Aktywiści klimatyczni przyklejający się do asfaltu dróg, przywiązujący łańcuchem do pni skazanych na wycinkę drzew, zakłócający przebieg koncertów wkraczaniem na scenę filharmonii z rozpiętymi transparentami…
Znamy to dobrze - niektórzy powiedzą: aż za dobrze - z medialnych relacji; ale reagujemy na to różnie. Popierając w duchu, albo i w słowach - bo przecież „kochamy przyrodę" i dzielimy wspólnotowy niepokój o los cywilizacji - ale irytując się, gdy protest nam samym utrudnia życie: dojazd do pracy, odwiezienie dziecka do szkoły; spacer po lesie, czy kulturalny odpoczynek.
Bywa i tak, że zmęczeni zalewem złych wieści złorzeczymy aktywistom, zarzucamy im naiwność, głupotę, upolitycznienie lub chęć zaistnienia w mediach.
Można więc rzec, że dość typową reakcją na ruch aktywistów jest swoisty relatywizm: popieramy ich „tak w ogóle", lecz wolimy, żeby nam nie przeszkadzali.
Sztuka protestu Michała Buszewicza o tym właśnie zdaje się opowiadać. Jako że o samej „sztuce protestu" - czyli dzisiejszych formach protestowania, jako swego rodzaju „sztuce" - nie mówi
...