piątek, 04 grudnia 2020r.

Potęga słów

Nie trzeba być badaczem języka, by dostrzec, że wulgaryzuje się nasz język prywatny i język publiczny i że wulgaryzujemy się my, jego użytkownicy i właściciele. Być może stawiamy sobie i innym coraz mniejsze wymagania, być może jednak mamy coraz więcej powodów, by używać słów grubych i mocnych. 

Rzecz jasna, jest wiele osób, które nigdy nie użyły słowa wulgarnego, ale – przyznajmy – stanowią one mniejszość. Większość Polek i Polaków nie ma oporów, by od czasu do czasu albo stale wzmacniać wypowiedzi wulgarnym słowem.

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele: nasza „dusza sarmacka”, skłonna do rubasznego humoru, do sprośnego żartu, do erotyczno-fizjologicznych dowcipów.  Nasze poczucie wolności, bo skoro jest wolność słowa, to możemy po swojemu wyrażać własne myśli i poglądy. Nasze  przekonanie, że „mocne” mówienie, swoboda językowa czynią z nas „równego gościa” i „przebojową babkę” (a raczej „laskę”). Nasza potrzeba rozładowania emocji, zwłaszcza agresji, gniewu, wściekłości, sądzimy bowiem, że słowa wulgarne wzmacniają argumenty, wyrażają poglądy, wymuszają posłuszeństwo. 

Gdy słów wulgarnych używają pojedynczy ludzie, to ważą one trochę mniej. Ot, myślimy sobie, ktoś się zdenerwował, ktoś zażartował, a ktoś inny jest po prostu językowym prymitywem i inaczej swoich myśli wyrazić nie umie. Gdy jednak wulgarne słowa wydobywają się z gardeł zbiorowości, to nabierają innej wagi. Przełamując kulturowe i obyczajowe tabu, dają wspólnocie poczucie siły, poczucie mocy. Wiedzą to ci, którzy chodzą na mecze piłki nożnej, podczas których walczą ze sobą nie tylko zawodnicy, ale i kibice obu drużyn. Słowa wulgarne są obecne w większości stadionowych okrzyków i przyśpiewek. A kiedy z tysiąca gardeł wyrywają się słowa zakazane, to – jak mówi młodzież – ciary idą…

Te stadionowe wulgaryzmy to nie tylko efekt prostackiej mowy, lecz także celowego działania. Zbiorowo wykrzykiwane inwektywy, choć są rażąco sprzeczne z normą społeczną zakazującą publicznego używania słów obraźliwych, to jednak łączą wspólnotę, a obrażanych izolują, wykluczają, stawiają poza społecznością. Pogróżki i przekleństwa pod adresem „wroga” dają poczucie bezkarności i siły.

Podobnie słowa wulgarne działają w innych masowych wydarzeniach: na marszach, manifestacjach, protestach. W zasadzie przyzwyczailiśmy się do wulgarności podczas marszów niepodległości, zdominowanych przez mężczyzn. Czas się chyba przyzwyczaić do mocnych słów padających z ust kobiet, mających wszak takie same prawa. Nie odbieram wulgarnych haseł na protestach kobiet jako przejawu prymitywnej mowy, postrzegam je raczej jako wyraz rozpaczy, gniewu i… mocy! Tak, słowa te dziwią, zaskakują, gorszą, ale budzą strach i dają siłę. Są potężne! Nie da się ich nie usłyszeć, nie da się ich zignorować!

Czy ja tu – zapytają Państwo – propaguję używanie wulgaryzmów? Absolutnie nie! Czy rozumiem przyczyny obecności mocnych słów i na stadionach, i na ulicznych protestach? Zdecydowanie tak! I chciałabym, żeby moi czytelnicy także to zrozumieli. 

Ewa Kołodziejek

Komentarze

zdenek
2020-11-09 07:12:14
Nie trzeba być żadnym badaczem , aby odkryć, że "że co wolno wojewodzie,to nie tobie smrodzie".
Jado Jaruna
2020-10-31 14:12:37
Zachowania tych "dzentelmenow" dokladnie opisla Gabriela Zapolska.
Stratos Vasdekis
2020-10-30 16:47:17
Jak najbardziej zgadzam się z wyważonym podejściem Pani Profesor do zjawiska używania wulgaryzmów i ich zróżnicowanej konotacji. Warto by było przy okazji przypomnieć w tym miejscu jedną z najczęściej przytaczanych definicji pojęcia „wulgaryzm” zaproponowaną przez Macieja Grochowskiego: „Wulgaryzm […] to jednostka leksykalna, za pomocą której mówiący ujawnia swoje emocje względem czegoś lub kogoś, łamiąc przy tym tabu językowe" (M. Grochowski, "Słownik polskich przekleństw i wulgaryzmów", Warszawa 2003, s. 19). Uważam, że definicja ta dokładnie opisuje naturę wulgaryzmów. Podkreśla ona silną więź tzw. brzydkich słów z silnymi emocjami. Bardzo ważne jest też to, że nie określa ona omawianego pojęcia jako negatywne.
Jarun
2020-10-30 14:07:58
Przed 2 wojną św. używanie wulgarnych słów nie było akceptowane. Społeczeństwo nie klęło. Struktura społeczna była hierarchiczna, czyli klasowa i wzorowano się na arystokracji. Hrabia wzorował się na księciu, na hrabim kupcy, bogate ziemiaństwo-szlachta, a na nich robotnicy i chłopi. Przyszedł faszyzm, potem bolszewizm i wytłukł inteligencję, więc chamy z czworaków, którzy pamiętali jak "pan" się odnosił, jeszcze trochę trzymali fason, a potem coraz gorzej. Widzimy to na ulicy - jak wulgarne są dziewczyny. To też wina szkoły, tzn. systemu, w którym jest obowiązek (przymus) szkolny do 18 roku życia. Bezkarność chamstwa powoduje jego rozzuchwalenie. Nie należy usprawiedliwiać chamstwa i złych czynów. Wyobraża sobie pani, że przedwojenny profesor lwowski na wiecu bluzga? Po pierwsze, na wiec by nie poszedł, bratać się z hołotą?! Nawet żule i andrusy trzymali fason o czym śpiewał Grzesiuk: Z szacunkiem, panie Feluś, do mnie trza, Niech fason frajer zna, gdy okoliczność ma. Nauczkę amantowi mogę dać, Jak trzeba się do rzeczy brać. Kobietę trzeba bajerować salonowo, Gadać naukowo, kłaniać się fachowo. Szkoda mrugać, kiedy chłopu wykształcenia brak, Bo nie rozumiem wszak, choć mówię przecież tak.

Dodaj komentarz

HEJT STOP


Tylko teraz -50% na prenumertę eKuriera. KUP TERAZ