niedziela, 25 października 2020.
Strona główna > Blogi > Ewa Kołodziejek > Zwyczaj językowy

Zwyczaj językowy

Wywietleń: 352

Cieszą mnie komentarze czytelników zamieszczane pod moimi felietonami, tak jak cieszyły mnie tradycyjne listy przesyłane przez wszystkie lata „Językowej corridy” (a właśnie mija 29 lat od pierwszego felietonu!).

Listy pisane na papierze wymagają większego wysiłku, namysłu, są podpisane imieniem i nazwiskiem, więc ich nadawca musi dbać o własny wizerunek. Czytelnicy wyrażają w nich troskę o język, nasze wspólne dobro, stawiają pytania o poprawność form językowych i cieszą się, że na łamach „Kuriera Szczecińskiego” mogą czytać felietony o polszczyźnie.

Jednak tradycyjne listy przychodzą teraz znacznie rzadziej, korespondencja przeniosła się do internetu, czytelnicy piszą e-maile, często też komentują felieton zamieszczony na stronie internetowej. Taki komentarz ma jednak zupełnie inny charakter, jest krótki, anonimowy, więc autorzy pozwalają sobie na więcej swobody i formie, i w treści. Niemniej i te komentarze bywają czasem inspiracją do językowych rozważań.

Oto czytelnik podpisujący się nickiem „skrupulatny” zakwestionował użyte przeze mnie sformułowanie „powszechny zwyczaj językowy”: „A czy istnieje niepowszechny zwyczaj językowy – w odróżnieniu od powszechnego zwyczaju językowego?” – pyta. Oczywiście, istnieje! „Niepowszechny zwyczaj” jest po prostu zwyczajem (uzusem) jakiegoś środowiska, grupy, mniejszej wspólnoty. Swój zwyczaj językowy mają użytkownicy slangu młodzieżowego. Mają go mieszkańcy tych regionów, w których są jeszcze ślady języka regionalnego. Mają członkowie wspólnot zawodowych. Nawet rodzina może mieć własny zwyczaj językowy, jeśli jest zespolona silną więzią.

Taki „niepowszechny”, czyli środowiskowy zwyczaj językowy może oddziaływać na zachowania słowne całego społeczeństwa. Najlepszym przykładem jest slang młodzieżowy, który zasila polszczyznę potoczną. Nam się po prostu młodzieżowe słowa podobają, więc czerpiemy pełnymi garściami z tej slangowej obfitości. Lans, lajt, lajtowo, spoko, sorki, siema, wypas, wypasiony, zajawka, ziomek, ogarniać i wiele innych weszły trwale do języka potocznego. Z drugiej strony do uzusu należą też powszechnie używane formy wyrazowe, które mogą razić użytkowników polszczyzny wzorcowej: włanczać, przekonywujący, żeśmy poszli, odnośnie czegoś i inne. Ale jeśli te i podobne wyrażenia nie stracą na powszechności, to norma w końcu je zaakceptuje, wszak kształtuje ją społeczny zwyczaj językowy.

Wszystkich czytelników, którzy oburzają się na taki stan rzeczy, chciałabym pocieszyć: jest to proces absolutnie naturalny! Na przykład na początku XX wieku określenia: lata dwudzieste, lata trzydzieste były nieakceptowane przez normę, choć upowszechniły się w zwyczaju językowym. Zamiast nich zalecane było sformułowanie: drugi, trzeci dziesiątek lat (tak!). Inny przykład: dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX wieku norma potoczna zaaprobowała urzędowe sformułowanie w oparciu o coś, wcześniej uznane za niepoprawne.

Przykładów kształtowania normy przez powszechny zwyczaj językowy jest znacznie więcej. Najlepiej chyba tę drogę obrazuje słowo wytrych: od zwyczajowego określenia w gwarze przestępczej, przez upowszechnienie w języku potocznym, do neutralności i wieloznaczności w języku ogólnym.

Ewa Kołodziejek

Komentarze

Dodaj komentarz

logo hejt stop
Akceptuję regulamin. Link do regulaminu