Sobota, 04 lipca 2026 r. 
REKLAMA

Zełenski boi się generałów

Data publikacji: 2026-07-04 12:00
Ostatnia aktualizacja: 2026-07-04 12:00

Jak wiadomo, na Ukrainie nie odbywają się wybory – ani parlamentarne, ani prezydenckie. Podczas wojny tych pierwszych zakazuje (w zawoalowany sposób, ale jednak) konstytucja, drugich – ustawa. Wbrew obiegowej opinii zatem Kijów nie musiałby nawet zmieniać konstytucji, żeby zapytać obywateli, czy życzą sobie nadal rządów Wołodymyra Zełenskiego. A jednak Ukraińcy – ani elity polityczne, ani opinia publiczna – nie chcą wyborów. Co do tego panuje ogólnonarodowa zgoda. Przy czym to bynajmniej nie oznacza, że w Kijowie zamarło życie polityczne. Przeciwnie – wiadomo przecież, że w końcu wybory będą konieczne.

W tym kontekście wart uwagi jest obszerny artykuł na łamach „Ukraińskiej Prawdy”, w którym Roman Romaniuk i Roman Kraweć zdradzają kulisy rozmów Zełenskiego z jego potencjalnie przyszłymi konkurentami w walce o władzę. W połowie czerwca prezydent miał spotkać się z najważniejszymi osobami w państwie na terenie jednej z państwowych rezydencji pod Kijowem. Oprócz Zełenskiego zebrali się tam szef jego biura Kyryło Budanow ze swoim zastępcą Ołehem Tatarowem, lider Sługi Narodu w parlamencie Dawyd Arachamija, minister obrony Mychajło Fedorow oraz sekretarz Rady Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony Rustem Umierow. Jednym z tematów były plany polityczne konkretnych przedstawicieli obozu rządzącego. Omówione zostały trzy kluczowe kwestie: czy przeprowadzić wybory; jeśli tak, to kiedy; kto może w nich wystartować. Odpowiedzi na pierwsze pytanie omawiano, opierając się na wynikach czerwcowych sondaży wewnętrznych, które okazały się dla prezydenta optymistyczne. Wygląda na to, że Zełenskiemu udało się przełamać trwałą tendencję powolnej utraty sympatii potencjalnych wyborców. Po raz pierwszy od wielu miesięcy zanotował niewielki, ale jednak wzrost poparcia. W pierwszej turze na obecnego prezydenta zagłosowałoby około 33 proc. spośród tych, którzy już wiedzą, na kogo oddać głos. To dawałoby Zełenskiemu pierwsze miejsce. Drugie zająłby Wałerij Załużny z wynikiem 22 proc. Na 14 proc. głosów mógłby liczyć Budanow. Wzrost poparcia dla prezydenta może wynikać z przejęcia inicjatywy na froncie poprzez skuteczne ataki w głębi Rosji. Podczas tajnej narady optymizm był taki wielki, że otoczenie Zełenskiego zaczęło na poważnie omawiać ewentualne przeprowadzenie wyborów już pod koniec jesieni. Po to, aby wykorzystać okno możliwości. Jednak, jak piszą Romaniuk i Kraweć, na drodze przeprowadzenia takiej „specoperacji” istnieją dwie wielkie przeszkody. Obie noszą pagony generalskie. Chodzi o Załużnego i Budanowa.

Według wspomnianego sondażu Zełenski wygrałby pierwszą turę, ale w drugiej nie byłoby już tak różowo. Z Budanowem wygrałby o włos, zaś z Załużnym by przegrał. Dlatego uczestnicy narady zastanawiali się nad tym, jak namówić generałów do rezygnacji ze startu w wyborach. Pojawił się następujący pomysł: Budanow nie walczy o prezydenturę i pomaga wygrać Zełenskiemu, sam zaś zadowala się fotelem przewodniczącego Rady Najwyższej. Na tym stanowisku buduje swoją pozycję, by wystartować na prezydenta pod koniec drugiej i ostatniej kadencji Zełenskiego. Romaniuk i Kraweć przekonują, że taki pomysł powstał, nie są jednak pewni, czy Budanow tę propozycję usłyszał podczas tajnej narady, ani jak na nią zareagował. Niemniej, rozmówcy „Ukraińskiej Prawdy” twierdzą, że szef Biura Prezydenta unika jednoznacznych odpowiedzi na pytania o swoje polityczne ambicje.

Portal donosi również, że Zełenski spotkał się osobiście z Wałerijem Załużnym, wezwanym do Kijowa pod pretekstem omówienia zmiany władzy w Wielkiej Brytanii, gdzie Załużny jest ambasadorem. W rzeczywistości chodziło o wysondowanie ambicji popularnego generała. „Jeśli jesienią odbędą się wybory, będzie pan w nich kandydował?” – na to pytanie Zełenskiego Załużny odpowiedział twierdząco. Prezydent zrozumiał, że ma przed sobą przyszłego rywala politycznego, który nie ma zamiaru iść na kompromisy. Dlatego nawet nie zaproponował mu żadnego wariantu kariery w zamian za rezygnację ze startu. Nie miało to bowiem sensu. I to pomimo iż wcześniej ekipa Zełenskiego była gotowa dać Załużnemu jakiekolwiek stanowisko państwowe, byle tylko zrezygnował z walki o fotel głowy państwa. Były głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy miał argumentować, że choć nigdy nie marzył o karierze politycznej, to jednak zbyt wielu ludzi pokłada w nim nadzieje polityczne, aby mógł ich zawieść.

Zatem plan przeprowadzenia wyborów jesienią napotkał na poważną przeszkodę. Zełenski nie chce przecież przegrać. Choć jego poparcie rośnie, wygrana nie jest gwarantowana. Z drugiej strony, jak przekonują Romaniuk i Kraweć, sytuacja Załużnego również nie jest tak optymistyczna, jakby się mogło wydawać. Poparcie dla generała pozostaje wysokie, ale nie rośnie już tak szybko, jak tuż po dymisji ze stanowiska głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy. A to dlatego, że wypadł z obiegu. Ukraińcom łatwo zapomnieć o bohaterze, który od dłuższego czasu przebywa poza granicami kraju. O to zresztą Zełenskiemu chodziło, gdy oddelegował potencjalnego konkurenta na odległą, londyńską placówkę. Poza tym rośnie poparcie dla Budanowa, który, w odróżnieniu od Załużnego, codziennie pojawia się w ukraińskich mediach. To zaś, zdaniem dziennikarzy „Ukraińskiej Prawdy”, czyni przyszłe wybory jeszcze bardziej nieprzewidywalnymi. „Jeśli w wyborach wystartują obaj generałowie, zaczną konkurować między sobą. Na tym polega paradoks obecnej sytuacji: żaden z kluczowych graczy nie chce tracić swojej szansy, i dlatego wszyscy razem grzęzną w sytuacji wzajemnego powstrzymywania się” – piszą Romaniuk i Kraweć. – „A to z kolei może niespodziewanie otworzyć drogę do drugiej tury dla »trzeciego kandydata«, kogoś takiego jak Ołeksandr Usyk, którego dziś prawie nikt nie rozpatruje jako faworyta” – konkludują dziennikarze „Ukraińskiej Prawdy”. ©℗

Maciej PIECZYŃSKI

 

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj