Czwartek, 03 września 2026 r. 
REKLAMA

Niemiecki rząd oskarża Rosję o incydent dronowy na lotnisku w Lipsku

Data publikacji: 02 września 2026 r. 17:32
Ostatnia aktualizacja: 02 września 2026 r. 17:32
Niemiecki rząd oskarża Rosję o incydent dronowy na lotnisku w Lipsku
Fot. archiwum  

Rząd Niemiec przypisał Rosji odpowiedzialność za sierpniowy incydent z dronem z materiałem wybuchowym na lotnisku w Lipsku. Szereg państw europejskich, w tym Polska, wyraziło solidarność z Berlinem. Kreml odrzucił zarzuty i zagroził odpowiedzią „na antyrosyjskie działania”.

REKLAMA

W nocy z 4 na 5 sierpnia w pobliżu lotniska w Lipsku na wschodzie Niemiec samolot transportowy zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem. Samolot przekierowano do Hanoweru, gdzie stwierdzono jego niewielkie uszkodzenia. Krótko wcześniej lipskie lotnisko wstrzymało działalność z powodu znalezienia na płycie, przy ukraińskim samolocie transportowym Antonow, drona z detonatorem oraz materiałów wybuchowych.

We wtorek minister spraw wewnętrznych Niemiec Alexander Dobrindt oświadczył, że to Rosja odpowiada za sierpniowy incydent na lotnisku w Lipsku, a szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul poinformował, że w odpowiedzi rząd zamknie konsulat generalny Rosji w Bonn i ośrodek kulturalny Rosyjski Dom w Berlinie.

Dziennik „Sueddeutsche Zeitung” oraz rozgłośnie publiczne NDR i WDR poinformowały w środę, że podejrzanymi o próbę ataku są mężczyzna z łotewskim paszportem, urodzony w Rosji, a także Rosjanin pochodzący z Białorusi. Pierwszy z nich utrzymuje powiązania z rosyjskimi służbami i miał być logistykiem oraz instruktorem planowanego zamachu. Drugi z podejrzanych był już notowany w różnych krajach za inne przestępstwa; porównanie śladów DNA wykazało zgodność ze śladami zabezpieczonymi na Litwie i w Finlandii.

Wadephul oświadczył w środę, że Rosja doprowadziła do eskalacji i przeprowadziła atak hybrydowy na Niemcy, musi więc liczyć się z konsekwencjami. Zapowiedział też dodatkowe sankcje wobec Moskwy.

Rosyjskie MSZ wezwało w środę niemieckiego charge d’affaires w Moskwie, a rzeczniczka resortu Maria Zacharowa oświadczyła, że Kreml odpowie „na wszystkie antyrosyjskie działania”. Wcześniej przywódca Rosji Władimir Putin oskarżył władze Niemiec o sfabrykowanie dowodów na zaangażowanie jego kraju w incydent z dronami i nazwał podjęte przez rząd w Berlinie kroki odwetowe „poważnym błędem”.

Rząd Niemiec oświadczył w środę, że jest przygotowany na rosyjską reakcję.

Solidarność z Niemcami wyrazili liderzy państw europejskich, w tym premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Włoch Giorgia Meloni, premier Szwecji Ulf Kristersson czy premier Hiszpanii Pedro Sanchez. Szef polskiego rządu Donald Tusk ostrzegł, że „Rosja eskaluje napięcie w całym regionie”.

Francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noel Barrot poinformował, że jego kraj poprze zaproponowane przez Niemcy sankcje wobec Rosji, a Paryż sam zaproponuje kolejne obostrzenia wobec szeregu statków tzw. floty cieni. Z kolei wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zauważył, że Niemcy „zostały zaatakowane w ramach, jak się wydaje, serii aktów terroryzmu państwowego”, a Rosja „prowadzi z nami wojnę hybrydową”.

Szefowa dyplomacji UE Kaja Kallas oceniła w środę, że atak drona w Lipsku nosi „wszelkie znamiona terroryzmu sponsorowanego przez państwo”. Poinformowała o wezwaniu ambasadora Rosji w odpowiedzi na to zdarzenie oraz zapowiedziała sankcje wobec 1,6 tys. osób i podmiotów z rosyjskiego sektora zbrojeniowego.

W ocenie szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen wydarzenia w Lipsku oznaczają nową eskalację na terytorium Unii Europejskiej, za którą bezpośrednio odpowiada Rosja. Z kolei sekretarz generalny NATO Mark Rutte ocenił, że Rosja staje się coraz bardziej lekkomyślna, kontynuując wojnę przeciwko Ukrainie.

W ostatnich dniach w Niemczech doszło do kilku zdarzeń, w sprawie których służby prowadzą śledztwo.

W eksplozji, do której doszło w środę nad ranem na terenie dworca kolejowego w Augsburgu na południu Niemiec, zostały ranne dwie osoby. Według mediów doszło do wybuchu granatu ręcznego, a policja bada związek zdarzenia z przestępczością zorganizowaną.

Dzień wcześniej niemieckie służby znalazły chałupnicze urządzenie wybuchowe przy stacji transformatorowej w gminie Turnow-Preilack w Brandenburgii, nieopodal elektrowni Jaenschwalde i ok. 20 km od granicy z Polską. Jak ocenił minister spraw wewnętrznych landu Jan Redmann, podłożenie ładunków było aktem sabotażu.

We wtorek wieczorem policja została wezwana do stacji elektroenergetycznej w Bergheim, około 25 km na zachód od Kolonii, z powodu usterki technicznej. W wyniku zwarcia doszło do awarii kilku linii. W środę rano podano jednak, że był to „umyślny czyn, przestępstwo”. Szef MSW Nadrenii Północnej-Westfalii Herbert Reul poinformował, że policja bada trop obcego państwa oraz lewicowego ekstremizmu.

Służby prowadzą śledztwo w sprawie sabotażu skierowanego przeciw porządkowi konstytucyjnemu oraz zakłócenia działalności przedsiębiorstw publicznych. Śledczy znaleźli na polu kukurydzy sześć wyrzutni pirotechnicznych; wstępne ustalenia wskazują na porównywalne poszlaki do ataku na sieć w Brandenburgii.

Logo PAP Copyright

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA