Sobota, 25 kwietnia 2026 r. 
REKLAMA

Spowiedź rozczarowanego Z-patrioty

Data publikacji: 2026-04-25 11:45
Ostatnia aktualizacja: 2026-04-25 11:45

W ostatnim czasie na rosyjskojęzycznym YouTube pojawia się sporo bardzo ciekawych rozmów, które pomagają zrozumieć bieżącą sytuację na froncie. Najpierw dowódca proukraińskich Rosjan Denis Kapustin. Następnie słynna prokurator Krymu Natalia Pokłońska, która w podcaście Kseni Sobczak opowiadała o swojej zadziwiającej ewolucji od twarzy aneksji półwyspu, przez fanatyczną głosicielkę kultu św. Mikołaja II, aż po neopogankę, umiarkowanie krytyczną wobec „specoperacji”. Ostatnim krzykiem youtube`owej mody okazał się występ Pawła Gubariewa. Jeden z pierwszych przywódców prorosyjskiego separatyzmu na Donbasie, „ludowy gubernator Doniecka”, w ostatnim czasie zaś żołnierz, walczący na Ukrainie, oraz przewodniczący Klubu Rozsierdzonych Patriotów (lekko niezadowolonych z braku postępów na froncie) został przepytany przez Jurija Dud`a, tego samego, który wcześniej gościł Kapustina.

Najcelniej wywiad podsumował bloger Maksym Kac: „Jest to trudne do oglądania widowisko. Przedzierać się przez kaskadę najgorszych teorii spiskowych jest nie lada wyzwaniem. Tym niemniej przed nami stoi człowiek, choć niezbyt mądry, za to bardzo szczery, i ze swoim, niechby i całkowicie pojebanym, systemem wartości”. Kac słusznie zauważa, że takich właśnie, wiernych swoim poglądom ludzi Putin nie potrzebuje. I to niezależnie od tego, jakie są to poglądy. W obecnej sytuacji w Rosji najlepiej żyje się oportunistom. Gubariew, jako gorący i szczery zwolennik podboju Ukrainy, słusznie zauważa, że Kijów ma nad Moskwą przewagę ideologiczną. A konkretnie: Ukraińcy wiedzą, że walczą o niepodległość i odzyskanie terytoriów, Rosjanie zaś nie mają jasno wyznaczonego celu swojej „specoperacji”. Celu, którego osiągnięcie w bliższej lub dalszej przyszłości oznaczałoby zwycięstwo. Można więc odnieść wrażenie, że od ponad czterech lat giną na marne, po to, żeby ginąć. Front prawie wcale nie posuwa się naprzód. Według Gubariewa wojna rosyjsko-ukraińska jest rezultatem spisku między postsowieckimi elitami Moskwy i Kijowa, które są „oderwane od ludu” i chcą „zarabiać na naszych surowcach” i „pilnować, żeby lud się nie zbuntował”. Aby zrealizować ten ostatni cel, wyłączają Telegram – medium społecznościowe, z którego chętnie korzystają Z-patrioci. Zdaniem Gubariewa, Rosja jest czyjąś kolonią (czyją – do końca nie wyjaśnił, można się domyślać, że jakichś zachodnich sił), zaś Putin jest jedynie kimś w rodzaju generał-gubernatora, zarządzającego krajem w imieniu swoich mocodawców. Były lider separatystów gryzł się w język, żeby nie skrytykować za ostro prezydenta. Z jednej strony z pewnością kierował nim strach przed odpowiedzialnością karną, co otwarcie zresztą przyznał. Z drugiej strony to typowe dla rosyjskiej mentalności przekonanie, iż cara atakować nie wypada. Tak czy inaczej, przez ponad cztery godziny wywiadu nie udało mu się gryźć w język. W końcu przyznał, że zawiódł się na Putinie. Po aneksji Krymu był przekonany, że jest to wielki władca. W końcu jednak zrozumiał, że Putin „to nie car”: „To człowiek, który 25 lat pracuje nie na swoim miejscu. To przypadkowy człowiek, a przypadkowych ludzi przy władzy nie powinno być. Jeśli jesteś przypadkowym człowiekiem przy władzy, to znaczy, że jesteś pietruszką (czyli kukiełką z rosyjskiego teatru ludowego – red.)”.

Gubariew ciekawie przybliżał kulisy wojny na Donbasie. Przyznał, że gdyby nie pomoc regularnych oddziałów armii rosyjskiej, separatyści nie mieliby szans obronić się przed Ukraińcami. Opowiedział też o tym, jak Igor Girkin „Striełkow” zastrzelił szesnastoletniego chłopaka, bo uznał, że to „banderowiec”. Spora część rozmowy poświęcona była przywódcy tzw. Donieckiej Republiki Ludowej Aleksandrowi Zacharczence. Z opowieści Gubariewa wyłania się obraz niezbyt rozgarniętego prymitywa, który popadł w alkoholizm, gdy zorientował się, że jest bezwolną marionetką w rękach moskiewskich mocodawców. W pewnym momencie Ramzan Kadyrow zaproponował Zacharczence, że zostanie jego mentorem. Że nauczy go, jak robić biznes na terenach okupowanych, jednocześnie sprzeciwiając się Moskwie. Na ten moment na Donbasie kadyrowcy przechwycili sporą część kryminalnego tortu – porywali ludzi, handlowali bronią, wzięli pod kontrolę domy publiczne. Kadyrow najwyraźniej chciał uczynić z Zacharczenki swojego junior-partnera w interesach. Gubariew odradzał, i lider separatystycznej republiki posłuchał.

Rozmówca Dud`a sam miał mrożącą krew w żyłach przygodę z Czeczenami. Ukraińskie media w pewnym momencie nagłośniły informację, jakoby Gubariew oskarżał Kadyrowa o udział w zamachu na redakcję „Charlie Hebdo”. Czeczeni żądali przeprosin i sprostowania. Gubariew sprostował, ale nie przeprosił, więc został porwany przez kadyrowców. Napadli go w jego własnym biurze. Nafaszerowany środkami usypiającymi, obudził się, niczym w filmie sensacyjnym – przywiązany do krzesła. Kadyrowcy brutalnie go bili, aż do momentu, gdy od swoich dowódców dostali sygnał, żeby Gubariewa wypuścić.

Generalnie z opowieści byłego „gubernatora ludowego Doniecka” wyłania się obraz separatystycznego Donbasu jako raju dla zbrodniarzy i kryminalistów. Prorosyjscy bojówkarze zajęci byli głównie odbieraniem biznesów lokalnym przedsiębiorcom i nabijaniem sobie kieszeni, nie zaś budowaniem lepszego świata. Niby oczywiste, ale w ustach jednego z nich nabiera szczególnego znaczenia… ©℗

Maciej PIECZYŃSKI

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj