Kora trzy razy dziennie pokonywała schody dwóch pięter starej kamienicy. Niemal codziennie docierała na skwer im. Janiny Szczerskiej, w rejon pl. Kościuszki. Ze stale rosnącym bolesnym guzem na podbrzuszu, który w ostatnich dniach był już wielkości sporej piłki, ważył ponad 3 kilogramy i sięgał chodnika.
Dwa lata temu właścicielka Kory dostała z miasta przydział na mieszkanie przy ul. Langiewicza. Zamieszkała w nim z córką oraz partnerem. I z sunią w typie owczarka niemieckiego, u której guz na podbrzuszu już wówczas był widoczny.
- Właścicielka, jej rodzina, sąsiedzi, przechodnie… Musieli widzieć rosnący guz na psa podbrzuszu. Centrum Szczecina, a mimo to nikt nie zareagował. Kora cierpiała przez co najmniej dwa lata. Nie tylko z powodu ogromnego dyskomfortu. Stale powiększający się guz był bolesny. Szczerzyła na nas zęby przy każdej próbie jego dotknięcia - wspomina Marlena Sobczak, inspektorka Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Szczecinie.
Jedna kobieta - przypadkowy przechodzień - w końcu dostrzegła niewidzialnego psa. Gdy spytała, co z nim się dzieje, spadł na nią stek
...