niedziela, 29 marca 2020.
Strona główna > Akcje Kuriera > Kurier Morski > Żegluga w czasach milenium

Żegluga w czasach milenium

Żegluga w czasach milenium
Data publikacji: 2016-04-21 14:53
Wywietleń: 1887 129212

Druga połowa lat 60. zaowocowała w PŻM inwestycyjnym boomem. Solidny zastrzyk nowych statków wynikał z uświadomienia sobie przez decydentów w Warszawie, jak ważny jest udział żeglugi morskiej w zdobywaniu przez państwo dewiz, które wpływały na bilans płatniczy kraju. Był to czas wielu wydarzeń na lądzie, morzu i w kosmosie.


Żegluga liniowa przeżywała w tamtym czasie kryzys i zdawano sobie sprawę, że trzeba postawić na rozbudowę żeglugi nieregularnej (trampowej). „Po raz pierwszy też PŻM miała otrzymać lepsze i bardziej nowoczesne statki niż jej odwieczny rywal w dostępie do państwowych funduszy, Polskie Linie Oceaniczne” – przypomina Krzysztof Gogol w monograficznej książce „Polska Żegluga Morska 1951-2001”. Szczecińska flota miała zwiększyć stan posiadania o 48 statków. I nie były to czcze zapowiedzi. W pierwszym roku pięciolatki PŻM otrzymała aż 12 nowych jednostek: 7 ze Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego, 3 z włoskich stoczni (holding Fincantieri). Szczególnie frachtowce z Włoch stanowiły dla PŻM pewien przełom. Jak pisze Gogol, „stanowiły ostatni krzyk mody światowej i produkcji stoczniowej. Gotowe jednostki bezskutecznie szukały nabywcy. PŻM w pewnym sensie uratowała go (włoski holding – red.) od ostatecznego bankructwa”. Statki te mogły dokonywać rejsów dookoła świata. „I faktycznie, pierwszy taki rejs wykonała w 1966 r. «Ziemia Szczecińska»”.

„Gryf” na skandynawskim szlaku

W tymże roku kościół w Polsce obchodził milenium chrztu Polski. Uroczystość odbyła się także w porcie macierzystym Polskiej Żeglugi Morskiej. 5 listopada 1966 roku kard. Stefan Wyszyński odprawił w Szczecinie mszę. Odbyła się ona na polowym ołtarzu przed kościołem św. Jana Ewangelisty. Uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy wiernych. „Nie jesteśmy tutaj ani dzisiejsi, ani wczorajsi, jesteśmy tutaj z dawien dawna” – mówił wtedy o chrześcijańskich korzeniach polskiej tradycji i kultury (za szczecin.wyborcza.pl). Ludowej władzy nie udało się odciągnąć wiernych od uroczystości.


Tymczasem żegluga w czasach milenium miała jeszcze mocniej nabrać impetu. Rok później pobito kolejny tonażowy rekord. Flotę PŻM wzmocniło aż 18 statków, w tym 13 nowych. Były to frachtowce od „Warskiego”, z Warny, Włoch, Wielkiej Brytanii. PŻM wzbogaciła się także o używany, pięcioletni prom, któremu nadano imię „Gryf”. Wkrótce ruszył na linię ze Świnoujścia do szwedzkiego Ystad.
Znamienny był to rok w światowej żegludze. 18 marca 1967 r. doszło do katastrofy, która zmieniła podejście do przewozu paliw morzem. Po błędzie w nawigacji u wybrzeży Kornwalii na podwodne skały wszedł supertankowiec „Torrey Canyon” o nośności 120 tys. DWT. To była pierwsza i największa katastrofa w dziejach Europy. Statku nie udawało się ściągnąć z mielizny, więc podjęto decyzję o jego zbombardowaniu, a wyciekającą ropę podpalono napalmem. Ta jednak na wiele lat skaziła wybrzeża Kornwalii i Normandii.

7 grudnia 1967 roku w Szczecinie – niedaleko siedziby armatora – doszło do wielkiej tragedii. Na ostro pochylonej ku Odrze ul. Wyszaka zepsuły się hamulce tramwaju linii 6. Rozpędzony i przeładowany (ok. 500 pasażerów) trójwagonowy skład na zakręcie wyskoczył z szyn. Pierwszy wagon przewrócił się, drugi uderzył w słup trakcji i przełamał się na dwie części. Wielu pasażerów zostało zmiażdżonych. W katastrofie zginęło 15 osób, 42 zostały ciężko ranne, ponad 100 – lżej. Dramatyczna była akcja ratunkowa, bo podnoszony dźwigiem tramwaj spadł na rannych. Była to największa taka tragedia w dziejach Polski. Jak to w PRL-u, pojawiły się teorie spiskowe o walkach frakcyjnych w PZPR.

