W galerii Związku Polskich Artystów Plastyków Kierat w Szczecinie od kilkunastu dni można oglądać wystawę pt. „Światło i cała reszta”. Roman Ciepliński, autor tych malarskich prac to również dziennikarz i autor kilku książek. W galerii Kierat zaprezentował prace, w których światło, a co za tym idzie kolor, odgrywają główną rolę.
Na prezentację złożyło się około dwudziestu prac artysty z ostatnich dwóch dekad. Wszystkie obrazy to pejzaże. Autor dość swobodnie porusza się między umownym realizmem a pejzażem abstrakcyjnym. W dwóch pracach abstrakcja ta jest już dosłowna, jeśli to dobre określenie w przypadku kompozycji do końca nieokreślonych. Pejzaż zamyka w nakładających się na siebie kolorowych prostokątach. Największe jednak wrażenie na zwiedzających robią dwa duże (150x150 cm), rzec by można, świadomie naiwne pejzaże, namalowane intensywnymi żółcieniami, czerwieniami, cynobrami, a nawet jaskrawymi zieleniami. Wydawać by się mogło, że tak się dziś nie maluje, że malarstwo powinno być choć odrobinę akademickie, namaszczone przez profesorów, przefiltrowane przez umysł, pomysł, koncepcje i aluzje, że ma być trochę "meta-malarstwem", jakby komentarzem do tego, co było. W tym przypadku tego jednak nie ma.
Autor ustępuje Słońcu, pozwala mu na wiele. Zamyka oczy i otwiera, tak jak podnosi się i opuszcza kotarę w teatrze. Tyle tylko, że ten teatr jest wielki, rzec by można - kosmiczny. Fotony zderzają się w powietrzu, szaleją, fale światła leją się z nieba na łąki, kępy drzew, przenikają powietrze, tworzą świetlistą mgiełkę nad niewidocznym horyzontem i wchodzą na widownię pod powiekami. Tu spotyka się astrofizyka, teoria światła i teoria widzenia. A do tego jeszcze technologia farb olejnych, świat minerałów, pigmentów, pierwiastków ciężkich. No i estetyka, w tym przypadku wielkie plany, albo wąskie kadry, harmonie i kontrasty, wariacje na temat horyzontu, gry światła i cienia, rozciąganie kolorów i kompresowanie natury, która - jak się zdaje - ma skłonności do rozpadu. Jak wszystko na tym świecie... ©℗
(pk)