Próbowała wszystkiego, ale lata walki z otyłością nic nie dały. Przyznaje, że była uparta, zdeterminowana i zrobiłaby wszystko, byle się pozbyć zbędnych kilogramów po ciąży. Gdy więc powiedział, że ma zapłacić 10 tysięcy złotych, zrobiła przelew: nawet się nie zastanawiając, dlaczego - choć posiada ubezpieczenie zdrowotne - musi płacić za operację w publicznym szpitalu.
Anna R. była pacjentką Doktora K. - cieszącego się opinią znakomitego chirurga i specjalisty od mało inwazyjnych zabiegów leczenia patologicznej otyłości. Jedną z wielu zdesperowanych, którym wmówił, że okres oczekiwana na operację bariatryczną - chirurgicznego leczenia otyłości - w publicznym szpitalu będzie musiała czekać latami. I jakim zaproponował alternatywę: wpłatę 10 tysięcy złotych na konto Fundacji Pomocy Transplantologii, której był beneficjentem.
- Byłam na wizycie w prywatnym gabinecie Doktora K. Mówił, że operacja na NFZ to czas oczekiwania i kolejka na lata. Powiedział, że jeżeli chcę mieć szybszy termin, to żebym dokonała wpłaty. Nie pamiętam, czy mówił dlaczego ta wpłata, na co pójdą pieniądze, ani
...