Środa, 22 kwietnia 2026 r. 
REKLAMA

Celebrytki, dobry car i źli bojarzy

Data publikacji: 2026-04-18 10:18
Ostatnia aktualizacja: 2026-04-18 10:18

Gwiazdy rosyjskiego show-biznesu zaczęły publicznie narzekać na problemy w kraju. Czy to pierwsze jaskółki przyszłego buntu? Czy Putin ma się czego obawiać, skoro sytuację w Rosji krytykuje nawet popkulturowy mainstream, co do zasady absolutnie lojalny wobec Kremla?

Kilka dni temu influencerka, prezenterka telewizyjna i modelka, uczestniczka rosyjskiego reality-show „Dom 2” Wiktoria Bonia opublikowała na swoim koncie na Instagramie apel do prezydenta Rosji. Obserwuje ją tam prawie 13 mln subskrybentów. W ciągu dwóch dni nagranie zdobyło ponad milion polubień. Nic dziwnego, że odbiło się szerokim echem w mediach. Bonia zaznaczyła, że jest to apel „w imieniu narodu”, co czyni całą sprawę jeszcze ciekawszą. Celebrytka przekonuje Putina, że „wielu rzeczy nie wie” o sytuacji w kraju, a to dlatego, że gubernatorzy, blogerzy i artyści się go boją. Bonia postanowiła ten stan zmienić. „Między nami, prostym ludem, a panem stoi ogromna ściana, i chciałoby się przez tę ścianę przebić” – mówi. Dalej wymienia pięć aktualnych problemów, które ostatnio narosły, o których, jej zdaniem Putin nie wie, dlatego, że jego otoczenie go o nich nie informuje. „Żaden gubernator panu o nich nie opowie, bo się pana bają” – twierdzi. Po pierwsze, jest to powódź w Dagestanie. Mieszkańcy nie otrzymali żadnej realnej pomocy od państwa. Szczególnie oburzający, zdaniem influencerki, był moment, gdy w jednej z zalanych wiosek rozścielono dywan dla goszczących tam urzędników, żeby sobie nie ubrudzili nóg. Drugi problem to zanieczyszczenie Morza Czarnego wyciekiem mazutu niedaleko kurortu Anapa. Według Boni, urzędnicy kłamią Putinowi, gdy zapewniają, że skutki wycieku zostały usunięte. „Nie będzie tam żadnego sezonu plażowego!” – grzmi celebrytka. Trzeci problem to przygotowywana właśnie ustawa, legalizująca polowania na zwierzęta, zagrożone wyginięciem. Czwarty – masowy obój bydła w obwodzie nowosybirskim. Oficjalnie miał on zapobiec rozprzestrzenianiu się pasterelozy. Według celebrytki w rzeczywistości jest to spisek właścicieli wielkich farm, którzy w ten sposób chcą wykończyć drobnych rolników. Piąty problem, chyba najczęściej ostatnio omawiany, to blokada internetu. „Ludzie googlują, jak wyjechać z Rosji” – przekonuje Bonia. Sama mieszka w Monako, ale często jeździ do kraju w interesach. I generalnie popiera władzę. Po inwazji na Ukrainę bojkot Rosji i Białorusi nazwała ludobójstwem.

Za przykładem Wiktorii Boni poszły kolejne rosyjskie celebrytki. Prezenterka telewizyjna, blogerka (4 mln subskrybentów na Instagramie) i raperka Ajza wsparła koleżankę. Podobnie jak Bonia, pracuje w Rosji, ale mieszka poza jej granicami (na Bali). Ajza do katalogu zarzutów swojej koleżanki dodała korupcję. Wpis jednak, co ciekawe, usunęła. Komentarze niezadowolonych celebrytek pojawiały się już wcześniej. W połowie marca Ida Galicz (7 mln obserwujących na Instagramie) krytykowała zakaz umieszczania reklam na Telegramie, a także ubój bydła na Syberii. Potem post usunęła i opublikowała kolejny, z łagodniejszym przekazem, zapewniając, że jej brak internetu nie przeszkadza, ale innym już tak. Z rolnikami z obwodu nowosybirskiego solidaryzowała się również Katia Gordon (1,8 mln obserwujących na Instagramie). Nagrała adresowane do Putina wideo z prośbą o „obronę rosyjskiego rolnika od samowoli”.

Komentarze do wpisu Wiktorii Boni (podobnie jak do innych oburzonych celebrytek) były niejednoznaczne. Jedni zachwycali się odwagą w krytykowaniu władzy. Inni dostrzegali w tym projekt jednej z wież Kremla. A konkretnie – wiceszefa administracji prezydenta Siergieja Kirijenki, który jakoby w ten sposób próbuje nacisnąć na Putina, aby ten odblokował Telegram i generalnie Internet. I ta druga możliwość brzmi bardzo wiarygodnie.

Niezależnie od tego, jaka była rzeczywista motywacja influencerki, jej instagramowe wystąpienie wpisuje się w stary jak Rosja schemat „dobry car – źli bojarzy”.

Naiwnością byłoby sądzić, że celebrytka uderza w Putina. Jest dokładnie odwrotnie. Uprzejmie donosi prezydentowi o błędach i wypaczeniach jego urzędników. Jedna z fanek Boni w komentarzu zaproponowała swojej idolce, by sama powalczyła o prezydenturę. „Nie, mamy bardzo silnego prezydenta. Takie stanowiska powinni zajmować ludzie kompetentni, znający się na polityce” – odpowiedziała Bonia. Tak naprawdę jej post odwraca uwagę od Putina jako odpowiedzialnego za sytuację, zrzucając winę na „bojarów” właśnie. „Car” natomiast „o niczym nie wie”. To samo ideowi komuniści mówili o Stalinie, wierząc, albo wmawiając sobie, że co złego, to nie gensek, tylko jego „bojarzy”, którzy kryją przed nim prawdę o terrorze.

Paradoksalnie, Bonia w tym względzie przypomina… Prigożyna. Jego bunt też był przecież wymierzony w „bojarów”, czyli w ministra obrony i szefa sztabu generalnego. Prigożyn musiał zginąć, bo naruszył porządek, ustanowiony przez Putina, a nie dlatego, że zamierzał obalić samego Putina. Narzekanie na sytuację w Rosji jest naprawdę dozwolone, o ile winowajców dostrzega się wszędzie, tylko nie w prezydencie. Wiktoria Bonia nie jest więc żadną dysydentką ani opozycjonistką. Nawet jeśli jej apel był szczerym wylewem złości (niektórzy, jak działaczka opozycyjna Lubow Sobol, tak właśnie twierdzą), to jednak bardziej się Putinowi przysłużył, niż mu zaszkodził. Wystarczy, że władca Kremla usunie wskazane problemy (i tych, którzy jakoby za nie odpowiadają), a będzie bardzo dobrym carem. Bardzo dobrym, bo dobrym już jest. ©℗

Maciej PIECZYŃSKI

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj