Starbucks. Siedzę leniwie sącząc zimową herbatę. Imbir, maliny, goździki, miód, anyż, pomarańcza, gałązka rozmarynu. Czekam na telefon z myjni. Obok przysiada się młoda mama z dzieckiem w wózku. Jest wesoła, uśmiechnięta, szczebioce coś do maluszka. Widać, że dobrze się ze sobą czują. Nagle jej twarz spina się w rodzaj grymasu, prawdopodobnie jest to rodzaj uśmiechu. Zaciekawiona podążam za jej wzrokiem. Widzę panią zmierzającą szybko w stronę, jak się okazało, córki i wnuczka. Witają się, kurtyna się podnosi, zaczynamy spektakl. Spektakl matki wiedzącej wszystko, matki, rugającej za wszystko, matki, która, zapewne nieświadomie wchodzi na nie swój teren i sprząta po swojemu.
Słyszę rozmowę, której nie dało się nie słyszeć. Dorosła córka buja coraz bardziej nerwowo wózkiem, poprawia kocyk, próbuje ogarnąć znudzone rozmową dorosłych dziecko, próbuje ogarnąć świat. Trajkocąca matka jest jak megafon przy uchu ustawiony na najwyższe tony. Kategoryczne tony, nie znoszące sprzeciwu. W jednym obrazie uśmiech matki i toksyna sącząca się z każdego zdania.
„Nie tę kurtkę mu dałaś”, „Zadzwoniłaś już do niego? Przeprosiłaś (brata)?”, „Źle, mogłaś powiedzieć…”, „Ja bym tak zrobiła.”. Przestałam liczyć ile razy padło słowo „powinnaś”. Z każdym zdaniem córka stawała się mniejsza, a wózek stawał się lżejszy oniż to, co dźwigała w środku.
Toksyczne macierzyństwo rzadko wygląda jak filmowa przemoc. Częściej jak „dobra rada”, „troska”, „obowiązek”. W „środku” zostawia wstyd, napięcie, poczucie bycia „nie dość”, i to, co najboleśniejsze, przekonanie, że dorosłość jest tylko formalnością, bo w relacji z matką wciąż ma się „miejsce przy tablicy”, gdzie ona stale wprowadza uwagi i poprawki czerwonym długopisem, wskaźnikiem wytycza jedynie słuszną drogę na mapie życia.
Psychologowie nazywają ten mechanizm kontrolą psychologiczną. To taki sposób wpływu, który nie reguluje zachowań („uważaj na ulicy”), tylko wchodzi w psychikę: zawstydza, unieważnia, wzbudza winę, odbiera prawo do własnego zdania i emocji. Klasycznie opisuje się ją jako kontrolę, która ogranicza i manipuluje doświadczeniem emocjonalnym dziecka. I teraz uwaga: „dzieckiem” w tej definicji bywa też dorosła córka z wózkiem.
Jak to wygląda w praktyce?
1. Niekończące się pouczanie – rada bez pytania. Nie ma ciepłej, empatycznej ciekawości, jest korekta, walidacja, ocena.
2. Wychowanie przez wstyd – „co ludzie powiedzą”, „wstyd mi za ciebie”, „znowu to robisz”.
3. Trójkąty rodzinne – „przeproś brata”, „zadzwoń do babci”, „zostań w domu, inaczej tacie będzie przykro”: córka ma być spoiwem i regulatorem napięć.
4. Zazdrość o emocje i czas – matka nie znosi, że córka jest komuś bliska, że ma swoje radości, złości, granice. Jakby uczucia córki były zasobem „rodzinnym”, a nie jej autonomią.
