Rosjanie wybrali nowy skład Dumy Państwowej. Przynajmniej oficjalnie. W rzeczywistości w Rosji „wyborcy głosują, pan Putin głosy liczy”, parafrazując wersy słynnej pieśni patriotycznej. Jeszcze przed głosowaniem było wiadomo, kto wygra. Jedna Rosja, czyli ugrupowanie prezydenckie, musiała zdobyć większość. Z kolei jedyna partia, opowiadająca się przeciwko wojnie, czyli Jabłoko Grigorija Jawlińskiego, do wyborów nie została nawet dopuszczona.
Oficjalnie Jedna Rosja zdobyła prawie 60 proc. głosów. Kolejne miejsca zajęły Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej, Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji, Nowi Ludzie oraz balansująca na granicy progu Sprawiedliwa Rosja – Za Prawdę. Opozycyjna „Nowaja Gazieta Jewropa” szacuje, że prawdziwy wynik Jednej Rosji, oczyszczony z fałszerstw, oscyluje wokół 34 proc. Taki rezultat ustalono, posługując się tzw. metodą Siergieja Szpilkina. Metoda rosyjskiego analityka wyborczego Siergieja Szpilkina polega na statystycznym porównaniu frekwencji w poszczególnych komisjach wyborczych z wynikiem partii władzy. W warunkach pozbawionych masowych manipulacji wzrost frekwencji nie powinien prowadzić do systematycznego wzrostu poparcia tylko dla jednego ugrupowania. Tymczasem w rosyjskich wyborach wraz ze wzrostem frekwencji gwałtownie rośnie wynik Jednej Rosji, podczas gdy liczba głosów oddawanych na pozostałe partie nie wykazuje podobnej zależności. Na wykresach tworzy to charakterystyczny „ogon komety” – skupisko komisji o bardzo wysokiej frekwencji i jednocześnie wyjątkowo wysokim wyniku partii władzy. Porównując je z komisjami tworzącymi statystycznie bardziej naturalne „jądro”, można oszacować liczbę anomalnych głosów oraz przybliżony wynik partii po ich odjęciu. Metoda nie pozwala stwierdzić, że każdy statystycznie anomalny głos został sfałszowany, lecz umożliwia oszacowanie skali wyników, których rozkład odbiega od wzorców obserwowanych w komisjach bez takich anomalii.
Czy 34 proc. dla Jednej Rosji to dużo, czy mało? Bardzo mało, w porównaniu z wynikiem, narysowanym przez Centralną Komisję Wyborczą na zlecenie Kremla. Putin musiał nieźle się natrudzić, aby odtrąbić kolejny miażdżący triumf. Z drugiej strony, jego przeciwnicy nie mają wybitnie przekonujących powodów do optymizmu. Od czterech i pół roku Putin prowadzi wojnę, coraz boleśniej odczuwalną przez tzw. zwykłych Rosjan. Nie jest w stanie odtrąbić spektakularnego sukcesu ani na froncie militarnym, ani na froncie dyplomatycznym. Rosja zmaga się ze skutkami sankcji. A jednak wciąż ponad jedna trzecia uprawnionych do głosowania obywateli tego kraju popiera politykę, prowadzoną przez władze na Kremlu. „Nowaja Gazieta Jewropa” wyliczyła jedynie wyniki Jednej Rosji w sytuacji, gdyby nie doszło do fałszerstw wyborczych. Nie wiadomo więc, jakimi rezultatami mogłyby się pochwalić pozostałe partie. Trudno sobie jednak wyobrazić, by którakolwiek zdobyła więcej głosów niż ugrupowanie Putina. Zapewne kolejność byłaby mniej więcej taka, jak obecnie. Jedna Rosja wygrałaby więc i tak. W porównaniu z wynikami w krajach demokratycznych wcale nie wypadałaby blado. Weźmy ostatni sondaż partii politycznych w Polsce, w którym Koalicja Obywatelska dostała 30,9 proc. potencjalnych głosów. Gdyby w Rosji nagle zapanowała demokracja, to i tak partia dyktatora Putina cieszyłaby się większym poparciem niż partia Donalda Tuska w Polsce…
Oczywiście to porównanie trochę na wyrost. Fałszerstwa wyborcze nie są jedynym symptomem braku demokracji w Rosji. To problem o wiele szerszy i głębszy. Dyktatura polega również na zastraszaniu społeczeństwa, wykluczaniu z wyborczych wyścigów opozycji, blokowaniu opozycyjnych mediów czy dominacji propagandy w mediach państwowych. A poza wszystkim w Rosji nie ma dłuższej tradycji demokracji. Rosjanie są z natury konformistami, którzy, od wieków nauczeni posłuszeństwa, wolą się nie wychylać. Nie dotyczy to, rzecz jasna, wszystkich, ale jest to bez wątpienia dominująca tendencja. Nie wiemy, ilu z 60 czy 34 proc. Rosjan popierających Jedną Rosję, popiera ją naprawdę, ilu popiera ze strachu przed władzą, a ilu ze strachu przed… chaosem. Tak chaosem. Bo w rosyjskim kodzie kulturowym głęboko zapisane jest przekonanie, że istnieją tylko dwie możliwości: albo silna i represyjna, za to przewidywalna i zapewniająca bezpieczeństwo władza, albo chaos, czyli mnogość różnych ośrodków władzy, które toczą ze sobą krwawą wojnę domową. Są liczne badania, które pokazują, że choć Rosjanie biegle posługują się Internetem i potrafią obchodzić blokady zachodnich stron internetowych, to jednak z tych umiejętności nie korzystają, ponieważ nie chcą psuć sobie samopoczucia – wolą świadomie oglądać kremlowską propagandę i udawać, że w nią wierzą. No i nie zapominajmy, że wielu w nią wierzy zupełnie szczerze. ©℗
Maciej PIECZYŃSKI
Dr Maciej Pieczyński to rusycysta, ukrainista i literaturoznawca, wykładowca Uniwersytetu Szczecińskiego oraz publicysta.