Piątek, 04 września 2026 r. 
REKLAMA

Feminizm a uwolnienie kobiecej seksualności

Data publikacji: 2026-09-03 11:54
Ostatnia aktualizacja: 2026-09-03 11:54

Kilka miesięcy temu napisałam felieton o pewnej platformie erotycznej. Aktualnie ważne wydaje mi się pytanie, dlaczego właśnie dziś tak wiele kobiet decyduje się zarabiać otwarcie na własnej seksualności. Dlaczego ta decyzja budzi aż tyle emocji?

Może to lęk przed utratą status quo? Kiedy zmienia się układ dostępu do uprawnień i przywilejów, człowiek często nie przeżywa tego jako poszerzenia cudzej wolności, lecz jako naruszenie własnego miejsca w świecie. Być może dlatego dyskusje o „publicznej” seksualności kobiet są tak gwałtowne. Może część mężczyzn, a także kobiet ukształtowanych w męskim porządku, doświadcza utraty znanych reguł? To naturalny mechanizm, co nie oznacza, że dawny porządek był bardziej sprawiedliwy.

W monetyzacji kobiecego ciała przez same kobiety jedni widzą wyzwolenie, drudzy ostateczny upadek kultury, moralności, ba nawet cywilizacji. Im dłużej przyglądam się tej dyskusji, tym częściej odnoszę wrażenie, że spieramy się o skutek, nie zastanawiając się nad przyczyną. Może problem nie polega na tym, że seksualności nagle jest więcej? Może sęk tkwi w tym, że zmienił się ten, kto o seksie decyduje i na nim zarabia?

Psychologowie Edward Deci i Richard Ryan, twórcy teorii autodeterminacji, od lat pokazują, że człowiek potrzebuje trzech podstawowych doświadczeń, aby rozwijać się i zachować dobrostan psychiczny: więzi z innymi, poczucia kompetencji oraz autonomii. Autonomia nie oznacza jednak dowolności ani gwarancji trafnych wyborów. Ona daje raczej poczucie, że człowiek może rozpoznawać własne pragnienia, wartości, granice i działać nie pod przymusem, lecz w zgodzie z wewnętrznym poczuciem sensu. Możliwość decydowania o sobie w tym – o swoim ciele, jest podstawową ludzką potrzebą. Zatem współczesne kobiety walczą nie tyle o określony styl życia, ile o prawo, by same mogły go wybierać. Dyskusja o seksualności jest więc często dyskusją o czymś znacznie głębszym.

Historia kobiet w znacznej mierze jest opowieścią o ograniczaniu samostanowienia. Przecież patriarchat nie polega wyłącznie na tym, że mężczyźni mają pełnię praw i władzy. Jest przede wszystkim systemem zarządzania kobiecym ciałem i życiem. Decyduje o edukacji, majątku, pracy, macierzyństwie, a także seksualności, cielesności. Zaraz po pieniądzach i władzy – życie seksualne, ekspresja seksualna, potrzeby seksualne, relacje intymne są jednymi z najważniejszych narzędzi kontroli.

Przez wieki od kobiet oczekiwano skromności, czystości i wstrzemięźliwości, podczas gdy męska seksualność hulała niczym nie okiełznana. Ten podwójny standard funkcjonuje do dziś. Mężczyzna sypiający z wieloma partnerkami jest zdobywcą. Kobieta w podobnej sytuacji nadal spotyka się z pogardą.

Przez tysiące lat funkcjonowaliśmy w odmiennych realiach. Rewolucja antykoncepcyjna, samoświadomość kobiet, niezależność finansowa zmieniły te warunki bardziej w ciągu ostatnich stu lat niż przez kilka wcześniejszych tysięcy. Nic dziwnego, że równie gwałtownie zmieniają się normy dotyczące seksualności i związków.

Dlatego feminizm od początku nie jest wyłącznie walką o prawa wyborcze czy dostęp do edukacji. Jest również walką o prawo kobiety do decydowania o własnym ciele, jakkolwiek to sobie wyobrażamy. Zapominamy, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu kobieta w wielu krajach nie mogła samodzielnie kierować samochodem, otworzyć konta bankowego, zaciągnąć kredytu czy swobodnie dysponować własnymi pieniędzmi. Ekonomiczna zależność od mężczyzny nie była wyjątkiem a normą.

To ma konsekwencje psychologiczne. Osoba ekonomicznie zależna znacznie rzadziej opuszcza przemocowy związek. Trudniej stawia granice. Częściej godzi się na zachowania, których w innych okolicznościach nigdy by nie zaakceptowała. Dlatego emancypacja kobiet zawsze miała wymiar ekonomiczny.

Jednak nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Chodzi o możliwość powiedzenia: „nie” lub „tak” na swoich warunkach. Może właśnie dlatego współczesna dyskusja o sferze erotycznej jest tak złożona. W świętym oburzeniu społecznym nie chodzi wyłączne o wyuzdanie i epatowanie nagością bez akceptu męskiej strony świata.

Z jednej strony nadal na całym świecie wykorzystuje się kobiety, przemocą i ubóstwem zmusza do podejmowania dramatycznych decyzji. Z drugiej strony rośnie liczba kobiet, które same budują swoją sensualną markę, same ustalają zasady i same czerpią z tego zyski. Nie potrzebują alfonsa, ochroniarza czy prezesa. Oba obrazy są prawdziwe i mam wrażenie, że wiele osób niepokoi nie tyle sama obecność kobiet w branży erotycznej – przecież są jej filarem, ile fakt, że coraz częściej nie potrzebują mężczyzny jako szefa i pośrednika. Nadal najczęściej mężczyźni są właścicielami klubów, producentami filmów pornograficznych, wydawcami magazynów erotycznych czy szefami agencji modelingowych. Kobiece ciało przynosi ogromne zyski, choć rzadko kobietom. Internet zmienił ekonomię tej relacji.

Czy ten trend stanie się symbolem współczesnej feministycznej rewolucji? To byłoby równie uproszczone, jak uznanie każdej kobiety pracującej w korporacji za ikonę emancypacji.

Przekonuje mnie myśl, że nie obserwujemy wzrostu seksualizacji. Nazwę to roboczo równouprawnieniem zarządzania seksualnością. Seks przestaje być przestrzenią regulowaną wyłącznie przez mężczyzn, religię czy państwo – rządzone, i owszem, także przez mężczyzn.

Staje się obszarem autonomicznych wyborów kobiet. Wyborów nie zawsze według nas moralnych, nie zawsze bezpiecznych, nie zawsze godnych naśladowania. Jednak własnych i tę myśl lubię. Ona wydaje mi się największą zmianą.

Nie wiem, jak będzie wyglądał świat za dwadzieścia czy sto lat. Mam jednak przeczucie, że historycy nie zapamiętają tej epoki jako czasu wielkiej seksualizacji. Liczę, że zapamiętają ten trend jako moment, w którym kobiety zaczęły odzyskiwać pełne prawo do decydowania o własnym życiu i ciele.

Na lekcjach historii warto przypominać co rusz kolejnym pokoleniom: patriarchat jest przede wszystkim systemem ekonomicznym. Kobieta przez większość historii nie mogła samodzielnie posiadać majątku, zawierać umów, dziedziczyć na równych prawach czy decydować o własnych dochodach. Jej seksualność również miała wymiar ekonomiczny. Dziewictwo zwiększało wartość na rynku małżeńskim, małżeństwo było kontraktem między rodzinami, a wierność gwarantowała pewność dziedziczenia majątku. Seks rzadko był wyłącznie sprawą uczuć. Był kluczowym elementem systemu społecznego.

Dlatego w mojej ocenie najważniejszym osiągnięciem feminizmu jest uznanie kobiety za pełnoprawny, decyzyjny podmiot w każdym obszarze życia. Pierwsza fala walczyła o polityczne i obywatelskie prawa kobiet. Druga pokazała, że wolność zapisana w prawie niewiele znaczy bez wolności w domu, w pracy, w relacjach i w życiu seksualnym. Trzecia zwróciła uwagę na różnorodność kobiecych doświadczeń – na to, że płeć splata się z pochodzeniem, klasą społeczną, rasą, seksualnością czy kulturą.

Jak wiemy nie istnieje jeden model emancypacji. Dla jednej kobiety wolnością będzie prowadzenie firmy. Dla innej macierzyństwo i bycie gospodynią. Dla jeszcze innej zarabianie na własnym wizerunku i ciele bez pośredników. Feminizm polega na bezwarunkowym akceptowaniu kobiecego wyboru i na obronie prawa do jego podjęcia.

Najciekawsze wciąż jest chyba to, że przez stulecia uczono nas przede wszystkim jednej emocji – wstydu. Wobec własnego ciała, pożądania, wieku, zmarszczek, menstruacji, menopauzy czy przyjemności seksualnej. Wstyd jest niezwykle skutecznym narzędziem kontroli społecznej. Dlatego współczesna zmiana nie polega wyłącznie na tym, że kobiety bez wstydu pokazują więcej ciała. Ważniejsze jest to, że coraz częściej przestają za to przepraszać.

Prawdopodobnie za sto lat nikt nie będzie pamiętał nazwy kolejnej erotycznej platformy, podobnie jak dziś mało kto pamięta nazwy miejsc gdzie kobiety jako pierwsze walczyły o możliwość studiowania, głosowania czy posiadania własnego konta bankowego. Historia być może zapisze początek XXI wieku jako moment, w którym kobieca seksualność przestała być przede wszystkim przedmiotem cudzych decyzji. ©℗

Agata BARYŁA

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj