Po bardzo ważnym słonecznym meczu, który się naprawdę dobrze ułożył, Portowcy wysoko pokonali zespół trenowany przez Szczecinianina i byłego piłkarza Pogoni Mariusza Misiurę, co znacznie zwiększyło szanse Dumy Pomorza na uniknięcie degradacji do I ligi.
PKO BP Ekstraklasa piłkarska: POGOŃ Szczecin - WISŁA Płock 3:0 (1:0); 1:0 Filip Cuić (45+2), 2:0 Filip Cuić (75), 3:0 Hussein Ali (90+3).
Pogoń: Valentin Cojocaru - Linus Wahlqvist (55 Dimitris Keramitsis), Danijel Loncar (82 Hussein Ali), Attila Szalai, Leo Borges - Mads Agger (82 Leonardo Koutris), Fredrik Ulvestad, Kellyn Acosta, Paul Mukairu (82 Benjamin Mendy) - Filip Cuić, Natan Ława (64 Jacek Czapliński)
Wisła: Rafał Leszczyński - Fabian Hiszpański (58 Quentin Lecoeuche), Marcus Haglind-Sangre, Marcin Kamiński, Nemanja Mijusković (86 Kevin Custović), Dion Gallapeni - Dominik Kun (58 Dani Pacheco), Tomas Tavares (73 Matchoi Djalo), Wiktor Nowak - Giannis Niarchos, Deni Jurić (58 Łukasz Sekulski)
Żółte kartki: Ali - Mijusković, Leszczyński. Sędziował: Łukasz Kuźma (Białystok). Widzów: 19 444.
Przed meczem odśpiewano tradycyjnie hymn Pogoni, a następnie z okazji 235. rocznicy uchwalenia postępowej Konstytucji 3 Maja, pierwszej na naszym kontynencie i drugiej na świecie (co nie w smak było wielu państwom w Europie, a szczególnie naszym sąsiadom) uroczyście wykonano Mazurka Dąbrowskiego, dwie zwrotki z muzyką oraz kolejne dwie a cappella. Szczecińscy szalikowcy (wielu z nich było roznegliżowanych od pasa w gorę) wywiesili biało-czerwony patriotyczny baner "Portowcy", a zwróciliśmy jeszcze uwagę na granatowo-bordowy transparent: "Byliśmy tu i zawsze będziemy. Stąd jesteśmy i tu umrzemy".
W 13. minucie po rzucie wolnym i zamieszaniu w polu karnym Płocczanie zblokowali uderzenie i skończyło się na rzucie rożnym. W odpowiedzi tuż obok tzw. krótkiego słupka strzelił Nowak, który w 18. minucie uderzył nad poprzeczką, a po chwili Jurić przymierzył zbyt lekko i Cojocaru obronił. W 28. minucie groźny był centrostrzał gości z rzutu rożnego ale i tak sędzia odgwizdał faul na szczecińskim golkiperze. Cztery minuty później szczeciński bramkarz instynktownie wybił strzał Gallapeniego na korner. W 39. minucie po dośrodkowaniu Borgesa, Wahlqvist uderzył nad bramką. Po sześciu minutach Borges bardzo mocno strzelił zza pola karnego, lecz Leszczyński zdołał odbić piłkę. W doliczonym czasie pierwszej połowy, gdy po kornerze Aggera niemal wszyscy przyjezdni byli we własnym polu bramkowym (ustawiali się tak niemal przy wszystkich rzutach rożnych, a Szczecinianie... też kilkakrotnie to naśladowali), Cuić z metra posłał futbolówkę do siatki. Jeszcze przed przerwą, gdy Leszczyński wybijał piłkę od bramki, trafił w nadbiegającego Cuicia, lecz piłka minęła słupek.
Po przerwie w 57. minucie Borges strzelił mocno, lecz obok bramki. Pięć minut później atomowym uderzeniem popisał się Pacheco ale Cojocaru obronił, a po chwili minimalnie nad poprzeczką strzelił Kamiński. Po pięciu minutach z bliska wyrównał Niarchos, lecz chyba przyjął piłkę ręką, a ponadto Sekulski faulował, więc arbiter gola nie uznał. Pod drugą bramką po podaniu Borgesa, Cuić główkował zbyt lekko, wiec golkiper był górą. W 75. minucie, po dalekim wrzucie z autu, w pole bramkowe zagrał Mukairu, a Cuić z bliska zdobył drugiego gola. Po trzech minutach wynik mógł podwyższyć Agger ale strzał z 20 metrów Leszczyński wybił na korner. Ataki Portowców i dwie bramki wywołały entuzjazm na trybunach, a szalikowcy zaczęli śpiewać i tańczyć popularnego "małego walczyka", co podchwycił niemal cały stadion. W 89. minucie Nowak trafił w boczną siatkę ale był jeszcze rykoszet i skończyło się rzutem rożnym. W końcówce oglądaliśmy jeszcze dwie groźne kontry gospodarzy; najpierw po akcji Acosty z Koutrisem, Czaplińskim i Cuiciem, był tylko korner ale po chwili po podaniu Czaplińskiego, Hussein po rajdzie strzałem w długi róg zdobył swojego pierwszego ligowego gola w barwach Pogoni.
W Pogoni po raz pierwszy po długiej kontuzji wystąpił Wahlqvist, a zagrał też mocno poturbowany przed tygodniem w Krakowie Acosta (na ławce rezerwowych siedział zaś staranowany pod Wawelem Jan Biegański), zaś w końcówce weszli na boisko na raz trzej boczni obrońcy, w tym narzekający ostatnio na zdrowie Mendy (myśleliśmy, że już go nie zobaczymy grającego na Twardowskiego i na szczęście się myliliśmy) i Hussein, który po raz pierwszy zagrał jako uczestnik mistrzostw świata, dokumentując swój występ golem. Kamila Grosickiego, skarżącego się na kontuzję kostki i pachwiny, widzieliśmy zaś w cywilnym stroju na trybunach, który po bramkach bił kolegom dyskretne brawa...
(mij)
Szczegółowa relacja z ciekawostkami, statystykami i wypowiedziami we wtorkowym "Kurierze" oraz w e-wydaniu.