Na Rosję spadają różne plagi, ale tej chyba mało kto się spodziewał. 2 października zmarła 28-letnia Daria Szypiłowa, pracownica instytutu badającego dżumę w Irkucku na Syberii. Brzmi niczym zawiązanie akcji wciągającego serialu sensacyjno-przygodowego. Tak mogłaby się zaczynać fabuła kolejnego sezonu „Ku jezioru”. Ten świetnie zrealizowany rosyjski serial, zrealizowany został dla tamtejszej platformy streamingowej Premier, ale podbił też serca widzów Netfliksa. W oryginale nosi tytuł „Epidemia”. I opowiada o tajemniczym śmiercionośnym wirusie, który zaatakował Rosję, i przed którym uciekają główni bohaterowie, przeżywając mrożące krew w żyłach przygody. Co ciekawe, serial pojawił się w 2019 r., tuż przed wybuchem pandemii koronawirusa. Twórcy mieli więc znakomite wyczucie czasu. Serial polecam każdemu, kto lub serialowe thrillery z nutką pogłębionej psychologicznej analizy relacji międzyludzkich. Dodatkowo świetna gra aktorska – odtwarzająca jedną z głównych (i ciekawszych ról) Wiktoria
Isakowa to jedna z najlepszych rosyjskich aktorek, ale reszta obsady też pozwala uwierzyć w to, że na ekranie rozgrywa się coś bardzo prawdopodobnego.
A ile prawdy jest w sensacyjnych doniesieniach z Irkucka? Czy są powody do paniki, albo przynajmniej do obśmiania sytuacji w memach, które w rosyjskojęzycznym (ale też w polskim czy zachodnim) Internecie wyrastają jak grzyby po deszczu? Tego do końca wiedzieć nie możemy, bo rosyjskie władze specjalizują się raczej w ukrywaniu, niż w ogłaszaniu światu prawdy. Niemniej, władze wprowadziły kwarantannę w części szpitala i objęty nadzorem około dwustu osób, które mogły mieć kontakt z Darią Szypiłową. Moskwa zaprzecza, by w Irkucku rzeczywiście wykryto dżumę. Co wiadomo na pewno? Pracownica jednostki, zajmującej się dżumą, zmarła po gwałtownym rozwoju zapalenia płuc o nieustalonej przyczynie. Pojawiła się niepotwierdzona informacja o tym, że jakoby w laboratorium ktoś rozbił probówkę z bakterią dżumy. Władze obwodu irkuckiego wprowadziły daleko idące ograniczenia sanitarne. Gubernator mówił początkowo o wyjątkowo groźnej infekcji, nie nazywając wprost dżumy. Federalna Służba Nadzoru Ochrony Praw Konsumentów i Dobrostanu Człowieka (Rospotrebnadzor) stwierdziła oficjalnie, że nie wykryto patogenów związanych z pracą zmarłej.
Sam fakt śmierci młodej pracownicy instytutu zajmującego się dżumą nie musi oznaczać, że Irkuck stał się rosyjskim Wuhan. Bardziej zastanawiający jest natomiast rozdźwięk między skalą podjętych środków a uspokajającymi komunikatami władz rosyjskich. Po pierwsze, zastosowano izolację, choć rzekomo dżumy nie wykryto. Po drugie, w Internecie pojawiły się lokalne komunikaty alarmujące w sprawie groźnej infekcji, które następnie usuwano lub przeredagowywano ich treść. Po trzecie, nie podano do publicznej wiadomości szczegółowych danych pozwalających niezależnie ocenić wyniki badań prowadzonych nad dżumą przez Szypiłową.
Ciekawe światło na sprawę rzuca reportaż niezależnego portalu „Ludzie Bajkału”. Na jego łamach anonimowo wypowiedział się rosyjski lekarz, przedstawiając dwie hipotezy. Albo rzeczywiście wykryto dżumę lub jakąś inną niebezpieczną infekcję, ale sytuację opanowano i władze postanowiły nie informować opinii publicznej. Albo też wciąż nie są znane przyczyny śmierci Szypiłowej, trwają więc badania i próby wyjaśnienia sytuacji, władze zaś milczą na ten temat, aby nie wywoływać paniki. I jeszcze zabawna ciekawostka: na jednym z kanałów YouTube jako ekspert w tej sprawie wypowiadał się rosyjski wirusolog Konstantin Czumakow. Czuma to po rosyjsku dżuma…
We wspomnianym serialu „Ku jezioru” w znamienny sposób zainterweniowała cenzura. W piątym odcinku funkcjonariusze, przypominający rosyjskie służby specjalne, pod pretekstem walki z epidemią strzelają do ludzi. Odcinek nagle zniknął z platformy streamingowej. Powrócił w lekko zmienionej wersji. Cenzura dodała komunikat radiowy, w którym uzbrojeni po zęby oprawcy nazwani zostali „przedstawicielami nielegalnych formacji zbrojnych”. Po prostu uściślono, że chodzi o bandytów, aby widzowi przypadkiem nie przyszły na myśl skojarzenia z brutalnością władzy. Te skojarzenia z pewnością i tak się u wielu pojawiły. A cenzura jest dziś w Rosji daleko szerzej zakrojona niż w 2019 r. Kolejny sezon „Ku jezioru”, nawiązujący do sytuacji w Irkucku, raczej nie trafiłby do rosyjskiego Internetu.
Niezależnie od tego, czy mieszkańcy Irkucka mają powody do paniki, to nie mają jednak powodów, by ufać bezgranicznie swoim władzom. Rosja od dawna nie jest w stanie zapewnić swoim mieszkańcom bezpieczeństwa. Trwa swego rodzaju metaforyczna „uczta podczas dżumy” (by nawiązać do sztuki Aleksandra Puszkina, będącej rosyjską wersją angielskiego utworu „The City of the Plague”). Kreml udaje, że wszystko jest pod kontrolą. I kontynuuje „ucztę” na froncie – przekonując swoich poddanych, że wszystko idzie w dobrym kierunku. ©℗
Maciej PIECZYŃSKI
Dr Maciej Pieczyński to rusycysta, ukrainista i literaturoznawca, wykładowca Uniwersytetu Szczecińskiego oraz publicysta.