Pani Sabina Ostrowska 13 kwietnia obchodziła wyjątkowy jubileusz – setne urodziny. Z tej okazji w gronie najbliższych odbyło się rodzinne spotkanie, podczas którego nie zabrakło tortu ze świeczkami, wspólnego śpiewania „200 lat” oraz wielu wzruszeń. Wśród życzeń znalazły się również listy gratulacyjne od premiera Donalda Tuska i prezydenta Szczecina Piotra Krzystka.
Jubilatka urodziła się 13 kwietnia 1926 roku na Wileńszczyźnie. Jak sama wspomina, jej młodość przypadła na bardzo trudne czasy.
- Przeżyłam ciężkie życie, okupację, wojnę, ale człowiek jakoś szedł do przodu – mówi pani Sabina.
Po wojnie, w 1946 roku, wraz z rodziną wyruszyła w nieznane, na tzw. ziemie odzyskane.
- Wyjechałam pierwszego stycznia, był wielki mróz. Jechaliśmy w nieznane, w wagonach – połowa ludzi, połowa tobołów – wspomina.
Podróż była długa i niełatwa.
- Pociąg co jakiś czas stawał, ktoś przychodził i mówił: „Dawaj pieniądze na remont, bo dalej nie pojedziemy”. I tak jechaliśmy krok po kroku – opowiada.
Rodzina początkowo trafiła do różnych miejsc, by ostatecznie osiedlić się na Pomorzu Zachodnim.
- Trzeba było zaczynać od nowa. Ojca nie było, nie wiedzieliśmy, co się z nim stało – wspomina pani Sabina.
Jej ojciec został wcześniej aresztowany i wywieziony, a następnie przeszedł szlak przez Związek Radziecki, Iran i Bliski Wschód wraz z armią Andersa. Do rodziny wrócił dopiero w 1948 roku.
- Jak wrócił, to był już inny człowiek. Musieliśmy się na nowo poznawać – wspomina jubilatka.
Mimo trudnych doświadczeń pani Sabina kontynuowała naukę. Zdała maturę, a następnie rozpoczęła studia na Akademii Medycznej w Szczecinie.©℗
(dg)