Nic takiego nie dzieje się nagle. Cywilizacje nie walą się z hukiem z dnia na dzień. One rdzewieją po cichu, w miejscach, w których kiedyś mieszkały umiar, współczucie i przyzwoitość. Pierwszym sygnałem nadejścia bestii jest „rozszczelnianie” języka, potem obyczaju, by powstał nowy obraz świata, w którym człowiek przestaje rozumieć, dlaczego nie wszystko wolno, nie wszystko wypada i nie wszystko, co brutalne, trzeba zapraszać do domu, dawać temu uwagę, szansę zaistnienia w naszym życiu.
Dziś naszą przestrzeń oddajemy bez walki wpuszczając do niej wulgarną twórczość, która nie jest już buntem, lecz tandetną pogardą. Wpuszczamy widowiska, w których przemoc myli się z siłą, a upokorzenie przeciwnika z honorem. Wpuszczamy kibolskie nawyki: plemienność, wrzask, demonstracyjne odczłowieczanie tych, którzy są po drugiej stronie. Wpuszczamy wreszcie przemoc werbalną, psychologiczną i fizyczną do najwyższych struktur władzy, a potem udajemy zdziwienie, że wraca do nas w rodzinnych rozmowach, w szkołach, w internecie, w komentarzach, na ulicy.
Najgroźniejsze nie jest nawet to, że rośnie poziom agresji. Bardziej obawiam się tego, że agresja przestaje być wstydem i kompromitacją. Jeszcze niedawno człowiek brutalny był w obowiązku tłumaczyć się z tego, był kolektywnie rozliczany, upominany, a w przypadku braku poprawy wykluczony, wyrzucony poza nawias, margines. Dziś margines zagościł w centrum naszego życia, a człowiek brutalny buduje na swojej barbarii markę godną szacunku i podziwu. Zyskuje zasięgi, rozpoznawalność, poklask własnego plemienia i lęk oponentów. Im bardziej się go boją tym lepiej, na tym buduje swoją potęgę. Chamstwo stało się autentycznością, pogarda odwagą, bezwstyd siłą charakteru. To jedno z najbardziej ponurych przesunięć naszych czasów: nauczyliśmy się konsumować zło jak słodkie bułki.
W tym sensie rodzi się na naszych oczach człowiek odwrażliwiony. Człowiek bestia przejmuje struktury religijne, państwowe, partyjne, społeczne, edukacyjne, rozgaszcza się w każdym zakamarku codzienności. Skutecznie dociera do wyobraźni najmłodszych ucząc ich podziwu dla sprawczości wynikającej z przemocy, bo owa skuteczność nie wynika z siły intelektu, ducha, człowieczych wartości lecz z siły języka i pięści. Jesteśmy świadkami narodzin świata bestii. Świata, w którym z lekkością oddajemy władzę ludziom ulepionym z mrocznej triady, makiawelicznym, narcystycznym psychopatom.
Ktoś powie: na trudne czasy potrzebujemy silnych przywódców. Ja widzę różnicę między człowiekiem silnym a odwrażliwionym. Silny potrafi panować nad sobą, odwrażliwiony nie musi. Człowiek silny potrafi monitorować gniew, nie robiąc z niego widowiska. Człowiek odwrażliwiony uważa, że gniew daje mu prawo do wszystkiego. Człowiek silny nie potrzebuje tłumu, by czuć własną wartość. Człowiek odwrażliwiony niemal zawsze potrzebuje akolitów, stada pożytecznych idiotów. Dopiero bowiem w stadzie odpowiedzialność rozpływa się w zbiorowym wrzasku.
Dlatego tak niebezpieczna jest brutalizacja życia, kultury. Nie dlatego, że jedno wulgarne słowo zniszczy świat, i ja za kierownicą czasem zaklnę jak przysłowiowy szewc. Nie dlatego, że jeden skandaliczny utwór uczyni z odbiorcy bestię. Rzecz dzieje się subtelniej, a przez to skuteczniej. Człowiek przyzwyczaja się do tonu, obrazu, emocji, estetyki przemocy, romantyzacji zła. Przyzwyczajamy się do tego, że ktoś kogoś poniża, wyśmiewa, depcze, odczłowiecza, a publiczność reaguje śmiechem, wrogością lub obojętnością. Z czasem przestaje nas razić to, co jeszcze wczoraj budziło sprzeciw. To moment, w którym uruchamia się proces najgroźniejszy: bezobjawowo obniża się próg moralnej odrazy, wiele, a potem już wszystko staje się możliwe.
Każda epoka ma swoje dogmaty, mechanizmy indoktrynacji, kodowania, społecznej tresury. Współcześnie tresuje się nas przez szum informacyjny, hałas, mocny i mroczny obraz, powtarzalność. Sterownikiem naszej uwagi, panem naszych umysłów stał się algorytm, który promuje to, co skrajne. Media handlują wzburzeniem, lękiem, odrazą, nienawiścią. Środowiska polityczne zrozumiały, że łatwiej nas mobilizować przez gniew niż odpowiedzialność.
Sport, który w swojej najlepszej postaci uczy dyscypliny i szacunku, w tej najgorszej plemiennej, stadionowej, kibolskiej, klatkowej staje się szkołą pogardy. Przeciwnik nie jest już rywalem a wrogiem. Nie kimś innym, lecz kimś gorszym, i kiedy taki model myślenia o świecie sączy się przez streaming, social media, gangsterów, pseudokibiców i pseudosportowców zasilających elity, życie społeczne zaczyna korodować w każdej warstwie.
Już nie debatujemy tylko napieramy na siebie jak wrogie sektory. Zamiast cywilizowanej, opartej na faktach dyskusji demolujemy przeciwnika emocjonalizmami, plotkami, pomówieniami, wyzwiskami. Nie mamy zamiaru nikogo słuchać, rozmowa służy jedynie wyczekaniu momentu, w którym można upokorzyć. Karmimy własne plemię zamiast budować wspólnotę.
Człowiek bestia nie przychodzi na świat w dżungli, na marginesie, w mroku jakiejś odległej historii. On się rodzi w samym środku cywilizacji, która straciła czujność i cierpliwość do czułości, szacunku, empatii i myślenia. Bestia rodzi się z przyzwolenia na bezmyślne szastanie wartościami. Gubimy się w definicjach czym jest patriotyzm, kim jest prawdziwy Polak. Tymczasem nasza bestia wzrasta i konstytuuje się z tysiąca drobnych gestów obojętności, rośnie w siłę z każdym: „to tylko słowa”, „to tylko artystyczna prowokacja”, „to tylko emocje stadionowe”, „to tylko polityczny teatr”, „to tylko internet”.
Ona wie co robi, działa metodologicznie. Najpierw odbiera innym godność w tym jak o nich i do nich mówi. Dzięki temu łatwiej odebrać im miejsce przy stole, głos w debacie. Gdy stracą poważanie publiczności, poczucie własnej wartości, pewność siebie, ufność w swoje wartości, człowieczeństwo, inteligencję, odbierze im bezpieczeństwo, wzbudzi strach, lęk, odbierze współczucie. W końcu przestaną być kimś, a stają się czymś: problemem, przeszkodą, śmieciem, zdrajcą, frajerem, robactwem, mięsem, lewakiem, prawakiem, obcym. Nazwy się zmieniają, mechanizm pozostaje ten sam.
Istotą cywilizacji nie jest technologia, wzrost PKB, liczba autostrad czy szybkość internetu. Źródłem utrzymania status quo cywilizacji jest samokontrola, pokora wobec własnej siły. Umiejętność zatrzymania ręki, języka i pogardy. Zdolność do uznania, że ktoś myśli inaczej, żyje inaczej, głosuje inaczej, wygląda inaczej, kibicuje inaczej i nadal pozostaje człowiekiem. Tak rozumiem prawdziwy test dojrzałości wspólnoty. Nie jest istotne to, jak zachowujemy się wobec swoich, bo to potrafi prawie każdy. Egzaminem na to, czy stajemy się bestią jest postawa wobec tych, których nie lubimy, nie rozumiemy, z którymi nam nie po drodze. Na dziś oblewamy ten test. Może właśnie dlatego najważniejsze pytanie naszych czasów nie brzmi: kto wygra, kto przetrwa, kto zdominuje, kto będzie głośniejszy. Mnie bardziej nurtuje inne, może nawet fundamentalne pytanie: ile jeszcze człowieka jest w człowieku, ile w Tobie i we mnie jest człowieka, a kiedy rodzi się bestia.
Myląc brutalność z siłą, wulgarność z wolnością, plemienność z tożsamością, a przemoc z polityczną skutecznością tworzymy świat, w którym człowiek świadomy będzie tylko wspomnieniem. Zostanie po nim puste miejsce, być może dobrze oświetlone, świetnie skomunikowane, głośne i nowoczesne, ale duchowo martwe. To będzie świat pełen brutalnych bodźców pozbawiony sumienia. Wtedy nie będziemy mogli powiedzieć, że bestia przyszła z zewnątrz, będziemy musieli uczciwie przyznać, że sami ją powołaliśmy do życia. ©℗
Agata BARYŁA
Agata Baryła, coach mentor, wykładowczyni akademicka, prowadzi firmę Świadoma Komunikacja.