W małym mieszkaniu, spółdzielczym wieżowcu w centrum Szczecina przez lata - niewidzialna dla sąsiadów - działała maszynka do zarabiania pieniędzy na cierpieniu zwierząt. Z gehenny, koszmarnych warunków i zaniedbania dwanaście psów oraz dwa koty uratowali inspektorzy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, wsparci przez funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji.
Tym razem nie było anonimowego sygnału o przemocy wobec zwierząt. O przetrzymywaniu zwierząt w warunkach rażącego niechlujstwa szczecińskie TOZ powiadomiła szczecińska policja. Tuż po interwencji w innej sprawie i wieżowcu, w którym odkryto pseudohodowlę.
- Dziwię się, że nie zrobili tego sąsiedzi. Tym bardziej, że nieznośny odór wydobywający się z mieszkania czuć było, zanim weszliśmy na piętro, a psy ujadały niemal nieustannie - opowiada Marlena Sobczak, inspektorka TOZ w Szczecinie. - Natomiast widok tego, w jakich warunkach żyły zwierzęta, w tym pudle i sznaucery z pseudohodowli, był porażający. Wszędzie mocz, odchody, śmieci, niewyobrażalny brud i bałagan. Ale na mnie największe wstrząsające wrażenie zrobiła mikroklatka z
...