Niedziela, 31 sierpnia 2025 r. 
REKLAMA

Masz już problemy? To ci... dołożymy. Wyboista droga osoby niepełnosprawnej po kartę parkingową

Data publikacji: 31 sierpnia 2025 r. 18:25
Ostatnia aktualizacja: 31 sierpnia 2025 r. 18:25
Masz już problemy? To ci... dołożymy. Wyboista droga osoby niepełnosprawnej po kartę parkingową
Mało jest osób tak zdeterminowanych jak Jarek, by normalnie żyć i pracować. Ma już ponad 50 lat. Od urodzenia pokonuje miliony przeszkód. Dlatego nie może się pogodzić z tym, że nawet instytucje mające pomagać niepełnosprawnym, rzucają im kłody pod nogi.  

Jarosław Bzowy z Nowogardu od urodzenia boryka się z porażeniem kończyn dolnych, rozszczepem kręgosłupa i innymi chorobami współistniejącymi. – Nie wyzdrowieję. Dlaczego zmusza się mnie do ciągłego udowadniania, że nie nastąpił cud? Dlaczego mam się ustawiać w kolejne kolejki do specjalistów, którzy to potwierdzą? I na dodatek blokować miejsce ludziom, którzy czekają miesiącami na diagnozę, leczenie, czy rezonans magnetyczny? Chcę tylko skorzystać z karty parkingowej. Co to za przywilej, jeżeli jestem w związku z tym upokarzany? – mówi.

„Dzięki karcie parkingowej możesz parkować na tak zwanych kopertach w Polsce i za granicą. Takie miejsca parkingowe zazwyczaj są blisko wejść do budynków, urzędów czy instytucji. Dodatkowo możesz parkować na nich bezpłatnie w niektórych miastach” – informuje oficjalny serwis Rzeczpospolitej Polskiej (gov.pl).

Żeby złożyć wniosek o kartę parkingową, niepełnosprawny z Nowogardu musi odwiedzić osobiście Powiatowy Zespół do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności w Goleniowie z kompletem dokumentów. Nie można tego zrobić przez pełnomocnika, ani w inny sposób. Jarosław samochodu nie prowadzi, kierowcą jest jego żona. Dwie osoby muszą wziąć urlop w pracy.

– Mam orzeczenie o niepełnosprawności wydane przez ZUS, ale muszę ciągle udowadniać swój status, by otrzymać nową kartę parkingową. Czy naprawdę osoba z orzeczeniem o trwałej, widocznej niepełnosprawności powinna za każdym razem przechodzić przez absurdalne procedury i ponownie potwierdzać coś, co zostało już raz oficjalnie stwierdzone przez lekarzy-specjalistów na komisji lekarskiej? – denerwuje się J. Bzowy. – To skandal i rażący przejaw biurokratycznego bezsensu, który niszczy godność i ogranicza codzienne życie ludzi z niepełnosprawnościami.

Gov.pl informuje, że kartę parkingową może uzyskać każdy, kto ma: stwierdzone znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się, wskazanie w orzeczeniu o niepełnosprawności, o stopniu niepełnosprawności lub o wskazaniach do ulg i uprawnień do wydania karty parkingowej.

Jarek Bzowy urodził się z poszerzonymi komorami mózgowymi, rozszczepem kręgosłupa oraz przepukliną. Od początku lekarze nie dawali mu szans, że kiedykolwiek będzie normalnie żyć wśród osób zdrowych, były obawy, czy w ogóle będzie żyć. Rodzice podjęli trudną decyzję o leczeniu synka, która się wiązała z narażeniem małego dziecka na żmudne, bolesne terapie, pobyty w szpitalach, cierpienie... Przeszedł 13 ciężkich operacji. Dziecko cierpiało, cierpieli rodzice. Było dużo nieprzespanych nocy, łez, ale i nadziei, że koszmar się skończy. Przecież musi się skończyć. Chłopczyk był bardzo dzielny. Nie brakowało mu wytrwałości i chęci życia. Lata rehabilitacji, czyli bardzo ciężkiej pracy, sprawiły, że skończył studia, dziś pracuje w nowogardzkim szpitalu, a po godzinach robi to, co lubi najbardziej – pisze teksty do „Kuriera Szczecińskiego”.

Po Nowogardzie porusza się na ogół specjalnym trójkołowym rowerem, inaczej jest mu bardzo ciężko, chodzi o kulach. Nie tylko w Nowogardzie nie ma sprawniejszego dziennikarza do przeprowadzania sond ulicznych. Z równą skutecznością znajdzie rozmówców w każdym dowolnie wskazanym mieście. I... trudno przed nim uciec. A ludzie zwykle w takich sytuacjach uciekają... – W Nowogardzie, gdzie mnie znają, czasem słyszę, jak się ostrzegają: – Uważaj! Bzowy jedzie! Będzie łapał do sondy – uśmiecha się Jarek. – To są zabawne sytuacje.

Są zabawne, dają satysfakcję, ale dla Jarka oznaczają także pokonanie własnych ograniczeń. Ma problemy nie tylko z narządem ruchu, ciężko mu też oddychać: – Udowadniam sobie, że wiele mogę, że ciało mnie nie powstrzyma.

– Rower się psuje i ulega uszkodzeniom, miał już pękniętą ramę. Boję się, że się rozpadnie. Nowy rower tego typu to wydatek 5000–8000 złotych. Pracuję, ale nie stać mnie na tak kosztowny wydatek. Ubezpieczyłem mieszkanie razem z rowerem, zanim pękła rama. Niestety, ubezpieczyciel poinformował mnie, że odszkodowanie by się należało, gdyby z rowerem coś się stało w domu. Gdybym w domu jeździł...? Płakać się chce. Dzięki bezinteresownej pomocy panów Karola i Staszka z serwisów w Nowogardzie udało się rower pospawać. Jestem im bardzo wdzięczny, ale tylko patrzeć, aż znów się rozpadnie – opowiada Jarek Bzowy. – Szansa na dofinansowanie zakupu? Można zapomnieć. Pracuję, więc będę zbierał na nowy rower. Bardzo długo.

Wydatki, które musi ponosić osoba w takim stanie jak Jarek, konieczne w codziennym życiu, to naprawdę wysokie kwoty. Jak jeszcze oszczędzać? Pracuje, płaci podatki, stara się zadbać o siebie i rodzinę. Co ma robić w trudnej sytuacji. Płakać? Zdarza się, w ukryciu, ale to nie rozwiązuje niczego, ani nie przynosi ulgi. Prosić o pomoc? Założyć zbiórkę na zrzutce?

– Mam jeden główny problem. Nie lubię być zależny od kogokolwiek, zaprzątać komuś głowy swoimi troskami. Zawsze chciałem sam sobie radzić z życiem, a gdy już muszę się na kogoś zdać, jest to dla mnie bardzo trudne – mówi. – Czy ja naprawdę tak wiele chcę? Sprawny rower? Kartę parkingową? Pojawiłem się w goleniowskim starostwie z dokumentami poświadczającymi niepełnosprawność, a tam kazano mi donieść nowe do 4 września. Czyli mam się ustawić w kolejki do lekarzy specjalistów na konsultację, zrobić badania typu rezonans – to kwestia czasami tygodni, a czasem kilkunastu miesięcy. Mam iść prywatnie? Jaki jest sens, gdy mam już stwierdzone inwalidztwo przez właśnie takich lekarzy specjalistów? Karta parkingowa dla osób niepełnosprawnych to nie tylko narzędzie ułatwiające życie – to także symbol wsparcia i zrozumienia. Niestety, dla wielu osób oznacza to konieczność ciągłego udowadniania swojej niepełnosprawności, mimo posiadania oficjalnych dokumentów podpisanych przez uznanych lekarzy z klinik i szpitali w Zachodniopomorskiem i nie tylko.  

Od wieku młodzieńczego Jarek posiada orzeczenie o bezterminowym stopniu niepełnosprawności, wydane przez ZUS w Szczecinie.

- Orzeczenie o niepełnosprawności nie jest dla mnie formą nobilitacji, ale szczerym powodem do smutku, nawet bywa, że dyshonoru. Ale skoro los mnie nie oszczędził, gdy się rodziłem, to muszę się z tym pogodzić i to akceptować. Od kiedy wprowadzono wymóg odnowienia karty w czasie i po pandemii, postanowiłem złożyć ponownie dokumenty w powiatowym zespole – opowiada. – Traktowałem to jako formalność, bo przecież moja niepełnosprawność nie zniknęła i jest bardzo widoczna nawet dla osób mających poważny kłopot ze wzrokiem. Nie jest to kwestia, którą można wyleczyć. Największą barierą dla osób niepełnosprawnych nie są te szeroko omawiane schody – ale postawy innych ludzi. To skandaliczne, że przepisy i ustawowe wymogi tak często utrudniają życie ludziom, którzy najbardziej potrzebują wsparcia. Jestem chory na nieuleczalną chorobę, której towarzyszą poważne reakcje, zwłaszcza urologiczne, które często są dla mnie upokarzające. Czy mój stan zdrowia się zmieni, czy może ja rokuję na wyzdrowienie? Oczywiście, że nie! Kolejki do lekarzy specjalistów na konsultacje, badania typu rezonans to kwestia kilkunastu miesięcy, tygodni, dlatego pytam jeszcze raz, jaki jest tego sens, gdy mam stwierdzone inwalidztwo przez właśnie owych lek. specjalistów. Nie stawię się na kolejną komisję, mój status jest potwierdzony przez ZUS - denerwuje się Jarek.

* * *

Dobrze, że się znajduje dla niepełnosprawnych lepsze... słowa. Zaleca się mówienie zamiast „niepełnosprawny” – „osoba z niepełnosprawnościami”. W oficjalnych dokumentach znajdziemy tylko takie określenia. W zamyśle twórców tej zmiany ma ona zwrócić uwagę na osobę, a nie jej niepełnosprawność. Nadać podmiotowość. Najpierw osoba, potem niepełnosprawności. Została zatem podmiotowość nadana. Co nie przeszkadza w rzucaniu kamieni pod nogi osoby z niepełnosprawnościami, przemieleniu jej przez biurokratyczne tryby, przeczołganiu przez urzędników (zmuszonych przepisami wymyślonymi przez innych urzędników) i sprawieniu, że osoba z niepełnosprawnościami poczuje się nikim. Osobą nikim. ©℗

Sylwia Dudek

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Mają kary
2025-08-31 20:41:02
Na syna ma ojciec, syn na ojca i tak się korzysta.
@System
2025-08-31 20:17:56
Odnoszę podobne wrażenie - czasem widzę bardzo młodych ludzi - może 25 lat którzy korzystają z kart parkingowych, bogaci "niepełnosprawni" opisywani przez ciebie to jak myślę część tego samego problemu...
System
2025-08-31 19:08:20
Może To jest skutek wydawania kart parkingowych dla testosteronowych karków i kobiet na wysokich szpilkach które wysiadają z drogich samochodów i z szyderczym uśmiechem kładą na podszybiu kartę parkingową zabierając miejsce dla prawdziwych inwalidów

Dodaj komentarz

HEJT STOP
0 / 500


REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA