Potap i Nastia to wielkie gwiazdy ukraińskiej muzyki. Od mniej więcej dwóch dekad podbijają serca słuchaczy mieszanką popu, rapu i R&B. Ołeksij Potapenko (czyli Potap) rapuje, będąca prywatnie jego żoną Nastia Kamienskich (czyli Nastia) śpiewa. Od samego początku był z nimi jednak pewien problem, który stopniowo narastał, w miarę rozwoju sytuacji geopolitycznej. Mianowicie, Potap i Nastia są artystami w ogromnym stopniu rosyjskojęzycznymi. Ich największe hity powstały właśnie w tym języku. Nie jest to bynajmniej ambitna twórczość, ale za to niesamowicie popularna muzyka rozrywkowa, królująca na parkietach dyskotek. Przyznam, że sam jako student filologii rosyjsko-ukraińskiej byłem wielkim fanem tego duetu. I na licznych, organizowanych przez siebie imprezach ze wschodnią muzyką, bardzo chętnie puszczałem takie kawałki jak „Nie para”, „Biez lubwi” czy „Na rajonie”. Zresztą, to były największe hity w, jeśli mogę się tak wyrazić, moim pokoleniu pasjonatów wschodniej popkultury.
Nieprzypadkowo łączę tutaj kontekst rosyjski i ukraiński. Potap i Nastia, podobnie jak bardzo wielu innych rosyjskojęzycznych artystów ukraińskich, robili karierę nie tylko w ojczyźnie, ale również w Rosji. I generalnie na obszarze postsowieckim, kulturowo zdominowanym przez żywioł rosyjski. 2014 r. nie był dla nich szczególnym przełomem. Nadal występowali w Rosji. Ale już pełnoskalowa inwazja w 2022 r. zmieniła ich podejście. W marcu Nastia wypuściła piosenkę „Ja Ukrainka” – po ukraińsku, z patriotycznym wydźwiękiem. Utwór zaśpiewała sama, ale napisała wspólnie z Potapem. Występowała z koncertami charytatywnymi, zbierając pieniądze dla swojego kraju. Postawa Potapa nie była tak jednoznaczna. W pewnym momencie publicznie powiedział, że „zapisał się zaocznie do obrony terytorialnej”, co stało się memem. Jednak wspólnie z Nastią zbierał pieniądze na pomoc Ukrainie. W lutym 2023 r. nagrał ukraińskojęzyczną piosenkę „Dobrobat” (Wolontariusz). Z jednej strony, miał to być hołd oddany wolontariuszom, pomagającym w wojnie z Rosją. Z drugiej strony, tekst był żartobliwy i zdaniem wielu komentatorów seksualizował wolontariuszki.
W końcu jednak duet zaczął powoli rozstawać się z nowym, patriotycznym wizerunkiem. W sierpniu 2025 r. Nastia, podczas koncertów w Stanach Zjednoczonych, po raz pierwszy od dawna wykonała swoje największe, rosyjskojęzyczne hity. Nie to jednak było przedmiotem największych kontrowersji. Wokalistka na scenie stwierdziła, że nieważne, jakim językiem się posługujemy, gdyż istnieje język, który wszyscy rozumiemy – miłość. Na Ukrainie zostało to odebrane negatywnie. W końcu po 24 lutego 2022 r. nad Dnieprem trwa demonstracyjna derusyfikacja. Nastia zapłaciła za swoją szczerość – ukraińska sieć jubilerska Zołotyj Wik zerwała z nią intratny kontrakt reklamowy. Nastia zapewniła, że szanuje tę decyzję firmy, niemniej pozostała przy swoim zdaniu, w myśl którego wybór języka to jej wolność. Wspierał ją w tym Potap.
Prawdziwy skandal wybuchł w sierpniu 2026 r. Potap i Nastia opublikowali wspólny filmik na media społecznościowe. W pierwszej scenie siedzą w domowych ubraniach, wykrzywiają się, udają, że cierpią i ironicznie przepraszają za to, że są rosyjskojęzyczni. Napis głosi: „Boże, wybaczcie nam, że mówimy po rosyjsku, zupełnie zapomnieliśmy, że istnieje takie pojęcie jak…”, po czym następuje cięcie, i druga scena, opatrzona napisem „WOLNOŚĆ”. Potap i Nastia, uśmiechnięci, stoją na pokładzie jachtu, przy pięknej pogodzie, na ciepłym morzu. Przekaz był czytelny: ukraińscy artyści podkreślili, że są wolnymi ludźmi, i nikt im nie będzie dyktować, w jakim języku mają się porozumiewać. Nietrudno zgadnąć, że rolka wywołała ogromne kontrowersje nad Dnieprem. Po pierwsze: odebrano to jako kpinę z derusyfikacji. Po drugie: wielu nie spodobało się, że w sytuacji wciąż trwającej wojny celebryci epatują bogactwem za granicą. Muzycy nie tylko się nie pokajali, ale wręcz kontynuowali swoją antypatriotyczną krucjatę. Sytuację eskalowała Nastia – czyli teoretycznie ta bardziej proukraińska połowa duetu. Wokalistka nagrała film, którego treść można przedstawić następująco: „Od początku wojny pomagaliśmy Ukrainie, potępialiśmy Rosję, ale nie mamy zamiaru chodzić w wyszywankach i ograniczać swojej wolności do mówienia po rosyjsku”.
Z jednej strony, można zarzucić Potapowi i Nastii koniunkturalizm. Gdy wybuchła wojna, demonstracyjnie włączyli tryb „patriotyczny”, być może ze szczerych uczuć, a być może dlatego, że wtedy to było modne. Po kilka lat później dostosowali się do zmieniających się nastrojów, do zmęczenia wojną i widocznego nad Dnieprem powrotu do języka rosyjskiego. Z drugiej strony, nie sposób odmówić ich postawie logiki. Oczywiście, Ukraina walczy z rosyjskimi wpływami. Ale rosyjskojęzyczny nie znaczy przecież prorosyjski… ©℗
Maciej PIECZYŃSKI
Dr Maciej Pieczyński to rusycysta, ukrainista i literaturoznawca, wykładowca Uniwersytetu Szczecińskiego oraz publicysta.