„Ciągnie mnie do lasu, ratuj" - przez telefon wzywała pomocy przyjaciela. Potem już nie była w stanie mówić. Bo szarpał ją i okładał pięściami tak, że połamał żebra i kości twarzy. Bo kopał z taką siłą, że wybił jej nawet żuchwę. A gdy już przestał bić, jej naruszone narządy wewnętrzne zaczęły tak mocno krwawić, że zalały jej płuca, zadusiły. Wspominał, że gdy podniósł ją za głowę i rękę, dostrzegł, że krwawi z nosa i ust. Gdy przestała oddychać, on wciąż odpoczywał.
Zgodnie z aktem oskarżenia Patryk W. „zmierzał w sposób bezpośredni przemocą do dokonania zgwałcenia pokrzywdzonej przytrzymując ją za nadgarstki oraz za szyję, a także podudzia oraz ściągając z niej górną warstwę ubrania i opuszczając spodnie, lecz zamierzonego celu nie osiągnął wobec postawy obronnej pokrzywdzonej. A przy tym, działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia pokrzywdzonej, działając ze szczególnym okrucieństwem, dokonał jej zabójstwa poprzez zadawanie jej licznych ciosów po głowie i po całym ciele rękoma i nogami oraz uderzając ją w okolicy jej prawej brwi jednostronnie zaostrzonym konarem drzewa".
- Powinna być przywrócona kara śmierci. Bo za to, co jej zrobił, to dla niego tylko śmierć - mówił Dawid Sobczyk, brat zamordowanej i procesowy świadek, nie kryjąc
...