W spotkaniu dwóch drużyn reprezentujących Orlen Basket Ligę w europejskich pucharach lepszy okazał się Śląsk. Dla Kinga to pierwsza porażka w sezonie.
King Szczecin - Śląsk Wrocław 69:82 (17:18, 18:23, 20:12, 14:29)
King: Żołnierewicz 16, Chassang 14, Porter 11, Sehnal 11, Witliński 5, Gielo 4, Kostrzewski 4, Reynolds 4, McCaffery 0
To był najsłabszy mecz Kinga z trzech oficjalnie rozegranych od początku sezonu. Szczecinianie przestrzelili 16 rzutów osobistych i zanotowali 16 strat. Skuteczność z gry Kinga była na poziomie 40-procent, a gospodarze spudłowali 39 rzutów. Śląsk statystycznie wyglądał dużo lepiej, ale dopiero w ostatnich 10 minutach przechylił losy zwycięstwa na swoją korzyść.
Po 5 minutach gry King prowadził 12:6, ale w kolejnych minutach inauguracyjnej odsłony dorzucił już tylko 5 punktów. Szczecinianie koncertowo rozpoczęli II kwartę. Napędzani przez Żołnierewicza punktowali, zbierali piłki na tablicach i przerywali akcje rywali. W niespełna minuty zdobyli 12 punktów i odskoczyli na 8 oczek. Potem jednak gra Kinga siadła. Notowali kolejne straty, seryjnie pudłowali osobiste. Śląsk odzyskał prowadzenie i na długa przerwę schodził z przewagą 6 punktów. Statystyki Kinga na półmetku meczu były fatalne - skuteczność rzutów z gry wynosiła 30 procent, rzutów osobistych 35 procent, a "trójek" zaledwie 25 procent.
King od początku III odsłony rzucił się do odrabiania strat, ale dopiero dwie minuty przed końcem tej części indywidualna akcja Sehnala wyprowadziła drużynę trenera Majcherka na prowadzenie. Śląsk przez 10 minut tej kwarty zdobył tylko 12 punktów. Wrocławianie odbili sobie nieudane 10 minut w decydującej kwarcie rzucając 29 punktów czyli dwa razy tyle co King.
W szczecińskiej drużynie zadebiutował nieobecny w ostatnim spotkaniu ligowym i pucharowym Patrick Mccaffery. Jego występ wypał niezwykle blado - spudłował wszystkie 4 rzuty i zapisał się w statystykach 3 zbiórkami i asystą.
(woj)