Burzliwy 1968

Nadszedł 1968 rok, a inwestycyjny boom PŻM trwał w najlepsze. Kompania wzbogaciła się o 10 kolejnych jednostek. „Rozpoczęto też niezwykle udaną, jak się później okazało, współpracę ze stocznią duńską w Nakskov” – czytamy w monografii o PŻM. Duńczycy zadebiutowali dwoma frachtowcami typu „neoliberty”, jak je określano. „Były znakomite pod każdym względem”.
„Wiekowy” statek przekazano też naszemu armatorowi z gdyńskich PLO. Był to „stary drobnicowiec s/s „Marchlewski”, który był o tyle ciekawym statkiem, iż stępkę pod nim położono w 1944 roku w niemieckiej jeszcze wówczas stoczni Stettiner Oderwerke w Szczecinie” – pisze K. Gogol.

Tego roku gród Gryfa wzbogacił się o nową uczelnię wyższą. W Szczecinie od dawna działała politechnika i akademia medyczna. Przyszła pora na uczelnię humanistyczną. W 1968 roku powołano Wyższą Szkołę Nauczycielską, przekształconą w latach 70. w Wyższą Szkołę Pedagogiczną, która ostatecznie w 1984 roku weszła w skład tak wyczekiwanego w mieście uniwersytetu.
W kraju jednak działy się o wiele poważniejsze wydarzenia, które określamy mianem Marca ’68. Od 8 do 23 tegoż miesiąca Polskę toczył kryzys polityczny zapoczątkowany demonstracjami studenckimi w wielu miastach. Zostały one rozbite przez milicję, ORMO i tzw. aktyw robotniczy.

W Szczecinie zaczęło się od rozlepionych ulotek zaczynających się od słów „«Dziady» na scenę…” i „PZPR to knebel…”. W „Pinokiu”, studenckim klubie politechniki, odbyło się spotkanie Zrzeszenia Studentów Polskich, które przekształciło się w wiec. Po tym zebraniu grupka żaków chciała uformować coś w rodzaju niezależnego komitetu studentów uczelni szczecińskich. Jego celem byłoby utrzymanie kontaktu ze strajkującymi studentami w całym kraju. 14 marca złożono kwiaty pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Spalono po egzemplarzu lokalnych gazet. W sumie jednak kilkusetosobowe zgromadzenie zostało spacyfikowane. Odbył się jeszcze wiec na osiedlu akademickim przy Boh. Warszawy, po czym studenci chcieli przemaszerować przez miasto. Pojawili się prowokatorzy, doszło do zamieszek.
Był to też rok interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, co zakończyło tamtejszy zryw zwany Praską Wiosną.

PŻM, czyli masowce i tankowce

W roku następnym – 1969 – Polska Żegluga Morska zakupiła kolejnych 10 jednostek. Ale wtedy statki latały też w kosmosie, a data 20 lipca była szczególna. Lądowanie na naszym naturalnym satelicie załogi Apollo 11 było największym „science fiction” tamtych czasów. Tak wielkim, że lądowanie imperialistów transmitowała nawet peerelowska telewizja, a do dzisiaj niektórzy uważają to wydarzenie za mistyfikację.
Na Ziemi młodzi Amerykanie burzyli się przeciw wojnie w Wietnamie, a ubocznym owocem konfliktu były ruchy pokojowe, które zmaterializowały się w sierpniu 1969 r. m.in. pod postacią dzieci kwiatów na festiwalu w Woodstock. Na pole namiotowe ściągnęło ponad 400 tys. ludzi.

W pierwszym dniu 1970 roku dała o sobie znać gospodarka nakazowo-rozdzielcza, jeden z filarów socjalistycznej ekonomii. „1 stycznia 1970 roku, w wyniku reorganizacji Polskiej Marynarki Handlowej, Ministerstwo Żeglugi przyznało PŻM wyłącznie funkcję przewoźnika trampowego” – czytamy w monografii o PŻM. W efekcie szczecińskie przedsiębiorstwo musiało oddać do PLO wszystkie drobnicowce oraz prom „Gryf”. Łącznie port macierzysty zmieniło 46 statków o łącznej nośności 111 tys. DWT. W zamian armator ze Szczecina otrzymał m.in. pięć starych zbiornikowców. PŻM zakupiła też 8 nowych statków.