5. Miłość warunkowa – ciepło, kiedy jesteś grzeczna, posłuszna; chłód, milczenie kiedy jesteś sobą.
Badania pokazują, że parentingowa kontrola psychologiczna wiąże się z gorszym funkcjonowaniem emocjonalnym i trudnościami w samoregulacji. W metaanalizie z 2023 roku, dotyczącej związku kontroli psychologicznej rodziców z regulacją emocji u młodzieży, obejmującej ponad 10 tys. osób (dane z dziewięciu krajów) stwierdzono, że im więcej kontroli psychologicznej, tym większe problemy z regulacją emocji u młodych dorosłych, a przecież umiejetność regulacji emocji to życiowy fundament relacji, odporności psychicznej i sposobu, w jaki wracamy do równowagi po napięciu.
Badania pokazują, że kontrola psychologiczna wiąże się z gorszym przystosowaniem nastolatków zmierzającym ku dorosłości, a mechanizmem pośredniczącym bywa właśnie trudność w regulowaniu emocji (np. złość, frustracja). Jeśli ktoś przez lata słyszy, że „przesadza”, „wymyśla”, „robi z siebie ofiarę”, to nie uczy się nazywać emocji i szukać wsparcia. Uczy się zaciskać zęby albo wybuchać.
A teraz statystyki, które kłują pokazując skalę problemu. UNICEF szacuje, że prawie 400 milionów dzieci poniżej 5. roku życia doświadcza w domu regularnie przemocy wychowawczo – psychologicznej, agresji lub kar fizycznych (około 6 na 10 dzieci w tej grupie). W danych UNICEF dotyczących dzieci 1–14 lat, w większości krajów z dostępnymi pomiarami ponad dwie trzecie doświadcza tzw. „violent discipline” (psychologiczna agresja i/lub kary fizyczne).
WHO dodaje jeszcze szerszą perspektywę: ponad 1 miliard dzieci i nastolatków (2–17 lat) doświadcza co roku jakiejś formy przemocy. Kiedy przemoc nie zostawia siniaków, bywa najmniej widoczna, działa jak długotrwałe zatruwanie, podcinanie korzeni.
W badaniach nad doświadczeniami z dzieciństwa emocjonalne krzywdzenie jest jedną z najczęściej zgłaszanych kategorii, emocjonalna przemoc była najczęściej raportowanym parametrem – około 34 proc. badanych dorosłych ją wskazało. To ważne, bo pokazuje, że „słowa” i „klimat domu” nie są czymś nieuchwytnym. Dla wielu z nas są konkretnym doświadczeniem, które nosimy w sobie i przekazujemy to emocjonalne dziedzictwo kolejnym pokoleniom.
Dlaczego zazdrość o czas i emocje córki jest destrukcyjna?
Jest to nie tylko potrzeba kontroli. Zazdrość i jej emanacja w relacji z dzieckiem jest odmową uznania jego odrębności. Matka nie mówi: „Widzę, że jesteś zmęczona.” Mówi: „Nie masz prawa być zmęczona, bo ja byłam bardziej.” Nie mówi: „Masz prawo się złościć.” Mówi: „Jak śmiesz, po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam?”. „Zamiast siedzieć z mną w domu znów wychodzisz”. Emocje i to jak spędza córka czas stają się konkurencją, a nie informacją o jej świecie. Wtedy dorosła córka robi coś, co widziałam w tym Starbucksie. Milknie, tłumaczy się, przeprasza za istnienie, zamyka się w sobie. Płacze do wewnątrz. W środku często uruchamia się stary program: „Żeby zasłużyć na spokój, muszę zasłużyć na miłość”.
Warto też rozróżnić dwie rzeczy. Kontrola behawioralna („ustalmy zasady”, „uważaj na ulicy”) daje bezpieczną i niezbędną strukturę wychowaczą. Kontrola psychologiczna wnika w tożsamość: zawstydza, wzbudza winę, odbiera prawo do emocji, badacze podkreślają, że to jakościowo inny konstrukt.
UNICEF pokazuje, że psychologiczna agresja opiekunów wobec dzieci sięga 40–69 proc. To pomaga zrozumieć, dlaczego tak wiele córek myli przemoc słowną, psychologiczną z „normalnością”. To gotowy przepis na nieszczęśliwie życie, na ugrzęźnięcie w toksycznych relacjach, na wybieranie i akceptowanie przemocowych partnerów, to kosztowny emocjonalnie styl unikowy lub agresywny. To odpowiedź na pytanie: dlaczego w kółko trafiam na takich facetów? To gotowa recepta na choroby fizyczne i psychiczne.
Co z tym zrobić? Nawet dziesięć felietonów nie zastąpi pracy ze sobą i terapii, ale jest miejsce na trzy proste prawdy. Jako córka:
• masz prawo nie przyjmować rad, o które nie prosisz;
• granica nie jest karą – jest instrukcją obsługi relacji;
• jeśli w kontakcie z matką „kurczysz się” mimo lat i doświadczeń, to nie znaczy, że jesteś słaba. To znaczy, żet woje granice były przekraczane zbyt długo.
Jeśli jesteś córką i czytasz to z ciężarem w klatce piersiowej, zacznij od małych zdań, które nie tłumaczą się z twojej odrębności: „Dziękuję, poradzę sobie.” „Nie rozmawiam o tym.” „To moja decyzja.” „Spotkam się, bo tego chcę”, „Mamo, rozumiem, że masz takie zdanie. Ja wybieram inaczej”. „Nie będę o tym rozmawiać przy dziecku”. „Jeśli pojawia się krytyka, kończę rozmowę i wrócimy do niej później”. Brzmi banalnie ale dla wielu osób to pierwszy krok ku mentalnej wolności. Pamiętaj – nigdy nie przepraszaj za to, że stawiasz granice, które Cię chronią. To jak reagujesz obserwuje Twoje dziecko i uczy się jak chronić siebie. Granica nie jest karą. Jest informacją o Tobie i twojej wrażliwości.
W naszej kulturze mamę łatwo jest postawić na piedestale: „matka zawsze chce dobrze”, „matkę trzeba szanować bez względu na wszystko”. Tyle, że szacunek nie oznacza zgody na upokorzenie, a „chcę dla ciebie dobrze” nie może być usprawiedliwieniem dla ciągłego podcinania pewności siebie. Czasem najlepszym prezentem dla relacji jest nie kolejna rada, tylko przyznanie: „Nie umiem inaczej, uczę się”.
Akapit dla mamy, która rozpoznaje siebie w tym felietonie: jeśli łapiesz się na tym, że poprawiasz córkę „z automatu”, zatrzymaj się na trzech pytaniach.
1. Czy ona mnie o radę prosiła? Jeśli nie – zapytaj: „Chcesz, żebym coś podpowiedziała, czy mam po prostu być obok?”.
2. Czy mój komentarz jest o jej dobru, czy o moim lęku? Kontrola bardzo często jest lękiem przebranym za troskę. Kalką relacji z Twoją mamą, a jej babcią.
3. Czy umiem nazwać emocję, którą w niej widzę, zanim zacznę ją naprawiać? Zamiast „nie przesadzaj” spróbuj „widzę, że jesteś zmęczona”. I wytrzymaj ciszę. Milczenie, gdy się kocha jest trudne ale daje przestrzeń obu stronom, pod warunkiem, że nie jest karaniem ciszą. Jeśli zdarzy ci się wejść z krytyką – zrób naprawę: „Przepraszam, wtrąciłam się. Uczę się odpuszczać”. To nie odbiera autorytetu, przeciwnie – buduje bezpieczeństwo.
Na koniec: daleko mi do potępianie matek. Sama nią jestem i też widzę się w tym felietonie. Chodzi o przerwanie dziedziczenia stylu „miłości, która kontroluje”. Dobra relacja nie polega na tym, że córka jest przedłużeniem matki. Polega na tym, że obie są osobne – i mogą pobyć razem bez czerwonego długopisu i wskaźnika przy mapie. ©℗
Agata BARYŁA
Agata Baryła, coach mentor, wykładowczyni akademicka, prowadzi firmę Świadoma Komunikacja.