Sobota, 12 września 2026 r. 
REKLAMA

Komunista versus Putin

Data publikacji: 2026-09-12 11:53
Ostatnia aktualizacja: 2026-09-12 11:53

Wielkimi krokami zbliżają się wybory do rosyjskiej Dumy Państwowej. Władimir Putin najwyraźniej boi się wyników. A przynajmniej nie jest pewny, czy zwycięstwo jego partii – Jednej Rosji – będzie wystarczająco okazałe. Obawia się również, że zarówno kampania, jak i głosowanie odsłonią niezadowolenie społeczne. Nastroje antywojenne muszą być bardzo mocno rozpowszechnione, skoro władze na Kremlu postanowiły usunąć z wyścigu po mandaty parlamentarzystów partię Jabłoko – jedyne ugrupowanie, opowiadające się za pokojem, będące zarazem politycznym planktonem, w teorii praktycznie niewybieralnym.

Ale obóz prezydencki nie tylko ze strony tzw. systemowych liberałów odczuwa zagrożenie. W takich kategoriach postrzega również koncesjonowaną opozycję, zazwyczaj w fundamentalnych sprawach zgodną z Jedną Rosją. Mam tu na myśli przede wszystkim Komunistyczną Partię Federacji Rosyjskiej. Ugrupowanie, wbrew nazwie, czerwono-brunatne, łączące skrajnie lewicowe poglądy na gospodarkę z przekonaniami imperialnymi i nacjonalistycznymi. Swego czasu Aleksiej Nawalny nawoływał do tzw. mądrego głosowania. Czyli do popierania w wyborach wszystkich, byle nie Jedną Rosję. Wszystkich, czyli również w dużej mierze z Jedną Rosją zblatowanych komunistów. W końcu nie są oni jeden do jednego częścią obozu Putina, więc zawsze można próbować znaleźć wyrwę w systemie. Do tego samego po usunięciu Jabłoka z wyborów zaczęli nawoływać wdowa po Nawalnym czy Ilja Jaszyn, lider emigracyjnej partii Pokojowa Rosja. Nawet komunista może być lepszy niż „Jedinoross”.

Wie o tym również Kreml. Wybory do Dumy są mieszane: część deputowanych wybiera się w systemie proporcjonalnym, część – w jednomandatowych okręgach wyborczych. W tych ostatnich szczęścia wciąż mogą próbować kandydaci popierani przez Jabłoko, które zostało z głosowania wykluczone jako partia. Według opozycyjnego portalu Wiorstka, z walki o miejsce w parlamencie wykluczono, albo w ogóle nie dopuszczono do startu, 36 kandydatów. Ponad połowa z nich to politycy Jabłoka. Ośmiu – KPRF. Najciekawszy jest przypadek Nikołaja Bondarienki. Rocznik 1985. Jak na polityka KPRF – bardzo młody. Do niedawna twarzą partii był przede wszystkim jej wieloletni lider – Giennadij Ziuganow, dinozaur rosyjskiej polityki, który trzydzieści lat temu walczył zażarcie o prezydenturę z Borysem Jelcynem i zapewne by wygrał, gdyby nie brudna kampania, rozpętana przez nieprzychylnych komuniście oligarchów. Bondarienko od 2018 r. prowadzi własny kanał na YouTube ponad nazwą „Dziennik deputowanego”, obserwowany przez ponad dwa miliony widzów. Znany jest z bezkompromisowej krytyki pod adresem Jednej Rosji. W 2018 r., podczas posiedzenia dumy obwodu saratowskiego członków rządu nazwał „żulikami, których trzeba pociągnąć do odpowiedzialności” za jego zdaniem źle przeprowadzoną reformę emerytalną. Niedługo później został zatrzymany podczas nielegalnej manifestacji przeciwko tej reformie, i ukarany grzywną. Głośno było też o jego konflikcie z minister pracy obwodu saratowskiego Natalią Sokołową. Urzędniczka publicznie stwierdziła, że człowiek może przeżyć za 3,5 tys. rubli miesięcznie. Bondarienko postanowił to zweryfikować. Ogłosił, że przechodzi na „dietę ministerialną”. Efekt? W ciągu miesiąca życia za 3,5 tys. rubli schudł o 7,4 kg. W 2020 r. Bondarienko wdał się w bójkę z politykiem Jednej Rosji Dmitrijem Czernyszewskim. Do rękoczynów doszło podczas posiedzenia saratowskiej dumy. Bondarienko nagrywał na swój kanał na YouTube jedno z przemówień. Działacze Jednej Rosji uznali to za prowokację. Jeden z nich rzucił w Bondarienkę plastikową butelkę z wodą. Komunista podniósł butelkę i ruszył w kierunku rzucającego. Wtedy otoczyli go inni deputowani rządzącej partii. Czernyszewski chwycił Bondarienkę i uderzył pięścią w plecy. W tym samym roku „czerwony bloger” obraził Aleksandra Janklowicza – polityka Jednej Rosji, poważanego weterana wojny w Czeczenii. Janklowicz w młodości należał do Komsomołu i partii komunistycznej, karierę wojskową zaczynał jeszcze w czasach ZSRR. Bondarienko nazwał go „zdrajcą”, bo jego zdaniem „zdradził”, zapisując się do Jednej Rosji, jako do ugrupowania, którego ideologia jest sprzeczna z komunistycznymi ideałami. W styczniu 2021 r. „czerwony bloger” został zatrzymany i ukarany grzywną za udział w proteście przeciwko aresztowaniu Aleksieja Nawalnego. W proteście przeciwko wprowadzeniu kodów QR w transporcie publicznym Bondarienko na jednym z posiedzeń dumy obwodowej pojawił się w… więziennym pasiaku z kodem QR na piersi. W końcu został pozbawiony mandatu deputowanego. Powodem były nieścisłości w deklaracji majątkowej, w której nie uwzględnił części dochodów z tytułu prowadzenia kanału na YouTube. Roskomnadzor (rosyjska KRRiT) zablokował stronę internetową polityka. Na YouTube Bondarienko nadal jest obecny. KPRF postanowiła jednak wystawić jego kandydaturę w wyborach do Dumy Państwowej. Pod koniec sierpnia Bondarienko został po raz kolejny ukarany grzywną. Tym razem za publiczne demonstrowanie symboliki organizacji ekstremistycznej. Tak zakwalifikowano publikację zdjęcia z Nawalnym na telegramowym kanale „Nikołaj Bondarienko Live”.

Co ciekawe, sam polityk twierdzi, że to nie on prowadzi to konto. Tak czy inaczej, zdjęcie z nieżyjącym opozycjonistą posłużyło jako pretekst nie tylko do ukarania grzywną, ale również do usunięcia kandydatury „czerwonego blogera”. KPRF za swoim politykiem stanęła murem. Koncesjonowana opozycja staje się coraz mniej koncesjonowaną, a coraz bardziej opozycją… ©℗

Maciej PIECZYŃSKI

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj