową rolę, znaleźć nowy sens. Dlatego by zapalić znicz czy świecę nie musimy chodzić do kościoła. Dlatego przechowujemy obrączki po zmarłym współmałżonku, sadzimy drzewa po narodzinach dziecka. To dlatego po trzydziestu latach małżeństwa chcemy jeszcze raz powiedzieć sobie „tak”. Nie szukamy w tym systemu nakazów, któremu chcemy się podporządkować, szukamy sensu.

Patrząc na dane, łatwo dojść do wniosku, że Polska się laicyzuje. Być może, lecz z pewnością nie odchodzi od rytuałów, zaczyna pisać swoje własne. Może właśnie wracamy do korzeni? Mam przeczucie, że za kilka lat nie będziemy już pytać, czy ceremonie humanistyczne mają przyszłość. Będziemy zastanawiać się, dlaczego tak długo patrzyliśmy w niewłaściwą stronę. ©℗

Agata Baryła

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj