9 maja Rosja po raz czwarty od wybuchu wojny z Ukrainą będzie świętować Dzień Zwycięstwa. I to w takich okolicznościach, jakie 24 lutego 2022 r. trudno było przewidzieć. Zamiast defilować ulicami zdobytego po trzech dniach „specjalnej operacji wojskowej” Kijowa, rosyjscy żołnierze będą paradować na placu Czerwonym po raz pierwszy bez udziału lądowych pojazdów wojskowych, obawiając się, że w każdej chwili mogą zostać zbombardowani przez Ukraińców. To pokazuje skalę kompromitacji Władimira Putina. Skala ta okaże się jeszcze większa, jeśli dodamy, że gospodarz Kremla poprosił Wołodymyra Zełenskiego o dwudniowy rozejm. Poprosił, zaznaczmy, za pośrednictwem Donalda Trumpa. Moskwa nie jest więc w stanie obronić się przed ukraińskimi dronami. Musi prosić Kijów o litość, Waszyngton – o wstawiennictwo. Rzecz jasna, to wszystko nie oznacza, że Ukraina wygrywa wojnę, Putin zaraz umrze, zaś Rosja się rozpadnie. Bynajmniej. To wciąż Rosja okupuje sporą część ukraińskiego terytorium, nie odwrotnie. To wciąż Rosjanie masowo bombardują Ukrainę. Ukraińcy jednak coraz częściej i coraz skuteczniej się odgryzają. Rosjanie w końcu na masową skalę sami odczuli skutki wojny, czego wyrazistym symbolem są kłęby czarnego dymu nad Tuapse czy Permem. Ukraina jest na fali wznoszącej.
Putin poprosił o rozejm na dwa dni nie dlatego, że nie chce wojny, a jedynie dlatego, że boi się, iż Ukraińcy zakłócą Dzień Zwycięstwa, to jasne. Najświętsze święto Rosjan. Tę kuriozalną sytuację bardzo celnie, z jadowitą ironią skomentował znany opozycyjny rosyjski publicysta, krytyk literacki, a zarazem poeta Dmitrij Bykow. W internecie – głównie ukraińskim – karierę robi jego napisany na tę okoliczność wiersz. Warto zacytować obszerne fragmenty. Nie będę silić się na przekład literacki. Zachowam treść, nie formę, proszę więc wybaczyć brak rymu czy rytmu – to treść jest tutaj bowiem kluczowa. Bykow pisze niejako w imieniu Rosjan, którzy zwracają się do Ukraińców następującymi słowami: „Banderowcy! Zabójcy! Ludożercy! Niedobrze nam się robi, że musimy się do was zwrócić z prośbą, ale no ku(.)wa! Musimy przeprowadzić Paradę Zwycięstwa”. Dalej podmiot liryczny pyta retorycznie: „Czy nie można na ten czas przestać strzelać?”. Dodaje też, że zdaje sobie sprawę z faktu, iż brzmi to absurdalnie. Bo przecież od „nazioli” nie należy spodziewać się niczego dobrego. Ale z drugiej strony 9 maja to taki ważny dzień! „Bądźcie dla nas wyrozumiali, bydlaki!” – czytamy. Oczywiście, „towarzysz Trump chętnie nam pomoże”, ale, „szlag by to trafił! Przecież chodzi o zwycięstwo nad wami! Więc w jakimś sensie jest to też wasza parada” – pisze dalej Bykow, obnażając typowe dla Rosjan ambiwalentne podejście do Ukraińców z jednej strony jako do braci, których należy wyzwolić, a z drugiej strony jako do wrogów, których należy pozabijać. A z trzeciej strony, oczywiście, chodzi o to, że w kremlowskiej propagandzie Ukraina pod wodzą Zełenskiego jest swego rodzaju moralną następczynią III Rzeszy – w końcu wojna toczy się pod hasłem „denazyfikacji”.
Nie ma z czego się śmiać. „Gdybyście nie stawiali oporu, zwyciężylibyśmy z wami w ciągu trzech dni” – pisze dalej Bykow, ironicznie odwołując się do ambicji zdobycia Kijowa w trzy dni. Następnie poeta nawiązuje do słynnych słów Putina, który podbił serca Rosjan obietnicą, że będzie czeczeńskich terrorystów topić „w kiblu”: „Mamy świetnego naczelnego dowódcę, on by osobiście utopił was w kiblu, gdybyście wstąpili do naszego kibla!”. Sens ten gry słów jest dość jasny i oczywisty. To właśnie Rosja Putina jest „kiblem”, w którym można utonąć. Toną w nim zarówno wrogowie państwa, zabijani przez jego służby, jak i „przyjaciele” – wyzwolone, a tak naprawdę podbite przez Rosję narody. Toną również sami Rosjanie, żyjący w tym bagnie na co dzień…
Bykow naśmiewa się również z udawanego pacyfizmu Moskwy: „Gdybyśmy od razu zdobyli Kijów, ile by ocalało mieszkań! Jesteśmy humanistami”. Wniosek jest prosty. Winę za wszystkie ofiary inwazji Rosji na Ukrainę ponoszą sami Ukraińcy. Wina zaś polega na tym, że ośmielili się nie skapitulować przed humanitarną armią rosyjską…
„Możecie po bratersku? Tak po ludzku (spełnić naszą prośbę)? Przecież ludzie mają święto! (…). Gdy my zabijaliśmy was po bratersku, to kochaliśmy was szczerzej, niż wy” – pisze Bykow. Nawiązuje też do instagramowego buntu Wiktorii Boni, apelując do Ukraińców, aby nie brali z niej przykładu. Podmiot liryczny żali się na… brak empatii ze strony Kijowa, który nie czuje, jak wielką krzywdę robi biednym Rosjanom, psując im wielkie święto… Wreszcie, w wierszu pada sugestia, że już nawet Hitler byłby lepszy i zrozumiałby Rosjan – nawet on wykazałby się większą wspaniałomyślnością i zgodziłby się uszanować Dzień Zwycięstwa.
Bykow trafnie parodiuje absurdy kremlowskiej propagandy. Rosja permanentnie bombarduje Ukrainę, a jednocześnie domaga się ze świętym oburzeniem przerwania ognia na czas wojskowej defilady. Tę postawę można streścić, nawiązując do starego, ale wciąż niezapomnianego internetowego żartu. Putin najpierw nawrzucał Zełenskiemu, po czym, jak gdyby nigdy nic, zapytał go: „chcesz coś z Avonu?”. Wszystko wskazuje na to, że Zełenski nie chce. Bo też nie potrzebuje… ©℗
Maciej PIECZYŃSKI
Dr Maciej Pieczyński to rusycysta, ukrainista i literaturoznawca, wykładowca Uniwersytetu Szczecińskiego oraz publicysta.