Sobota, 28 marca 2026 r. 
REKLAMA

Ukraińcy wolą rosyjski

Data publikacji: 2026-03-28 10:28
Ostatnia aktualizacja: 2026-03-28 10:28

Po czterech latach wojny pod wieloma względami budzimy się w zupełnie innej rzeczywistości niż ta, którą pamiętamy z lutego 2022 r. Gdyby tuż po inwazji rosyjskiej ktoś nam powiedział, jak rozwinie się sytuacja, i jak wyewoluują nastroje nad Dnieprem i nad Wisłą, trudno byłoby nam uwierzyć. 

Wybuch wojny sprawił, że przez kilka tygodni, a może nawet miesięcy, mogliśmy się łudzić, że oto relacje polsko-ukraińskie weszły na nowy, lepszy poziom. Bezprecedensowa pomoc Warszawy, równie bezprecedensowa solidarność większości polskiego społeczeństwa. Oczywiście, już wtedy naiwnością było sądzić, że Ukraińcy w ramach wdzięczności wyrzucą Banderę i Szuchewycza na śmietnik historii, zaś w Kijowie powstanie ul. Ludobójstwa wołyńskiego. Można było jednak mieć nadzieję na nowe otwarcie. Tymczasem cztery lata później w Polsce rosną nastroje antyukraińskie, a nawet prorosyjskie. Nastawienie do Ukrainy jest gorsze niż przed inwazją rosyjską. Od ogólnonarodowego współczucia do ofiary agresji przeszliśmy w stronę prawie ogólnonarodowej niechęci do pomagania tejże ofierze. I coraz częściej usprawiedliwiamy działania Rosji. Kijów mocno się postarał, aby do siebie zniechęcić. 

Ale nieoczekiwane zmiany widoczne są nie tylko w nastrojach nad Wisłą, ale i w nastrojach nad Dnieprem. Cztery lata temu wydawało się, że Ukraińcy konsekwentnie zerwali jakiekolwiek związki z Rosją. Język agresora właściwie zniknął z przestrzeni publicznej. A w ślad za nim - nazwy ulic czy pomniki, poświęcone rosyjskim czy sowieckim politykom czy pisarzom. Ukraińskie gwiazdy przestały śpiewać po rosyjsku. Mieszkańcy rosyjskojęzycznych regionów Ukrainy przechodzili na ukraiński w proteście przeciwko agresji. Ponadto, w pierwszych tygodniach agresji Ukraińcy masowo szli na ochotnika bronić swojego kraju. Dziś po tamtym patriotycznym uniesieniu niemal całkowicie zniknął ślad. To, co jeszcze powiedzmy dwa lata temu wydawało się kłamliwą narracją kremlowskiej propagandy, niestety staje się wiernym opisem rzeczywistości. Ukraińcy w coraz większym stopniu za swojego najważniejszego wroga uważają już nie tyle rosyjską armię, ile funkcjonariuszy Terenowych Centrów Rekrutacji, zajmujących się „busyfikacją”, czyli przymusową mobilizacją mężczyzn w wieku poborowym. 

Kwestia językowa jest tu szczególnie znacząca. Już nawet ukraińscy urzędnicy oficjalnie przyznają, że język agresora wraca do łask. Około 6-7 proc. Ukraińców, którzy po inwazji przeszli na ukraiński, wróciło do używania na co dzień języka rosyjskiego. To nie jest manipulacja kremlowskiej propagandy, tylko ocena Ołeny Iwanowskiej, rzeczniczki ds. ochrony języka państwowego. Pamiętać przy tym należy, że rosyjski był na południu i wschodzie kraju używany powszechnie. Przejście na ukraiński było więc zrozumiałą, ale jednak polityczną demonstracją. 

 Ale może przynajmniej ci, których rosyjskie bomby zmusiły do ucieczki z kraju i wyjazdu na Zachód, odcięli się od kultury agresora? Może ukraińscy uchodźcy przebywający w Polsce, do niedawna bodaj najbardziej „rusofobicznym” kraju Unii Europejskiej (może poza krajami bałtyckimi), zerwali z językiem rosyjskim? Bynajmniej. „Ukraińscy uczniowie w Polsce wybierają język rosyjski na egzaminach” - głosi nagłówek, opublikowanego dosłownie kilka dni temu, artykułu na łamach portalu agencji Unian. Ponownie trzeba podkreślić, że nie mamy tutaj do czynienia z kremlowską dezinformacją. Unian to jedno z poważniejszych mediów nad Dnieprem. Rzeczony artykuł nawiązywał do wywiadu, jakiego portalowi NV.ua udzielił niedawno językoznawca Paweł Lewczuk z Polskiej Akademii Nauk. W rozmowie tej Lewczuk oszacował, że w 2022 r. blisko 75 proc. ukraińskich ośmioklasistów w polskich szkołach na egzaminie kończącym podstawówkę jako język obcy wybrało rosyjski. I to pomimo iż do wyboru był również ukraiński. Lewczuk przekonuje, że zawiodła polityka informacyjna władz. W efekcie ukraińscy uczniowie nie wiedzieli dokładnie, jaki mają wybór. W efekcie masowo stawiali na rosyjski.

W rzeczywistości wytłumaczenie zdaje się dużo prostsze. Najzwyczajniej w świecie również żyjący w Polsce ukraińskie dzieci lepiej mówią po rosyjsku, niż po ukraińsku. Zwłaszcza, że w swej masie pochodzą z południowych czy wschodnich regionów kraju. Wojna nic tutaj nie zmieniła. „Rosyjskojęzyczny” w przypadku Ukrainy nie oznacza, rzecz jasna, automatycznie „prorosyjski”. Niemniej, powrót do języka rosyjskiego jest symptomatyczny. Emocje opadają. Ze zmiany stosunku Ukraińców do mowy agresora powinniśmy wyciągnąć w Polsce wnioski. Nie bądźmy bardziej ukraińscy niż Ukraińcy i nie potępiajmy w czambuł wszystkiego, co rosyjskie... Bądźmy antyrosyjscy w sensie politycznym. Ale już w sensie kulturowo-językowym - niekoniecznie. Traktujmy normalnie naukę języka rosyjskiego. I nie udawajmy, że język rosyjski jest dla Ukraińców językiem obcym...  ©℗

Maciej PIECZYŃSKI

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj