Lasu rąk nie będzie jak sądzę, bo to jedno z tych słów, które automatycznie wzbudzają niechęć. Na jego dźwięk uruchomiają się znajome obrazy: zgnębiony kopciuszek, wredne spojrzenie, faworyzowanie „swoich”, udawana troska, kara za nic, rywalizacja z dzieckiem o względy partnera. Błądzimy w skojarzeniach od bajki przez mit do kulturowego skrótu i codzienności każdej kobiety, która decyduje się na związek z mężczyzną i jego przeszłością.
Z czym mierzy się macocha, zanim jeszcze zdąży powiedzieć: „dzień dobry”
Najbardziej okrutne w opowieściach o złej macosze zdaje się być to, że prawie nikt nie słyszał o dobrej. Zwyczajowo macocha jest zwiastunem złego czasu. To kobieta, która wchodząc do rodziny, nim zbuduje relację z dzieckiem, pozna jego wrażliwości, rytm, już mierzy się z etykietami, bo przecież traktować po macoszemu, to traktować byle jak.
Rodzinny patchwork staje się poligonem różnych domów, porządków, sposobów kochania, metod rozwiązywania konfliktów. Na ścianie wisi kalendarz, który rządzi się emocjami, składa się z weekendów i świąt do sprawiedliwego podziału, urodzin, które zawsze kogoś zabolą, permanentnym lękiem, by nie wkroczyć na czyjś teren, nie zostać wykluczonym.
Macocha tkwi w tym układzie jako osoba trzecia, która pojawia się nieproszona w trzecim akcie. Zakłóca ustalony porządek, nadeptuje na nie zagojone rany, staje się dla jednych zagrożeniem, dla innych wybawieniem, dla jeszcze innych konkurencją. Czeka ją wielopokoleniowy sąd rodzinny, sąsiedzki, towarzyski. Rzadko bywa tym kim naprawdę jest, po prostu człowiekiem ze swoją wrażliwością, historią, czułością, nawykami, potrzebami, lękami, zasobami i deficytami.
Masz kochać jak matka, ale nią nie być
To jeden z absurdów, z jakim mierzą się macochy. Oczekiwanie społeczne brzmi mniej więcej tak: bądź jak mama, ale nie waż się jej zastąpić. Zadbaj, zrozum, otocz ciepłem, uśmiechaj się, daj przestrzeń, ale pod żadnym pozorem nie bądź zmęczona, zła, zazdrosna lub „nadgorliwie” kochająca i czuła.
Od teraz wiele razy usłyszy: „Powinnaś traktować jak swoje. Wiedziałaś, na co się piszesz. Najważniejsze jest dobro dziecka. Nie wtrącaj się, bo to nie Twoje dziecko.” Ma być odpowiedzialna, ale nie mieć wpływu, wykonać pracę bez prawa do emocji, dźwigać, ale cichutko, bo widziały gały co brały.
Dziecko w patchworku często jest w konflikcie lojalnościowym. Gdy polubi macochę może czuć, że zdradza mamę. Miota się emocjonalnie. Może więc być na przemian miłe i chłodne, bo gdzieś tam usłyszało jedno zdanie za dużo, zobaczyło jedno spojrzenie, jeden mrożący gest. Będzie testować granice, by sprawdzić: czy ona zostanie, czy ja tu jestem bezpieczne?
A macocha? Jest dorosłą osobą, która, chcąc nie chcąc, musi się nauczyć żyć w relacji, w której nie ma wspólnych wspomnień od kołyski, bezwarunkowej miłości, macierzyńskiego kredytu zaufania, społecznej taryfy ulgowej, jakiejkolwiek więzi, bo przecież to, że pokochała tatę nie znaczy, że automatycznie obdarzy miłością jego dzieci. Wcale nie musi. Wtedy jednak jeszcze trudniej jej z myślą, że odbieramy jej prawo do decydowania w kwestiach, które definiują także jej życie. Ma być miła. To ważne. Lubimy święte, cierpliwe, ociekające boskim miłosierdziem kobiety. To nie koniec. Czasem przecież dochodzi aspekt: dzieci wspólne vs. dzieci z poprzednich związków. To, czyje potrzeby i emocje są ważniejsze, staje się zarzewiem bardzo poważnych konfliktów.
Ideał macochy? Bardzo proszę. „Prawidłowa” macocha nigdy nie czuje zazdrości o czas i uwagę partnera, nie ma żalu o planowanie jej życia pod kalendarz cudzej rodziny, nie czuje frustracji, gdy jej potrzeby są unieważniane, nie czuje bezradności, gdy jej granice są ignorowane, nigdy nie czuje niechęci, złości do nie swojego dziecka.
Jak jest naprawdę? Jest często potwornie zmęczona, czuje się niezauważana, rozdarta między miłą a prawdziwą. Czuje się samotna w tym, że jej emocje uważa się za mniej ważne. Pod presją rezygnuje z siebie. Staje się swoim alter ego, żyje pomiędzy sobą prawdziwą a tą zgodną z oczekiwaniami. Mamy gotowy przepis na upokorzenie, poczucie winy, wstyd, złość, żal, agresję, depresję.
Nie wolno jej powiedzieć, że podjęła się bardzo trudnego zadania, że czasem nie daje rady, że nie kocha jego dzieci, choć to jej święte prawo. Nie mówi o tym, bo boi się tego co inni o niej pomyślą, a co ważniejsze, że straci w oczach partnera. W takich emocjach stawia agresywnie granice albo odwrotnie, boi się je stawiać, by nie wyjść na jędzę. Tymczasem szuflada wstydu ze zbiorem drobnych strategii przetrwania pęka w szwach.
Wicked stepmother stereotype (stereotyp złej macochy) to stygmatyzujący filtr, przez który patrzymy na macochy. W badaniu przeprowadzonym w Nowej Zelandii kobiety opisywały presję, by udowadniać, że nie są takie jak w bajkach, co prowadziło do napięcia, nadmiernej ostrożności albo przeciwnie: do frustracji, agresji lub wycofania. Gdy do tego dołożysz specyfikę patchworku, dawną relację, lojalności dziecka, emocje byłych partnerów, nowe zasady w dwóch domach, łatwo o wniosek: właśnie tworzysz gęstą mapę punktów krytycznych.
Jeśli miałabym wskazać radę dla stworzenia bezpiecznego patchworku, brzmi ona tak: dla dziecka kluczowe są stabilność i brak wciągania w konflikt dorosłych. Badania potwierdzają, że im mocniejszy konflikt między rodzicami, tym częściej dzieci czują się wciągnięte i rozdarte między stronami. Tu pojawia się przestrzeń dla macochy, bo czasem jedyną supermocą jest umiejętność niedolewania oliwy do ognia.
Jakość współrodzicielstwa, zgoda co do zasad, unikanie triangulacji wiążą się z lepszym przystosowaniem dzieci. Ważne założenie dla macochy: dzieci partnera nie są zbędnym balastem lub konkurencją. To istotne, bo w patchworku bardzo łatwo pomylić dbanie o związek z usuwaniem tego, co niewygodne.
Metaanalizy pokazują, że jakość relacji dziecko (także dorosłe) – macocha wiąże się z wieloma obszarami dobrostanu obojga. To nie znaczy, że relacja ma być natychmiast rodzicielska. W patchworku role są bardziej rozmyte, mniej jednoznaczne. Niech więc bardziej celem będzie bezpieczna i poprawna relacja aniżeli idealne, instagramowe „macoszenie”.
Kotwice bezpieczeństwa dla macochy
1. Daj sobie prawo do ambiwalencji. Odczuwanie dwóch lub więcej sprzecznych emocji nie uczyni z ciebie złej osoby. Stygmat macochy sprawia, że wiele kobiet boi się przyznać do złości, zazdrości czy zmęczenia, a tłumione emocje i tak wyjdą tyle, że… bokiem.
2. Ustal, spisz i aktualizuj z partnerem zasady. Dotyczą: granic, komunikacji z drugim domem, reakcji na zachowania dziecka i przede wszystkim wspólnego frontu bez wykluczania i upokarzania kogokolwiek. Badania o współrodzicielstwie są tu bezlitosne: konflikt dorosłych „idzie” w dziecko.
3. Postaw na życzliwość. Twoja rola często polega na budowaniu zaufania, a nie autorytetu. Buduj relację opartą na życzliwości, szacunku i zaufaniu, patchwork wymaga otwartej i szczerej komunikacji.
Puenta, którą dedykuję każdej nowej kobiecie w cudzej historii. Mierzysz się z czymś niezwykle trudnym. Patchwork jest wymagający i żmudny nie dlatego, że ty jesteś złą osobą, tylko dlatego, że kilka historii próbuje stać się jedną codziennością. Nie musisz być drugą mamą, konkurencją, bądź dorosłą, która nie zapominając o sobie rozumie, że system rodzinny to nie konkurs na rację, nie ma naszych i obcych. To praca nad poczuciem bezpieczeństwa wszystkich bohaterów tej historii, to niezgoda na odrzucenie, ostracyzm, karanie milczeniem, wykluczanie.
Jeśli mam zostawić jedno zdanie na koniec, zostawię to: patchwork da się szyć, czasem nawet ograniczając straty, ale do tego trzeba dojrzałości, komunikacji i otwartości na to, że nie wszystko nam się będzie podobać. Dlatego z okazji Dnia Mamy przytulam wszystkie macochy świata. ©℗
Agata BARYŁA
Agata Baryła, coach mentor, wykładowczyni akademicka, prowadzi firmę Świadoma Komunikacja.