Jednym z najciekawszych i najbardziej oryginalnych komentatorów wojny na Ukrainie jest Daniił Tulenkow. Rosjanin pochodzenia częściowo tatarskiego i wyznania muzułmańskiego, który trafił na front z więzienia, gdzie odsiadywał wyrok za oszustwo. Walczył w szeregach batalionów karnych Sztorm Z. A po powrocie z wojny opisał swoje doświadczenia w autobiograficznej powieści dokumentalnej „Sztorm Z. Nie macie innych nas”. O tej książce kiedyś już wspominałem w jednym z felietonów, podkreślając, że jest to nieoczekiwanie niejednoznaczny obraz wojny. Tulenkow został okrzyknięty żywym klasykiem prowojennej Z-literatury, choć, jeśli się wczytać w jego narrację, to można znaleźć w niej mnóstwo epizodów, które podpadają pod paragraf o „dyskredytacji Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej”. Tulenkow deklaruje patriotyzm, poparcie dla idei „specoperacji” oraz wrogość wobec Ukrainy i Zachodu. Zarazem jednak otwarcie opisuje patologie armii, w tym dezercję, przemoc, alkoholizm czy zbrodnie wojenne, dokonywane na Ukraińcach.
Najwidoczniej jednak mało kto z chwalących Tulenkowa prokremlowskich komentatorów przeczytał ze zrozumieniem jego książkę. Stąd wielkie zdziwienie i oburzenie, gdy nieco ponad miesiąc temu (ponad dwa lata od wydania powieści) autor opisał jedną ze zbrodni wojennych na swoim koncie na Telegramie. „Leks, mój pierwszy dowódca kompanii, był nosicielem specyficznej faszystowskiej, nietzscheańskiej ideologii” – zaczyna swój wpis Tulenkow. Kontynuuje: „Dzielił ludzi na bioodpady i pełnowartościowych. Ale u podstaw jego gradacji nie leżały ani rasowe, ani religijne kryteria. On był rasistą społecznym. Kochał wszystkich wykształconych, pogardzał nieukami i głupkami. A przy tym był pobożny, cytował Ewangelię”. Tulenkow twierdzi, że w marcu 2024 r. inny jego dowódca kompanii, Lis, pokazał mu filmik, który podkomendni Leksa nagrali w okupowanym przez Rosję Berdiańsku nad Morzem Azowskim. A oto co tam zobaczył: „Włamali się do jakiegoś prywatnego domu i torturowali rodzinę miejscowych mieszkańców. Dwóch podkomendnych Leksa siedziało na kanapie ze spuszczonymi spodniami, a mąż i żona robili im loda. Sam Leks oglądał tę scenę siedząc na fotelu w pozie Dona Corleone i palił papierosa. Obok trzymali krzyczące i płaczące dzieci, zmuszając je, by patrzyły na poniżenie swoich rodziców” – opisuje Tulenkow.
Gdy Leks został zatrzymany, nawet funkcjonariusze FSB, którzy niejedno w życiu widzieli, kazali mu oglądać to nagranie i pytali: „na chuj odpierdalałeś takie rzeczy, ty chory zwyrodnialcu?!”. A chory zwyrodnialec, choć do tego momentu podczas przesłuchania wił się jak piskorz, unikając jednoznacznych odpowiedzi, nieoczekiwanie zebrał się w sobie i odparł „metalicznym głosem”: „Tępiłem w tych dzieciach chochłów. Robiłem z nich Rosjan”. Tak przynajmniej twierdzi Tulenkow. „Opowiadano mi, że w kazamatach OGPU (czyli FSB – red.) Leks już na sam koniec popłynął. Ryczał całymi dniami, drżąc w konwulsjach, wył jak wilk w zimowym stepie” – pisze Tulenkow. Wedle jego relacji, Leks był przez czekistów torturowany – gwałcony butelką i rażony prądem. Dopiero wtedy się złamał.
W cytowanym wpisie Tulenkow przyznał, że nie zdecydował się, aby tę historię opisać w książce „Sztorm Z. Nie macie innych nas”. Zdążył nawet opisać ją na brudno, ale w ostatecznej wersji do publikacji postanowił jednak ten wątek pominąć. „Ograniczyłem się jedynie ogólnymi frazami o ekscesach, wyczynianych przez dowódcę kompanii” – napisał. Od jakiegoś czasu jednak Tulenkow coraz ostrzej krytykuje sposób prowadzenia wojny przez Moskwę, a nawet sam sens konfliktu z Ukrainą. Dlatego w omawianym wpisie zaznacza wprost, że zbrodnie, dokonywane przez takich ludzi jak Leks, to również część „rosyjskiego świata”, który „przytaszczyliśmy tam, gdzie na nas nikt nie czekał”. Wpis ma jednak szczęśliwe zakończenie. Tulenkow zapewnia, że ekscesy Leksa zostały ukrócone nie przez „ludowych mścicieli”, tylko przez organy bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Rosyjski sąd skazał zbrodniarza na dożywocie – za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, gwałty, zabójstwa, kradzieże, handel bronią oraz za napad na żołnierzy rosyjskich.
Początkowo został zatrzymany właśnie za handel bronią oraz za napad na kadyrowców. „Jego podkomendni, ogłupieni krwią i bezkarnością, wzięli do niewoli Czeczena, zaciągnęli do swojej nory, bili, poniżali. Jakimś cudem chłopak zdołał uciec. Oglądałem na YouTube jego filmik, na którym opowiada, jak był torturowany” – pisze Tulenkow w kolejnym poście. Zaznacza również, że właśnie przestępstwa wobec swoich doprowadziły do zatrzymania Leksa. Póki poniżał ukraińskich cywilów z Berdiańska, nic mu nie groziło. Zdaniem Tulenkowa, Leks poniósł karę za swój czyn, ponieważ naruszył zasady systemu. Pisarz nie artykułuje tego wprost, ale między wierszami jego wpisu można wyczytać, że ukaranie tego konkretnego dowódcy nie świadczy o wybitnie humanitarnym charakterze rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości. Tulenkow jest przekonany, że zwyrodnialec pokroju Leksa zostałby „starty na proch” nawet przez Gestapo w III Rzeszy. „Każda służba specjalna zniszczyłaby takiego chorego zwyrodnialca” – pisze Tulenkow. Jego zdaniem kluczowe jednak jest, że to „chory”, a nie po prostu „zwyrodnialec”. Chory, zatem niebezpieczny dla systemu…
Nie wiadomo, jakim cudem Daniił Tulenkow wciąż przebywa w Rosji i pozostaje na wolności. W jednym z wywiadów, odpowiadając na pytanie o tę zagadkę, sam pisarz porównał siebie do „murzyna w USA, który może krytykować innych murzynów”. Innymi słowy: jako weteran „specoperacji” ma prawo wypowiadać się krytycznie o konkretnych działaniach armii rosyjskiej. Tulenkow krytykuje „błędy i wypaczenia”, a nie sam sens imperialnej polityki Rosji. Być może więc rzeczywiście mieści się w ramach aktualnie dopuszczalnej dyskusji w państwie Putina. A być może ma wpływowych patronów. Tego nie wiadomo. ©℗
Maciej PIECZYŃSKI
Dr Maciej Pieczyński to rusycysta, ukrainista i literaturoznawca, wykładowca Uniwersytetu Szczecińskiego oraz publicysta.