W nocy ze środy na czwartek samochód pana Michała wpadł w poślizg i wpadł do rowu pełnego wody. Mokry i obolały kierowca stanął na drodze i machał ręką, próbując zatrzymać jadące samochody. Bezskutecznie. Po kilkudziesięciu minutach stania na poboczu postanowił pójść w stronę domu oddalonego o jakieś 3 kilometry, w mokrych ubraniach, przy temperaturze poniżej zera i ze złamanym obojczykiem. Dziś zwraca się do innych, aby byli bardziej wrażliwi na sytuacje drugiego człowieka.
Do zdarzenia doszło 8 stycznia między godziną 2 a 3 w nocy na ulicy Przestrzennej w Szczecinie.
- Syn wpadł w poślizg, wypadł z drogi, samochód odbił się o drzewo, dachował i odbijał się przez chwilę, zanim ostatecznie wylądował w rowie z lodowatą wodą - opowiada mama pana Michała w rozmowie z „Kurierem Szczecińskim". - Nikt się nie zatrzymał, aby chociaż spytać, czy w czymś pomóc. Syn miał złamany obojczyk, gdzieś w trakcie wypadku zginął mu telefon, więc nie mógł zadzwonić po służby. Ja rozumiem, że są różne sytuacje i ludzie boją się zatrzymywać, ale samochód był widoczny, poza tym wystarczyło jedynie, aby
...