Żyje w bólu i strachu. Ze świadomością, że w sąsiedztwie jest agresywny pies, który ją zaatakował: powalił na ziemię, dotkliwie poturbował i pogryzł. Z przekonaniem, że gdyby nie jej mały Abi, ataku potężnego kangala by nie przetrwała. „Mój mały bohater o wielkim serduchu oddał za mnie życie" - komentuje, nie rozumiejąc dlaczego policja i prokuratura przyzwoliły, żeby pies rzucający się na przechodniów, rozszarpujący inne psy, nadal przebywał w sąsiedztwie swych ofiar i pozostawał pod opieką dotychczasowego opiekuna.
Renata (imię zmienione) mieszka w Płoni, niemal na granicy Puszczy Bukowej. Z psami - a jeszcze niedawno miała trzy - zwykle więc właśnie w las wybierała się na długie spacery. Czas przeszły nieprzypadkowy: po ataku kangala (owczarek anatolijski), jakiego doświadczyła 12 maja br., nic już nie jest jak dawniej.
Dżelal, czyli krew i ból
- Wszystko działo się błyskawicznie. Najpierw widziałam go ujadającego, ale uwiązanego na stalowej lince do quada. Za chwilę - jak ze wzniesienia pędzi w moją stronę. Kangal: jakieś 80 kg żywej wagi. Nie było czasu,
...