„Przyszedł sąsiad i powiedział: Weronka chyba nie żyje” – wspomina świadek. „Jeżeli na miejscu nie mają cioci dokumentów, to będzie musiała w te upały leżeć w mieszkaniu przez weekend, aż do poniedziałku?” – pytała szczecińskich medyków siostrzenica zmarłej, dzwoniąc z Hamburga. „Noce mamy teraz chłodniejsze” – odpowiedziała miła pani po drugiej stronie słuchawki.
Przedwojenny rocznik: 1932. W Szczecinie – od zawsze – pracowała jako dziewiarka w dawnym „Trykocie”. Bezdzietna wdowa. W mieszkaniu jednego z wieżowców przy ul. Szafera przez ostatnich około 20 lat żyła sama. Po śmierci siostry – właściwie samotna. W luźnym kontakcie z siostrzenicą mieszkającą w Hamburgu. Od trzech lat nie wychodziła z domu. Od dwóch była już niemal tylko leżąca. Do pomocy miała – jak wspominają sąsiedzi – jakąś kobietę, która przychodziła do niej co parę dni w tygodniu. Zbyt rzadko, więc jeden z sąsiadów pomagał nieporadnej 94-latce w zakupach i do niej zaglądał. Nie tylko on widział, że nie miała już siły samodzielnie wstawać nawet do toalety. Czy właśnie dlatego przy jej łóżku stało wiadro?
Zdążyć z pomocą
– Gdybyśmy tylko wiedzieli… – mówi Maciej Homis, rzecznik prasowy Centrum Usług Społecznych w Szczecinie. – Osoba starsza, przestająca sobie radzić, może potrzebować wsparcia. Bo jest jej coraz ciężej pójść po zakupy, wyjść z domu, coraz ciężej sobie ugotować itd. Wiedząc o takiej osobie, warto powiadomić i szukać dla niej wsparcia w naszym Centrum Usług Społecznych. Wystarczy zadzwonić na nasz numer informacyjny: 91 48 57 500. Apelujemy o takie zgłoszenia, żebyśmy mogli pomóc.
Nikt do szczecińskiego CUS nie zadzwonił. Dlatego 94-latka do śmierci, osamotniona, tkwiła w mieszkaniu. Poza systemem opieki społecznej, więc bez jego wsparcia. Nie tylko finansowego, ale przede wszystkim tzw. usług opiekuńczych. Dzięki którym seniorka miałaby zapewnioną pomoc: 4-5 razy w tygodniu, a nawet codziennie – np. po 2 godziny rano i wieczorem. Wsparcie w robieniu zakupów, przygotowaniu posiłków, także w ich podawaniu, codziennej toalecie, sprzątaniu… We wszystkim miałaby pomoc – pielęgniarki środowiskowej także w podawaniu lekarstw. Gdyby jej stan tego wymagał, a ona wyraziła zgodę, mogłaby trafić pod całodobową opiekę czy to np. w mieszkaniu chronionym, czy DPS-sie.
A tak… Drzwi jej mieszkania nie były zamknięte na zamek. Każdy mógł przyjść: zajrzeć, odwiedzić, pomóc. Byle tylko chciał. Jak w ubiegły czwartek (13 sierpnia) – sąsiad Roman. Ale wtedy pani Weronika już nie dawała oznak życia: leżała na łóżku, a kołdra na niej ani drgnęła.
Między innymi właśnie o to – czy widać, jak kołdra wraz z oddechem się podnosi – pytano, gdy około godz. 20 – po naradzie – jeden z sąsiadów w końcu zadzwonił pod alarmowy numer 112.
Zgon na telefon
– Powiedzieli nam, że jak nie żyje, to pogotowie już nie pomoże. Podali nam numer do przychodni przy ul. Bolesława Śmiałego i tam kazali dzwonić. Ale przecież ani ja, ani drugi z sąsiadów nie mogliśmy jednoznacznie stwierdzić, że Weronka nie żyje. To może ustalić tylko lekarz. Nie przyjechał. My dzwoniliśmy po pomoc, ale… nie dotarła – wspomina p. Andrzej, jeden z sąsiadów seniorki.
