Rządowe Centrum Bezpieczeństwa w piątek rano rozesłało SMS-y o treści: „Bądź przygotowany. Pobierz: poradnikbezpieczenstwa.gov.pl”. Niestety „poradnik” był niedostępny; po raz kolejny system nie zadziałał. Adresatów, zamiast wyposażyć w wiedzę i uspokoić – zirytował, a nadawców, czyli MSWiA po prostu ośmieszył. To kolejna już kompromitacja administratorów „Alertów RCB”.
W cyfrowej wersji do pobrania "Poradnika Bezpieczeństwa" MSWiA można znaleźć m.in. informacje o sygnałach alarmowych i zasadach przygotowania plecaka ewakuacyjnego. Strona okazała się niedostępna, a użytkownicy zamiast materiału widzieli komunikat o nieosiągalności witryny.
Wpadka rządowej strony pojawia się w najmniej odpowiednim momencie, bo zaledwie dzień po wybuchu manewrującej rakiety balistycznej na Lubelszczyźnie. Zawyły co prawda niektóre syreny alarmowe, ale (znowu!) nie zadziałał system powiadamiania o zagrożeniach RCB. Mieszkańcy południowej części Lubelszczyzny nie otrzymali komunikatów ostrzegawczych przez SMS-y.
Co ciekawe, nawet premier Donald Tusk próbował maskować problem, mówiąc, że jego zdaniem mieszkańcy powinni dostać SMS-y z informacją o tym, co się dzieje i na czym polega zagrożenie… po drugiej syrenie, czyli po odwołaniu alarmu. A tymczasem nie dostali… żadnej informacji, ani przed zagrożeniem, ani w trakcie zagrożenia, ani po zakończeniu alarmu.
Niektórzy żartują, że system powiadamiania „Alert RCB” jest niezawodny, kiedy trzeba obywateli ostrzec przed deszczem lub burzą, ale to też nie zawsze. Zdarzało się bowiem, że system ostrzegał przed groźnymi zjawiskami atmosferycznymi, które okazywały się zwykłym deszczem, a nie ostrzegł przed silną burzą lub gwałtownym wiatrem. Inni krytycy zwracali uwagę, że nadmiar meteorologicznych ostrzeżeń przed zjawiskami normalnymi sprawia, że adresaci „Alertów RCB” mogą zlekceważyć ostrzeżenia naprawdę uzasadnione.
(CK)