„Sam sobie nie mogę uwierzyć, że w Muzeum Historii Szczecina właśnie się uczyłem tańczyć charlestona. A jednak… nigdy nie mów nigdy, bo w Noc Muzeów wszystko się może zdarzyć” - mówił pan Adam, opuszczając mury staromiejskiego ratusza.
W tę wyjątkową noc w roku gmach muzeum przy ul. ks. Mściwoja II otworzył przed zwiedzającymi nie tylko arcyciekawe zbiory artefaktów z wystaw stałych, ale również wiekową szafę. Wybrane z niej stroje z epok mógł przymierzyć każdy. Wśród dam - niezależnie od wieku - największym powodzeniem cieszyły się efektowne kapelusze oraz piracki „pieróg”. Natomiast wśród dżentelmenów - melonik i słomkowa „panama”, choć najbardziej pożądanym acz niedostępnym był kuty hełm z przyłbicą.
Dla złaknionych historii były opowieści z dziejów Szczecina i gabloty z eksponatami. Dla bardziej dociekliwych choćby informacje, gdzie i ile zarabiali przedwojenni mieszczanie, jak spędzali wolny czas i czy kąpali się w domach, czy raczej w łaźniach. Tej nocy w wiekowych murach staromiejskiego ratusza zabrzmiał nawet jazz. ©℗
(an)