Prowizoryczny szałas, a w nim - pod kocem - dwie śpiące osoby. Obok pustych butelek po wódce i puszek po piwie siedzą „wczorajsi" panowie. Wokół pogorzeliska dziko rozpalonego ogniska zalega mnóstwo śmieci. To obraz ledwie jednego z koczowisk, jakie - nie tylko w weekendy - zniechęcają do rekreacji w pięknych okolicznościach przyrody Jeziora Głębokiego w Szczecinie.
Sezon jeszcze na dobre się nie zaczął, a nad Głębokiem pojawiają się rozpalane na dziko ogniska, przy których odbywają się suto zakrapiane imprezy. Bywa, że niektóre z nich nie kończą się o zmroku, lecz trwają nawet cały weekend, od piątkowego wieczoru. Tego rodzaju koczowiska to zły obraz rekreacji i - jak przyznaje Jan Woźniak, przewodniczący miejscowej Rady Osiedla Głębokie-Pilchowo - stale narastający problem.
- Koczowiska nad Głębokim to niestety zła norma. Pojawiają się najczęściej w krzakach pomiędzy dzikimi plażami okalającymi jezioro - mówi Maciej Dżus, sekretarz RO Głębokie-Pilchowo. - Część z obozowisk urządzają bezdomni. Inne - weekendowi imprezowicze. Wszystkie stanowią poważną uciążliwość nie tylko dla
...