Niedziela, 01 listopada 2026 r. 
REKLAMA

Październik Miesiącem Przeżycia

Data publikacji: 2026-10-31 13:29
Ostatnia aktualizacja: 2026-10-31 13:29

Nie tak dawno temu październik był obchodzony jako Miesiąc Oszczędności oraz jako Miesiąc Filmu Radzieckiego. Sporo czasu od tamtej pory upłynęło w Odrze. Teraz mijający właśnie październik kojarzymy ze zmianą czasu. Późno w nocy, ale jeszcze nie nad ranem, przestawiamy zegarki – czas cofamy o godzinę. Ta coroczna operacja, wykonywana z uporem godnym lepszej sprawy, ma nam podobno przynosić jakieś korzyści. Nie będę się wdawał w rozważania, czy rzeczywiście przynosi, bo nie o tym chciałem napisać. Ważniejsze jest to, że po tej niewinnej zmianie wskazań zegara dzień kończy się odrobinę za wcześnie. A przecież dopiero co był!

Ciemność zapada wcześniej, deszcz zacina po twarzy, jezdnie są mokre, a światła samochodów odbijają się w kałużach. Kierowca wraca do domu, pieszy spieszy się na przystanek, rowerzysta próbuje przemknąć między samochodami.

Każdy ma swoje sprawy, swoje plany i swoje powody, żeby się spieszyć. I każdy chciałby bezpiecznie dotrzeć do celu. Niestety, statystyki wypadków drogowych nie są lekturą, która poprawia humor. Szczególnie narażeni są piesi. Wystarczy chwila nieuwagi, źle oceniona odległość, nadmierna prędkość albo ciemne ubranie na tle równie ciemnej ulicy. Czasem wystarczy sekunda, żeby zwyczajny powrót do domu zakończył się tragedią. Oczywiście, nie można powiedzieć, że winna jest temu sama zmiana czasu.

Wypadki zdarzały się i wcześniej, i będą się zdarzać niezależnie od tego, co pokazuje zegarek. Jednak jesienią i zimą warunki widoczności stają się trudniejsze, a zmęczenie, pośpiech i rutyna nie pomagają w zachowaniu ostrożności.

Kierowca też człowiek. Może być zmęczony po pracy, zamyślony, rozdrażniony albo przekonany, że skoro jedzie przepisowo, to nic złego nie może się wydarzyć. Ale przepisy nie dają gwarancji, że zza zaparkowanego samochodu nie wyjdzie pieszy, że ktoś nie wejdzie na przejście albo że rowerzysta nie pojawi się nagle w polu widzenia. Droga to nie plansza, na której wszystkie pionki poruszają się zgodnie z instrukcją.

A pieszy? Niekiedy zachowuje się tak, jakby posiadł szczególny przywilej nieśmiertelności. Ciemna kurtka, kaptur na głowie, wzrok utkwiony w ekranie telefonu i pewność, że skoro on widzi nadjeżdżający samochód, to kierowca również musi widzieć jego. Niestety, to tak nie działa.

​I właśnie tutaj pojawiają się odblaski. Małe, niepozorne, niezbyt efektowne. Nie poprawiają urody, nie pasują do każdej stylizacji, a już na pewno nie dodają powagi właścicielowi. Można je przypiąć do kurtki, plecaka czy torby. Można też wybrać opaskę albo inny element odblaskowy, który będzie dobrze widoczny w światłach samochodu. Nie jest to może szczyt elegancji, ale przecież nie o elegancję tu chodzi. Odblask sprawia, że pieszy może zostać zauważony wcześniej, a kierowca zyskuje cenny czas na reakcję. I nie trzeba wcale czekać, aż ustawodawca nakaże nam nosić go w każdej sytuacji. Rozsądku nie da się wymusić żadnym paragrafem.

Takie mnie naszły jesienne refleksje: odblask nie czyni człowieka niezniszczalnym, podobnie jak włączenie świateł nie daje kierowcy prawa do jazdy bez zastanowienia. Pieszy powinien zadbać o swoją widoczność, kierowca o odpowiednią prędkość i obserwację drogi, a rowerzysta o oświetlenie i widoczność. Każdy ma swoje obowiązki, ale wszyscy mamy ten sam cel: dotrzeć bezpiecznie tam, dokąd zmierzamy. Pamiętajmy, że na drodze obowiązuje taka zasada: nie wygrywa ten, kto pierwszy dojedzie do domu. Wygrywa ten, kto do niego dojedzie.

A zegarki? Cóż, za kilka miesięcy znów je przestawimy. Obyśmy nie musieli wtedy przestawiać niczego innego w swoim życiu. ©℗

Krzysztof ŻURAWSKI

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj