Miniony weekend nie był udany dla zachodniopomorskich piłkarskich III-ligowców, bo niemal wszyscy przegrali, a zremisował jedynie Bałtyk, który długo prowadził, lecz stracił zwycięstwo po wyrównującym golu w 90. minucie.
POLONIA Środa Wlkp. - KGS POLSKI CUKIER KLUCZEVIA Stargard 2:0 (1:0); 1:0 Patryk Mikita (7 karny), 2:0 Jonathan de Amo (72).
W pojedynku na szczycie liderująca Polonia od samego początku ruszyła odważnie do ataków spychając Stargardzian do defensywy i już w 6. minucie Paweł Ratajczak sprytnym zwodem minął w polu karnym rywala, a ten go sfaulował i sędzia podyktował rzut karny, wykorzystany przez Mikitę, byłego mistrza Polski w barwach warszawskiej Legii. Chwilę później mogło być 2:0, ale tym razem Mikita przegrał pojedynek z Przemysławem Matłoką. Z biegiem czasu do głosu coraz częściej zaczęli dochodzić gracze Kluczevii, lecz defensywa Polonii była skuteczna, a w bramce świetnie spisywał się Nikodem Walkowiak. Po zmianie stron miejscowi mogli podwyższyć prowadzenie, ale uderzenie Mikity było minimalnie niecelne, a Kacper Żmudź (były gracz zachodniopomorskich klubów, Floty Świnoujście, Vinety Wolin, FASE Szczecin i AK Kotwicy Kołobrzeg) został uprzedzony przez bramkarza rywali. Drugą bramkę podopieczni trenera Marcina Płuski, byłego szkoleniowca Świtu Szczecin, zdobyli w 72. minucie, gdy Mikita wyłożył piłkę de Amo, a ten umieścił ją w bramce. Wynik mógł być wyższy, ale na przeszkodzie stanął golkiper Matłoka, który w tylko w sobie znany sposób obronił strzały Kacpra Szczerby czy Piotra Skrobosińskiego.
- Spróbowaliśmy zaskoczyć lidera zmianą ustawienia, ale mecz szybko źle się dla nas ułożył po niepotrzebnym wślizgu w polu karnym - powiedział trener Kluczevii Bartosz Bartłomiejczyk. - Mieliśmy zbyt dużo niepotrzebnych strat, a akcje ofensywne były za mało jakościowe. Po drugim straconym golu już było ciężko się podnieść, choć do końca walczyliśmy.
ELANA Toruń - FLOTA Świnoujście 1:0 (0:0); 1:0 Arkadiusz Korpalski (88).
W pierwszej połowie obie drużyny miały po kilka dobrych okazji, a najlepszą sytuację dla Floty miał w 33. minucie Patryk Winsztal, lecz przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Hubertem Idasiakiem. W drugiej połowie też oglądaliśmy obustronne akcje, a po kwadransie mecz został przerwany na cztery minuty z powodu zadymienia boiska. Zawody rozstrzygnęły się w 88. minucie, gdy po rzucie rożnym i dwóch odbiciach głowami, piłka trafia do Korpalskiego, który zdobył jedyną bramkę tego meczu. W doliczonym czasie gospodarze mogli podwyższyć rezultat, ale Borys Oleniak obronił strzał z bliska Kacpra Jóźwickiego.
Po odwołaniu w ubiegłym tygodniu trenera Floty Tomasza Pawliczaka, w Toruniu drużynę Wyspiarzy prowadził Patryk Dąbrowski, któremu pomagali Damian Staniszewski, Michał Kowalczyk, Maciej Wyganowski, Marcin Gumowski i Antoni Pawłowski. Prezes Floty Mariusz Borawski poinformował nas dzień po piątkowym meczu, że P. Dąbrowski jest trenerem tymczasowym, a wkrótce odbędą się rozmowy w sprawie wyboru nowego szkoleniowca. Według nieoficjalnych informacji, ma nim zostać Marcin Adamski, działający we Flocie i klubowej akademii, który był już trenerem, a nawet prezesem Wyspiarzy.
BŁĘKITNI Stargard - LIPNO Stęszew 3:4 (2:2); 1:0 Wojciech Fadecki (4 karny), 1:1 Wojciech Kryger (14), 1:2 Stanisław Kapur (23), 2:2 Rafał Remisz (44), 2:3 Krzysztof Kulczak (48), 2:4 Krzysztof Kulczak (58), 3:4 Wojciech Fadecki (85 karny).
- Mieliśmy bardzo mocny i intensywny początek meczu, co zaowocowało bramką z rzutu karnego - powiedział po porażce Mateusz Silewicz, trener Błękitnych. - Rywale szybko wyrównali, a po błędzie, który popełniliśmy później, przeciwnik zdobył bramkę po kontrataku. Nasze ataki i wyrównujący gol pod koniec pierwszej połowy stawiał nas w niezłym położeniu na dalszą część meczu. Niestety, po kolejnym prostym błędzie straciliśmy bramkę na początku drugiej połowy, a przy czwartym golu źle zachowaliśmy się w polu karnym i zawodnik gości strzelił bramkę. Nasze zachowania na boisku znacząco odbiegały od tego, co ćwiczymy na treningach. Nie może być czegoś takiego, że przyjeżdża do nas ostatni zespół w tabeli, a my strzelamy mu trzy bramki i nie wygrywamy spotkania. To jest kwestia karygodna!
BAŁTYK Koszalin - Unia Swarzędz 1:1 (0:0); 1:0 Michał Grobelny 53 (samobójcza), 1:1 Miłosz Matuszewski (90).
- Myślę, że po tym meczu możemy czuć spory niedosyt, ponieważ do 90. minuty prowadziliśmy 1:0, a ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem - powiedział po meczu Karol Jabłoński, szkoleniowiec Bałtyku. - Pierwsza połowa była dosyć wyrównana i obie drużyny miały swoje lepsze momenty. Natomiast w drugiej połowie, szczególnie po zdobyciu bramki, to my byliśmy zespołem dominującym, stwarzaliśmy kolejne sytuacje i dążyliśmy do podwyższenia prowadzenia. Nie chcieliśmy się cofać i jedynie bronić wyniku, tylko konsekwentnie realizować nasz plan na ten mecz. Niestety, nie wykorzystaliśmy okazji, żeby zamknąć spotkanie, a przeciwnik doprowadził w końcówce do wyrównania. Wiedzieliśmy, że mierzymy się z wymagającym rywalem, który ma dużą jakość w ofensywie i jest groźny przy stałych fragmentach gry. Myślę jednak, że dobrze się temu przeciwstawiliśmy. Oczywiście szkoda straconych dwóch punktów, ale jako beniaminek musimy doceniać miejsce, w którym jesteśmy. W każdym meczu staramy się narzucić własne warunki i grać zgodnie z naszym modelem. Nie cofamy się i nie bronimy desperacko wyniku. Za taką postawę należą się zawodnikom słowa uznania. ©℗
(PR, mij)