Moja znajoma, nauczycielka akademicka, co nie pozostanie bez wpływu na dalszy rozwój tego felietonu, przysłała mi filmik rysunkowy o perypetiach pewnego Francuza. Był nim Jean, profesor filozofii z Paryża. Spędzał on akurat wakacje nad polskim morzem. W pewnym momencie dała o sobie znać natura i Jean udał się w kierunku toalet. Gdy już doszedł do kabin, to okazało się, że ma on problem z odczytaniem polskich piktogramów oznaczających męską i damską toaletę. A że był filozofem, więc im dłużej usiłował zrozumieć znaczenie kółka i trójkąta, tym bardziej… nie rozumiał.
Właściwie trudno mu się dziwić. Filozof z natury rzeczy powinien mieć wątpliwości. Tam, gdzie zwykły człowiek widzi kółko i trójkąt, filozof dostrzega problem ontologiczny. Co autor miał na myśli? Dlaczego kółko? Dlaczego trójkąt? I przede wszystkim – dlaczego trójkąt jest męski?
Moja znajoma, osoba wychowana w Polsce, nie miała oczywiście żadnego problemu z interpretacją znaczków na drzwiach. Podsyłając mi filmik, zaznaczyła jednak, cytuję: „Zawsze mnie raził fakt, że trójkąt zawłaszczyli mężczyźni”.
I tutaj pojawił się zupełnie inny problem, na który – podejrzewam – jakieś 98 procent mężczyzn nigdy w życiu nie zwróciło uwagi. Bo rzeczywiście: dlaczego właściwie trójkąt należy do mężczyzn, a kółko do kobiet?
Kto nam to przydzielił? Kto powiedział, że mężczyzna ma być trójkątny, a kobieta okrągła? I dlaczego żadna z tych stron nie została zapytana o zdanie? Oczywiście można wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Przecież to tylko oznaczenia toalety”.
Tylko że właśnie od takich „tylko” zaczynają się czasami całkiem ciekawe rozważania. Bo wystarczy wyjechać kawałek za granicę i nagle okazuje się, że nawet ubikacja potrafi mieć swoją narodowość, region, język i obyczaj.
W Niemczech spotkamy Damen i Herren. W krajach anglojęzycznych Ladies i Gentlemen albo po prostu Women i Men. Francuzi mają toilettes, Niemcy mają swoje Klo, a w Bawarii można usłyszeć Heisl czy Häusl. W Górnej Frankonii (będącej prowincją Bawarii) można zobaczyć coś, co dla przybysza wygląda już zupełnie egzotycznie: Mädla i Bub. I wcale nie są to nazwy lokalnych potraw ani gatunków piwa.
Mädla to dziewczyna, a Bub znaczy chłopak. Czyli zwyczajna toaleta, tylko oznaczona miejscową mową. I właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze. Bo język nie kończy się na książkach, szkołach i urzędach.
Język potrafi pojawić się nawet na drzwiach ubikacji. A czasami te dwa słowa na drzwiach mówią o miejscu więcej niż niejeden przewodnik. W Górnej Frankonii wystarczy Mädla oraz Bub i już wiemy, że jesteśmy gdzieś, gdzie miejscowa mowa wciąż ma swoje miejsce.
My z kolei mamy kółko i trójkąt. Dla Polaka sprawa jest banalnie prosta.
O – damska.
Δ – męska.
Tylko że dla cudzoziemca już wcale nie musi być taka oczywista. I tutaj wracamy do naszego paryskiego profesora filozofii. Jean patrzył na polskie drzwi i próbował rozwikłać zagadkę. My natomiast patrzymy od dziecka i nawet nie zauważamy, że zagadki w ogóle nie ma.
A przecież mogłoby być zupełnie inaczej. Moglibyśmy mieć na drzwiach sylwetkę kobiety i mężczyzny, jak w wielu krajach. Moglibyśmy mieć napisy. Moglibyśmy mieć symbole płci. Ale mamy kółko i trójkąt.
Skąd się wzięły? Tu zaczyna się kolejna zagadka. Nie ma jednej, pewnej odpowiedzi. Jedni próbują wiązać je z symbolami Wenus i Marsa. Inni widzą w nich uproszczone sylwetki kobiety i mężczyzny. Jeszcze inni doszukują się w tych znakach zwyczajnie wygodnego, prostego sposobu oznaczania dwojga drzwi. Być może prawda jest gdzieś pośrodku.
A być może ktoś kiedyś po prostu wziął ołówek, narysował kółko i trójkąt i uznał, że tak będzie dobrze. Co ciekawe, nie zawsze potrzebowaliśmy nawet takich znaków. Była przecież sławojka. Jedna budka, jedne drzwi i po sprawie. Nie było potrzeby zastanawiać się, czy kółko przypisano pani, a trójkąt panu. Z jednej sławojki korzystali wszyscy domownicy. Czasami w drzwiach wycinano serduszko. Jego zadaniem było wpuszczanie trochę światła i powietrza.
I proszę bardzo. Przetrwało. Z czasem jednak świat się skomplikował. Pojawiły się dworce, restauracje, szkoły, urzędy, hotele i zakłady pracy. Jedna toaleta przestała wystarczać. Trzeba było zrobić dwie. I trzeba było je jakoś odróżnić.
Jedni wybrali słowa, inni litery, a jeszcze inni sylwetki. A my mamy kółko i trójkąt. I właściwie dobrze. Bo dzięki temu mamy coś własnego. Jednak cały czas pozostaje pytanie, które postawiła moja znajoma: Dlaczego właściwie trójkąt zawłaszczyli mężczyźni?
Przyznam, że po tej uwadze zacząłem się nad tym zastanawiać. I im dłużej się zastanawiam, tym bardziej rozumiem francuskiego profesora Jeana. Może rzeczywiście nie należy zbyt szybko przyjmować, że wszystko jest oczywiste?
Bo jeśli filozof potrafi godzinami zastanawiać się nad sensem istnienia, to dlaczego nie miałby przez chwilę zastanowić się nad sensem trójkąta na drzwiach?
A swoją drogą, pamiętam z czasów PRL, że toalety oznaczano symbolem 00 – prawda, że dwa zera brzmią neutralnie? ©℗
Krzysztof ŻURAWSKI
Krzysztof Żurawski, dziennikarz i publicysta "Kuriera Szczecińskiego".