„Mamy dość! Stop cierpieniu zwierząt w Polsce” — to hasło protestu, który odbył się dziś na Jasnych Błoniach. Równocześnie podobne akcje zorganizowano w innych dużych miastach Polski. Ich uczestnicy protestowali przeciwko potwornym praktykom, jakim każdego dnia poddawane są zwierzęta w naszym kraju.
Organizatorzy protestu oraz uczestnicy sprzeciwiają się bezdomności zwierząt, brakowi powszechnej sterylizacji, nieudolności samorządów w zapobieganiu bezdomności psów i kotów, a przede wszystkim — ogromnemu cierpieniu zadawanemu codziennie zwierzętom.
— Zwierzęta trafiają do schronisk, w których umierają zamiast znajdować pomoc. Rodzą się kolejne psy i koty, których nikt nie chce, a właściciele pozostają bezkarni. Sprawcy okrucieństwa nie idą do więzienia. Gminy nie zapobiegają bezdomności zwierząt. I to wszystko dzieje się przy pełnej świadomości państwa — uważają organizatorzy.
Podczas pikiety uczestniczki i uczestnicy podkreślali nieudolność władz, niechęć urzędników, ich lenistwo, brak empatii i zrozumienia sytuacji, w jakiej znajdują się zwierzęta w Polsce.
Kilka osób niosło transparenty z napisami: „Najpierw krzywdzi zwierzę, potem zabija kobietę”, „Stop przemocy myśliwych”, „Zaostrzenie kar dla oprawców” i wiele innych. Niektórzy mieli ze sobą zdjęcia tragicznie zmarłego posła Łukasza Litewki, który znany był z zaangażowania w walkę o prawa zwierząt.
Frekwencja, choć początkowo niewielka, z każdą minutą rosła. Spacerujący po Jasnych Błoniach ludzie podchodzili zainteresowani wydarzeniem. Wielu przyszło jednak dlatego, że chce realnej zmiany. Tak jak pani Magda i pan Michał, którzy za największą patologię uważają hodowle zwierząt.
— Mamy dość okrucieństwa wobec zwierząt i bezczynności organów państwa w tej kwestii. Teoretycznie istnieją przepisy zabraniające okrucieństwa wobec zwierząt, ale są one słabo egzekwowane. Poza tym są niedoskonałe, więc mamy tego dość i chcemy wyrazić swój sprzeciw. Szkoda, że jest tutaj trochę mało ludzi, bo ten głos słabo wybrzmiewa w społeczeństwie, ale czas chyba już na zmianę.
Zdaniem rozmówczyni zła sytuacja zwierząt w Polsce wynika zarówno ze złego prawa, jak i z mentalności ludzi.
— Niestety jedno pewnie wpływa na drugie. Problem jest bardzo szeroki, bo to nie tylko bezdomność zwierząt. Mnie na przykład leży na sercu sprawa hodowli. To chyba największa patologia naszych czasów, która bardzo źle świadczy o ludzkości. Oczywiście bezdomność to również bardzo istotny problem, ale ogólny stosunek człowieka do zwierząt budzi mój ogromny sprzeciw — mówi pani Magda.
— Teraz wszystko odbywa się pod płaszczykiem niby cywilizowanej formy hodowli. Teoretycznie wszystko wygląda prawidłowo, ale w rzeczywistości dzieje się dramat. Jest to zalegalizowane, więc wydaje się, że wszystko jest w porządku, a tak naprawdę nie jest. Zwierzęta w takich warunkach również cierpią — tłumaczy pan Michał.
Organizatorzy protestu — Fundacja Karuna – Ludzie dla Zwierząt oraz Koalicja Kastrujemy Bezdomność — domagają się: powszechnej, dobrowolnej, dostępnej i bezpłatnej kastracji oraz sterylizacji, obowiązkowego czipowania wszystkich psów i kotów z wykorzystaniem istniejących od 25 lat baz danych, realnej reformy schronisk i zakończenia patologii, uregulowania hodowli zwierząt, zaostrzenia kar i ich faktycznego egzekwowania, a także uwolnienia psów i kotów z łańcuchów, linek i sznurków.
Wydarzeniu towarzyszył Mobilny Punkt Znakowania Zwierząt.
— Od czterech lat prowadzimy „czipobus”, który jeździ po różnych miejscach w Polsce i bezpłatnie znakuje zwierzęta. Dzięki temu wiele osób może zabezpieczyć swoje zwierzęta elektronicznie i zapewnić im identyfikację. Nadajemy zwierzęciu tożsamość dzięki czipowi i jego rejestracji, co sprawia, że w razie zaginięcia trafia ono bezpośrednio do właściciela, a nie do schroniska czy organizacji — tłumaczą przedstawiciele organizacji Safe Animal.
(aj)
Fot. Agata Jankowska