We wskazanej przychodni nie odebrano telefonu. Dlatego sąsiedzi znów zadzwonili pod nr 112. Tym razem usłyszeli o rejonizacji i odesłano ich do szpitala przy ul. Arkońskiej – podano kolejne trzy numery, pod które mieli dzwonić.
– Z kolei tam nas pytali o dokumenty i PESEL zmarłej. Nie mieliśmy. Odmówili przyjazdu – wspomina jeden z sąsiadów seniorki.
Znał numer telefonu do jej siostrzenicy, mieszkającej w Hamburgu. Zadzwonił. Opowiedział, że pogotowie na wezwanie nie przyjechało, a teraz nikt nie chce wystawić karty zgonu i zabrać ciała. Mimo że seniorka już zsiniała. Dla pani Grażyny cała ta sytuacja – jak wspomina – była szokiem. Zarówno wieść o śmierci cioci, jak i to, co nastąpiło potem.
– Jeszcze będąc w Hamburgu dwukrotnie kontaktowałam się z medykami w Szczecinie. Proponowałam przesłanie stron dowodu osobistego faksem. Twierdzili, że faksu nie mają. Mogli zaproponować podesłanie ich mailem, SMS-em. Sama o tym nie pomyślałam, bo byłam w szoku. Żądali dokumentów do przekazania osobistego. Ani sąsiedzi cioci ich nie mieli, ani ja. Pytałam więc, co będzie, jak nie przyjadę do Szczecina i dowodu osobistego cioci w jej dokumentach nie odnajdę: czy zmarła będzie musiała w te upały leżeć w mieszkaniu przez weekend, aż do poniedziałku. W odpowiedzi od miłej pani przez słuchawkę usłyszałam: „Noce mamy teraz chłodniejsze” – opowiada p. Grażyna.
Przyjechała więc do Szczecina następnego dnia (14 sierpnia), rano. Zatrzymała się w mieszkaniu sąsiadów zmarłej, bo w jej… widok ciała i fetor był nie do wytrzymania.
– Czternaście połączeń ze szpitalem, z których tylko dwa odebrane – p. Grażyna przegląda historię swojego telefonu komórkowego. – I ostateczna odmowa przyjazdu do wystawienia karty zgonu.
Ktoś w końcu podpowiedział: zakład pogrzebowy, jeden z tych, które reklamują się wystawianiem aktów zgonu. Po godz. 14, jeszcze tego samego dnia, mogła więc zamknąć na klucz drzwi pustego mieszkania zmarłej cioci.
System i procedury – gdzie człowiek?
– Telefon placówki zdrowia, którego nikt nie odbiera?! To nie do pomyślenia. Nieludzkie procedury ponad współczucie i bezinteresowną pomoc w potrzebie?! Tak nie wolno traktować człowieka! Bardzo przykra, potworna sytuacja, której nie jestem w stanie ani pojąć, ani zrozumieć – komentuje p. Grażyna.
Właśnie, procedury. Jak powinny zadziałać w takim przypadku?
– Nie należy samodzielnie zakładać, że dana osoba nie żyje. Ocenę należy pozostawić służbom medycznym. Jeżeli osoba znajduje się w miejscu publicznym, należy niezwłocznie zadzwonić pod numer alarmowy 112 i przekazać operatorowi dokładną lokalizację oraz informacje dotyczące tego, co zaobserwowano. Jeżeli stan osoby wskazuje na możliwość zagrożenia życia, należy wykonywać polecenia operatora i, o ile jest to bezpieczne, udzielić poszkodowanemu pierwszej pomocy. W szczególności, jeżeli osoba jest nieprzytomna i nie oddycha prawidłowo, należy rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową zgodnie z instrukcjami dyspozytora – informuje asp. Paweł Pankau, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie. – Jeżeli natomiast chodzi o osobę znajdującą się w mieszkaniu, z którą nie ma kontaktu, sposób działania zależy od okoliczności. Jeżeli drzwi są otwarte, należy niezwłocznie powiadomić służby i przekazać informacje dotyczące sytuacji. Nie należy bez potrzeby przemieszczać znajdujących się w mieszkaniu przedmiotów ani dotykać osoby, jeżeli nie ma konieczności podjęcia czynności ratunkowych. Natomiast w przypadku zamkniętych drzwi, nie należy samodzielnie podejmować próby ich wyważenia. Należy zadzwonić pod numer 112 i dokładnie opisać sytuację, w szczególności, kiedy długo nie ma kontaktu z daną osobą, jest to osoba żyjąca samotnie, wcześniej sygnalizowała problemy zdrowotne, czy słychać lub widać coś niepokojącego oraz czy są inne osoby, które mogą posiadać klucze do mieszkania. Na miejsce mogą zostać skierowane odpowiednie służby, które ocenią sytuację i podejmą decyzję o dalszych działaniach. W przypadku uzasadnionego podejrzenia, że wewnątrz lokalu może znajdować się osoba wymagająca natychmiastowej pomocy, policjanci mogą podjąć decyzję o siłowym wejściu do mieszkania, jeżeli jest to konieczne dla ochrony życia lub zdrowia. W praktyce takie działania są podejmowane po ocenie wszystkich dostępnych informacji i stopnia zagrożenia.
