wtorek, 24 listopada 2020r.

Wystarczy nie szkodzić...

Codziennie na falach radia i TV słyszymy nieustanną wyliczankę „pandemiczną”: ilu przybyło zakażonych, ilu na kwarantannie, ilu zmarło na COVID-19 (w tym ilu miało poważne choroby, jak rak czy cukrzyca), a potem – jako nutkę optymizmu – ilu ozdrowiało.

Najwięcej obaw, wręcz paniki, w pierwszych miesiącach po ogłoszeniu stanu pandemii budziła szeroko kolportowana wieść, że nosiciele wirusa SARS-CoV-2 wywołującego COVID-19 zakażają, zanim jeszcze u nich samych pojawią się objawy choroby (WHO potem temu zaprzeczyło). Nieco później dodano, że od 80 do 90 proc. zainfekowanych nigdy na COVID-19 nie zapada… Należałoby się raczej dziwić, że robi się coraz więcej badań testowych nacelowanych na wykrycie podstępnego wirusa u ludzi… zdrowych, niezdradzających żadnych objawów choroby. Ta gorliwość jest sowicie nagradzana. I lada dzień zapewne uzyska status bezkarności.

Testów wciąż przybywa, a ustalana na podstawie takiego kryterium liczba „zakażonych” rośnie. Rzecz w tym, iż w tym samym komunikacie, w którymś z kolejnych zdań owi „zakażeni” określani są już mianem „chorych”, tyle że „bezobjawowo”. Ta swoista poetyka urzędników informujących o pandemii mogła śmieszyć tylko przez chwilę, natomiast rygory narzucone ludności wielu krajów świata okazują się po ponad pół roku tyleż uciążliwe, co nieskuteczne…

Jesteśmy świadkami osobliwego przełomu w medycynie. Dotąd choroby diagnozowano po objawach. Teraz stworzono w skali świata precedens druzgocący tę zasadę. Tu bowiem decyduje test PCR, urządzenie do replikowania materiału genetycznego, którego pomysłodawca Kary Mullis (biochemik z USA, noblista) sam stwierdził, że metoda nie nadaje się do celów diagnostycznych, jedynie do badań laboratoryjnych(!). Dziś potwierdza to wielu wybitnych specjalistów, np. prof. Maria Majewska, mówiąc: testy są zawodne w 90 proc., gdyż często pokazują fałszywe – pozytywne lub negatywne wyniki. Pora wrócić do normalności: chorych leczyć, bo już wiemy jak, a zdrowym pozwolić żyć normalnie.

Czy ktoś z decydentów się z nią konsultował? Czy społeczeństwo miało szansę poznać wszystkie argumenty przeciwników eskalacji powszechnych restrykcji?

Dziś, gdy wisi nad nami ustawa zapewniająca bezkarność medykom i urzędnikom, którzy w pościgu za wirusem (grypopodobnym!) narażą na szwank ludzkie zdrowie i życie, sytuacja staje się poważna. Czy ściganie określonego zarazka jest dla medycyny ważniejsze niż odwieczna misja leczenia chorych ludzi?

Dziś test PCR – wszak zawodny w 90 proc.! – a zatem na przekór zdrowemu rozsądkowi – stał się narzędziem ucisku społeczeństw większości krajów świata, bo rozstrzyga, kto jest groźnym źródłem zakażenia. Z chwalebnymi wyjątkami Szwecji, Białorusi i innych krajów, w których zwyciężyła odwieczna zasada „primum non nocere”. Teraz nasi posłowie w Sejmie, głosując nad projektem aktu, który tę zasadę uchyla, przesądzą o losie Polaków na miesiące, a może i lata. ©℗

Janusz ŁAWRYNOWICZ

Komentarze

Łukaszenka: Duda sfałszował wyniki wyborów w Polsce.
2020-10-30 09:40:56
Alaksandr Łukaszenka oświadczył w czwartek, że jego zdaniem prezydent Polski Andrzej Duda zwyciężył w wyborach dzięki sfałszowaniu ich wyników.
dino
2020-10-28 17:54:46
Panie Autorze, przyjmijmy że "testy są wadliwe, niepewne i robione głównie zdrowym" - a ci co przepełnili szpitale to oni też zdrowi? A ci co się nimi opiekują to "zarazka ścigają", czy jednak ciężko chorych ludzi leczą? Jakby Pan nie wiedział, to testowanie wymyślono by ograniczać, na ile się da, lawinowe rozprzestrzenianie zarazy skutkujące całkowitym paraliżem przeciążonej służby zdrowia. Jak paraliż służby zdrowia wygląda, pewnie - również dzięki takim jak Pan "sceptykom"! - pewnie niedługo się przekonamy.

Dodaj komentarz

HEJT STOP


Tylko teraz -50% na prenumertę eKuriera. KUP TERAZ