Jedna z największych gwiazd ukraińskiej muzyki pop stała się ostatnio obiektem miażdżącej krytyki ze strony swoich rodaków. Powód jest trudny do zrozumienia dla kogoś, kto nie przebywa obecnie na Ukrainie i nie przeżywa tego, co jej mieszkańcy.
Ową gwiazdą jest Tina Karol. Jej sylwetkę skrótowo przedstawiłem w jednym z ostatnich felietonów. Gwoli przypomnienia: czterdziestoletnia dziś wokalistka przez lata robiła oszałamiającą karierę po obu stronach ukraińsko-rosyjskiej granicy, swoje największe przeboje śpiewając w języku, dziś dość powszechnie uważanym za język agresora. Po wybuchu wojny zmieniła kulturowy front. Przestała śpiewać po rosyjsku. Wyjechała do Polski. Obecnie mieszka w dwupiętrowej willi we wsi Zazymia pod Kijowem. Niedawno postanowiła dodać otuchy rodakom, zmagającym się ze skutkami rosyjskich nalotów na infrastrukturę energetyczną. Zaśpiewała piosenkę o treści: „Nie mamy światła, ale mamy ciepło, nie mamy ciepła, ale mamy dobro. Nie mamy wody, ale za to mamy siebie. Ja mam ciebie, ty masz mnie. Jesteśmy razem, jesteśmy rodziną”. Nie jest to jej autorski utwór. Dwa lata temu został nagrany przez Danyłę Horodeckiego. Wtedy nie wywołał większych kontrowersji. Raczej potraktowany został zgodnie z zamysłem autora – jako piosenka ku pokrzepieniu serc. Tyle że to był inny etap wojny z Rosją. Ukraińcy mieli zdecydowanie więcej powodów do optymizmu. Szczególnie cywile, zmagający się ze skutkami rosyjskich ataków z powietrza na życie codzienne.
Teraz jest inaczej. Mer Kijowa apeluje do mieszkańców, by wyjeżdżali ze stolicy. Niektórzy nie mają wody, prądu czy ogrzewania od tygodni, a teraz słyszą, że nie będą mieć aż do wiosny. Na wyjątkowo intensywne ostrzały agresora nakłada się też wyjątkowo sroga zima. Kijowianie czasem nawet, żeby skorzystać z toalety, muszą iść do centrum handlowego. W domach ogrzewają się kołdrami, świeczkami, biokominkami czy specjalnymi termicznymi zasłonami, a i tak temperatura waha się w okolicach 10-13 stopni, i to w najlepszym razie. Ci, którzy mają karnety na siłownie, właśnie tam idą się umyć. Sytuacja jest dramatyczna. W tej sytuacji dobre chęci Tiny Karol nie wszystkich przekonały. Piosenkarka musiała się zmierzyć z falą krytyki ze strony swoich fanów w internecie. „Żartujesz sobie?! Powiedz to żołnierzom! Oczywiście, kiedy masz dużo pieniędzy, możesz wyjechać do ciepłego kraju i wywieźć tam swojego synka” – większość komentarzy była utrzymana w takim właśnie duchu. Dla wielu Kijowian, żyjących w nieogrzewanych mieszkaniach bez prądu i wody, bajecznie bogata celebrytka, śpiewająca w pierwszej osobie o tego rodzaju trudnościach, jest, najdelikatniej rzecz ujmując, niezbyt autentyczna. Pojawiły się również sugestie, że Tina Karol zaśpiewała i opublikowała krzepiącą serca piosenkę na zlecenie ukraińskich władz. Nie od dziś wiadomo, że piosenkarka ma dobre relacje zarówno z prezydentem, jak i z pierwszą damą. Niektórzy zatem podejrzewają, że nagranie jest elementem rządowej propagandy.
Tego rodzaju reakcje wiele mówią o aktualnych nastrojach przynajmniej pewnej części ukraińskiego społeczeństwa. Z jednej strony, powszechna jest nad Dnieprem świadomość, że winę za sytuację ponosi Rosja. Z drugiej strony, po czterech latach bombardowań frustracja rośnie. Rośnie również złość, którą łatwiej wyładować na swoich, niż na nieosiągalnym wrogu. Szczególnie dotyczy to cywilów. Z trzeciej strony, narasta także zniecierpliwienie. Winna jest Rosja, ale za bezpieczeństwo (również energetyczne) obywateli odpowiada w dużej mierze władza. Ukraińcy oczekują od rządzących, że będą skuteczniej niż dotychczas minimalizować skutki rosyjskich nalotów. Ponadto, zrozumiałe może być zniecierpliwienie polityką informacyjną władz państwowych. Ludzie mogą mieć dość wojennej cenzury. Mogą mieć dość urzędowego optymizmu, który w pewnym momencie przestaje krzepić serca, zaczyna zaś irytować z uwagi na to, że w życiu codziennym coraz mniej dla takiego optymizmu jest realnych powodów.
Tina Karol najpierw oburzyła się na negatywne komentarze, nazywając krytyków „botami”. Zapewniła też, że sama zmaga się z podobnymi problemami co większość mieszkańców Kijowa, że musiała zainwestować w agregat prądotwórczy. To akurat wywołało dość zrozumiałe kpiny – kogo jak kogo, ale Tinę Karol na to stać… Następnie jednak piosenkarka nagrała wideo z przeprosinami. Tutaj też krytycy znaleźli powód do pretensji. Karol na nagraniu ubrana była w ciepły sweter, co uznano za pozę, mającą przekonać odbiorców, że celebrytka cierpi tak samo, jak oni.
W tym wszystkim wydaje się jednak, że Tina Karol zderzyła się z hejtem niezasłużenie. Tak, jest bajecznie bogatą celebrytką. Ale nie, nie ukradła tych pieniędzy (jak wielu skorumpowanych urzędników czy polityków), tylko je zarobiła, bawiąc swoją muzyką miliony Ukraińców. I miliony Rosjan, dla których przecież przestała śpiewać po 24 lutego 2022 r. Może i niepotrzebnie udaje, że ma takie same problemy jak większość jej rodaków. Ale trudno mieć do niej pretensje o to, że zaśpiewała ku pokrzepieniu serc. Albo raczej: ku rozgrzaniu serc. Bo przecież nawet jeśli dostała za to pieniądze (na co nie ma żadnych dowodów), to cóż tego? Jest piosenkarką, zarabia na śpiewaniu, a w tym wypadku cel – z założenia – był szczytny. Trudno więc ten hejt zrozumieć z racjonalnego punktu widzenia. Po co krytykować kogoś, kto dodaje otuchy?!
Problem jednak w tym, że wymądrzam się na ten temat, siedząc przy biurku w ogrzewanym mieszkaniu, z dostępem do prądu i ogrzewania. Nie jestem w stanie poczuć tej samej frustracji i złości, jaką czują mieszkańcy Kijowa. Po czterech latach życia pod bombami można mieć wszystkiego serdecznie dosyć… ©℗
Maciej Pieczyński
Dr Maciej Pieczyński to rusycysta, ukrainista i literaturoznawca, wykładowca Uniwersytetu Szczecińskiego oraz publicysta.