Czy w tym konkretnym przypadku – 94-letniej seniorki z ul. Szafera – służby zadziałały, jak powinny?
– Zarówno operatorzy numeru 112, jak i dyspozytorzy medyczni postępowali zgodnie z procedurami. Wezwanie dotyczyło zgonu kobiety, dlatego na miejsce nie został zadysponowany zespół ratownictwa medycznego a dyspozytor medyczny poinstruował wzywających, gdzie muszą się zgłosić i podał numery telefonu do przychodni. W sytuacji zgonu dokonanego, to lekarz rodzinny lub dyżurny z przychodni wystawia kartę zgonu – nie robi tego zespół ratownictwa medycznego. Ratownicy medyczni są wysyłani na miejsce tylko w sytuacji bezpośredniego, nagłego zagrożenia życia lub zdrowia, a więc kiedy mamy do czynienia z osobą ranną, potrzebującą natychmiast pomocy medycznej. Nie są wysyłani na miejsce w celu stwierdzenia zgonu osoby, która wcześniej zmarła – nie mają uprawnień, aby w takim przypadku wystawiać kartę zgonu. W opisanej sytuacji, do dyspozytorni dzwoniło kilka osób, potwierdzono zgon dokonany, dlatego wzywający otrzymali instrukcję, co do dalszego działania i numery telefonów do przychodni, aby na miejsce mógł przybyć lekarz rodzinny/dyżurny i wystawić kartę zgonu. Ponowne telefony zgłaszających do dyspozytorni miały miejsce dlatego, że nie mogli się oni dodzwonić do przychodni – twierdzi Paulina Heigel, rzecznik prasowy wojewody zachodniopomorskiego, któremu podlega „112”.
Szczególny przypadek Szczecina – koroner
Okazuje się, że akurat w Szczecinie sytuacja jest szczególna, bowiem Gmina Miasto Szczecin ma z pogotowiem (konkretnie: Centrum Usług Komercyjnych Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie) podpisany kontrakt na „świadczenie usług w zakresie stwierdzenia zgonu, ustalenia jego przyczyny oraz wystawienia karty zgonu osobom zmarłym w miejscach publicznych i niepublicznych”. Kontrakt na tzw. koronera, co potwierdza Natalia Dorochowicz, rzeczniczka prasowa WSPR w Szczecinie.
– Usługa lekarza koronera, polega na stwierdzaniu zgonu i wystawianiu przez wykonawcę (w tej roli Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego – przyp. aut.) lub działającego na rzecz wykonawcy lekarza karty zgonu osobom zmarłym w miejscach publicznych i niepublicznych na terenie Gminy Miasto Szczecin oraz ustaleniu przyczyny zgonu – wyjaśnia Dariusz Sadowski z Centrum Informacji Miasta. – Dotyczy to sytuacji, gdy zgon nie został stwierdzony przez lekarza prowadzącego chorego w ostatniej chorobie lub lekarza/ratownika medycznego wezwanego lub w trakcie akcji medycznej, jak również w sytuacjach gdy inne podmioty/służby odstąpią od wystawienia karty zgonu, w tym w związku z brakiem uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa. Wykonawca umowy na świadczenie powyższych usług jest zobowiązany do stawienia się, w granicach administracyjnych Gminy Miasto Szczecin, w czasie nie dłuższym niż 180 minut od otrzymania wezwania Policji lub Prokuratury do wykonania usługi.
Problem w tym, że ani operator 112, ani dyspozytor medyczny (999), do mieszkania z ciałem seniorki nie wezwał policji. Choć powinien – jak na to wskazuje przedstawiciel Gminy Miasto Szczecin.
– Należy również podkreślić, że policjant nie jest osobą uprawnioną do formalnego stwierdzenia zgonu wyłącznie na podstawie własnej oceny. Stwierdzenie zgonu następuje w drodze oględzin przez lekarza albo, w określonych prawem przypadkach, przez inną uprawnioną osobę – przekonuje asp. Paweł Pankau. – Szczególnego znaczenia nabiera kwestia miejsca ujawnienia ciała. Jeżeli istnieją okoliczności wskazujące, że śmierć mogła mieć związek z przestępstwem, Policja zabezpiecza miejsce zdarzenia i podejmuje czynności zmierzające do wyjaśnienia okoliczności śmierci. Przepisy przewidują również obowiązek zawiadomienia organów ścigania w przypadku uzasadnionego podejrzenia, że przyczyną zgonu było przestępstwo. W takiej sytuacji osoby postronne powinny przede wszystkim zadbać o bezpieczeństwo własne, nie ingerować w miejsce zdarzenia i nie przemieszczać przedmiotów, które mogą mieć znaczenie dla późniejszych czynności. Jeżeli jednak istnieje realna możliwość uratowania życia, priorytetem pozostaje udzielenie pomocy i wykonywanie poleceń służb ratunkowych.
Akt zgonu – usługa specjalna… zakładu pogrzebowego
Oficer prasowy KMP w Szczecinie dodaje:
– W przypadku osoby znanej sąsiadom, ale żyjącej samotnie, brak kontaktu z nią sam w sobie nie oznacza oczywiście, że doszło do zgonu. Jeżeli jednak zachowanie lub okoliczności wzbudzają niepokój, na przykład przez dłuższy czas nie ma z nią żadnego kontaktu, nie odbiera telefonu, nie otwiera drzwi, a wcześniej nie było to dla niej charakterystyczne, warto potraktować taką sytuację poważnie i powiadomić służby. Podobnie należy postępować w przypadku pustostanów, działek, przystanków czy innych miejsc, w których przypadkowa osoba może zauważyć człowieka leżącego lub nieruchomego. Nie należy samodzielnie podejmować ryzykownych działań, szczególnie jeżeli miejsce może być niebezpieczne. Najważniejsze jest przekazanie służbom dokładnej lokalizacji i opisu sytuacji oraz pozostanie w bezpiecznym miejscu do czasu ich przyjazdu, jeżeli operator numeru 112 nie zaleci inaczej. Najważniejsza zasada brzmi następująco: jeżeli mamy podejrzenie, że czyjeś życie lub zdrowie może być zagrożone, nie pozostawajmy obojętni i nie czekajmy na potwierdzenie najgorszego scenariusza. Należy jak najszybciej powiadomić numer alarmowy 112. To dyspozytor i służby będą na miejscu oceniać sytuację i podejmować decyzję o zakresie koniecznej interwencji.
Do mieszkania seniorki – podejrzenia zgonu – na wezwanie jednak nie dotarł żaden z przedstawicieli przywołanych służb. Dojechał wyłącznie karawan zakładu pogrzebowego, a akt zgonu wystawił działający na jego zlecenie lekarz.
* * *
– Gdybyśmy tylko wiedzieli… – powtarza Maciej Homis z CUS w Szczecinie. – Mielibyśmy stały wgląd w seniorki stan i potrzeby. Prosimy o zgłaszanie do Centrum Usług Społecznych podobnych przypadków: osób starszych, samotnych, niezaradnych. Żebyśmy mogli im pomóc. ©℗
Arleta NALEWAJKO