Wołodymyr Zełenski śpiewa noworoczną piosenkę w Moskwie, dla rosyjskiej publiczności. Na widowni zaś świetnie się bawi Władimir Sołowiow. Nie, to nie jest ani kiepski żart, ani political-fiction. To wspomnienie przeszłości. Właśnie tak wyglądał sylwester trzynaście lat temu. Zełenski, jeszcze jako popularny wśród rosyjskojęzycznych odbiorców komik i aktor, prowadził imprezę noworoczną, transmitowaną 1 stycznia 2013 r. przez państwową telewizję Rossija 1. Prowadził wspólnie z rosyjskim kolegą z branży – Maksimem Gałkinem, prywatnie mężem Ałły Pugaczowej, nawiasem mówiąc, o 27 lat młodszym od swojej małżonki.
Krótkie nagranie, na którym ukraiński komik śpiewa, a kremlowski propagandysta Sołowiow się bawi, podbija internet co roku o tej porze po wybuchu pełnoskalowej wojny. Ktoś, kto dobrze zna najnowszą historię relacji między Moskwą a Kijowem, nie powinien być tym filmikiem zszokowany. Zełenski to najbardziej znany, ale też jeden z bardzo wielu przypadków ukraińskich artystów i celebrytów, którzy przed wojną robili karierę w Moskwie. Na tej samej imprezie noworocznej występował również duet Potap i Nastia. Czyli Ołeksij Potapenko i Nastia Kamienskich. Prywatnie małżeństwo. Zawodowo – zespół muzyczny, wykonujący mieszankę popu, hip-hopu i R'n'B w amerykańskim stylu. Śpiewają i rapują po rosyjsku. Przez wiele lat byli niezwykle popularni zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji. Inny podobny przypadek to równie znana wokalistka popowa Tina Karol. W jej repertuarze znajdziemy więcej utworów po ukraińsku, niż u Potapa i Nastii, ale jednak w większości swoich hitów wokalistka śpiewa po rosyjsku. A jednocześnie występuje w ukraińskich musicalach, wykonuje ukraińskie kolędy i własne wersje ukraińskich pieśni ludowych. Łączy zatem kulturę popularną obu krajów. Trzeci podobny przypadek to słynny zespół 5nizza, grający akustyczne reggae i śpiewający głównie po rosyjsku, czasem też po ukraińsku.
Wszyscy ci wykonawcy podbijali sceny muzyczne obu krajów. Niezależnie od tego, który z języków jest im prywatnie bliższy, z marketingowego punktu widzenia można absolutnie zrozumieć wybór rosyjskiego. Rynek rosyjskojęzyczny jest ogromny. To prawdziwa żyła złota. Aneksja Krymu i agresja na Donbas nie zmieniła tego trendu. Nadal rosyjskojęzyczne gwiazdy występowały w Rosji, a nawet na anektowanym półwyspie. Nie oznaczało to wyboru politycznego. Oznaczało to, że hybrydowy etap wojny to jeszcze za mało, by zrezygnować z jednej strony z milionów rubli, z drugiej strony – z milionów wiernych słuchaczy po tamtej stronie granicy. Jednak już 24 lutego 2022 r. okazał się przełomem. Tina Karol wyjechała do Polski i ogłosiła, że nie będzie już śpiewać swoich piosenek po rosyjsku. Założyła też organizację, która ma za zadanie prostowanie kremlowskiej propagandy wojennej. Prostowanie w języku rosyjskim. Tutaj więc jej rosyjskojęzyczność okazała się przydatna dla Ukrainy. Nastia nagrała (napisaną przez Potapa) patriotyczną piosenkę „Ja – Ukrajina”, czyli „Jestem Ukrainą”. Piosenkę, co ważne, po ukraińsku. Najbardziej spektakularny zwrot zaliczył Serhij Babkin, gitarzysta 5nizzy. Tuż po inwazji nagrał cover „Sołdata”. „Sołdat”, czyli „Żołnierz”, to największy przebój w dziejach 5nizzy. Nagrany w 2003 r., był manifestem pacyfizmu. Tytułowy żołnierz mówił o sobie z gorzką ironią: „jestem bohaterem, pytanie tylko: jakiej powieści”. Więcej jest więc w nim fikcji literackiej (a może propagandowej?) niż prawdziwego heroizmu. Nie rozumiał, po co walczy. Wiedział tylko, że musi zabijać, żeby nie zginąć. W nowej wersji „Sołdat” jest patriotą, który ma pełną świadomość, że musi wziąć do ręki broń, żeby walczyć za ojczyznę. Manifest pacyfizmu zamienił się w manifest patriotyzmu. Jest bohaterem, „o którym napiszą powieści”. Prawdziwym bohaterem, bez żadnej ironii. Obrońcą swojego kraju.
Putin stracił Potapa i Nastię, Tinę Karol i 5nizzę. Wbrew pozorom to wiele. Sam fakt, że gwiazdy ukraińskiej sceny śpiewają po rosyjsku i występują w Rosji, mógł być poręcznym argumentem na rzecz rzekomej „jedności Rosjan i Ukraińców”. Skoro wolą rosyjski, to po co w ogóle Ukraina jako odrębne państwo?! Przecież mają tak naprawdę jedną i tę samą popkulturę! Niezależnie od swoich intencji, wykonawcy ci służyli jako żywe (i dźwięczne) dowody na to, że Ukraina kulturowo przynależy do „ruskiego miru”, więc wystarczy już tę przynależność potwierdzić politycznie. Jednak zrzucając bomby na głowy Ukraińców, Putin wybił z głów ukraińskim gwiazdom jakiekolwiek związki z Rosją. Kulturą już Moskwa Kijowa nie zdobędzie. A bomb może jednak nie wystarczyć. ©℗
Maciej PIECZYŃSKI
Dr Maciej Pieczyński to rusycysta, ukrainista i literaturoznawca, wykładowca Uniwersytetu Szczecińskiego oraz publicysta.