„Decyzja o arbitralnym podziale polskiej floty nie zapadła z dnia na dzień. U jej podstaw leżała m.in. wewnętrzna konkurencja pomiędzy PLO i PŻM, mająca tyle lat, ile oba przedsiębiorstwa” – czytamy w monografii.
Pod koniec lat 60. armator zaczął bardziej dbać o warunki mieszkaniowe swoich pracowników, zwłaszcza że wielu z nich (marynarze) to przyjezdni z głębi kraju. W tym czasie w ramach spółdzielczego budownictwa resortowego oddano do dyspozycji załogi 271 mieszkań.
Z innych inwestycji trzeba wymienić budowę bazy magazynowo-transportowej przy ul. Hryniewieckiego oraz pierwsze wykopy pod Dom Marynarza przy ul. Malczewskiego, który ukończono w 1973 roku. Nie powstał niestety nowoczesny 18-piętrowy biurowiec z 12 windami przy ul. Energetyków, w którym miała być nowa siedziba armatora i wielu innych firm.

Inspektorzy – na koniec pięciolatki

Przedsiębiorstwo przekształcało swoją strukturę, choćby z powodu nadania mu uprawnień zjednoczenia. Pod koniec ostatniego roku pięciolatki zatrudniało prawie pięć tys. osób. Obchodziło też 25-lecie istnienia PRL, chociaż jak czytamy w monografii, „tak naprawdę niewielu marynarzy przejmowało się zjazdami partii, rocznicami PRL czy urodzinami wodzów”. Tak czy inaczej, załogi statków deklarowały przepracować dodatkowe godziny. „A wszystko to – jak pisali sekretarze Oddziałowej Organizacji Partyjnej z tych jednostek – aby swoją postawą i wytężoną pracą zadokumentować przywiązanie do naszej socjalistycznej Ojczyzny”. Na Dni Morza w roku ’70 przyjechali do Szczecina prominentni politycy z premierem Jaroszewiczem. „Doniosłym wydarzeniem tego roku było także oddanie do eksploatacji pierwszego „olbrzyma” PŻM, czyli statku m/s „Manifest Lipcowy” zbudowanego w Gdyni. Ten panamax (55 596 DWT) był „tak nafaszerowany usterkami, że już wkrótce wśród marynarskiej braci ochrzczony został mianem «Klęski Wrześniowej»”.

W tym czasie prasa pasjonowała się pewnym Norwegiem. Pod koniec pięciolatki Thor Heyerdahl – ten od tratwy Kon-Tiki – starał się dowieść, że kultury rozprzestrzeniały się poprzez morskie migracje. W 1969 zbudował papirusową łódź „Ra”, aby udowodnić, że starożytni Egipcjanie mogli dotrzeć do Ameryki przez Atlantyk. Jednak konstrukcja nasiąknęła i trzeba ją było opuścić 500 mil od Barbadosu. Na kolejnej łodzi – „Ra II”, która wypłynęła w maju 1970 z Maroka, Heyerdahl osiągnął cel.

A w kraju? Pod koniec 1970 roku po podwyżce cen na Wybrzeżu zbuntowali się robotnicy. w Szczecinie stanęły stocznie, zapłonął Komitet Wojewódzki PZPR. Od kul zginęło 16 osób.

Oficjalnie PŻM pracowała normalnie, ale „ze zgodnej rzeszy „normalnie pracujących” kadr wyłamała się jednak grupa ok. trzydziestu inspektorów technicznych armatora, wystosowując do strajkujących stoczniowców list, w którym popierała ich dążenia i życzyła im zwycięstwa”. W PŻM wybuchła awantura, jednak, gdy władze oficjalnie potwierdziły „słuszność protestu robotników”, dyrektor przeprosił inspektorów.

W tych tragicznych okolicznościach pięciolatka dobiegła końca. Zaczynały się lata 70. i dziesięć lat Gierka.

Marek Klasa

Masowiec „Kopalnia Marcel” o nośności prawie 12,5 tys. DWT to jeden z „duńczyków”, czyli statków zbudowanych przez stocznię w Nakskov w 1969 r. Pływał w PŻM do 1993 r.

Fot. archiwum PŻM

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
2
na godz. 09:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Filmy

Koronawirus w Szczecinie

Sonda

Czy wprowadzone przez rząd nowe zasady bezpieczeństwa skutecznie ograniczą rozprzestrzenianie się epidemii koronawirusa w Polsce?

 

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie