Drugi kolejny mecz z zespołem z dołu tabeli Portowcy przegrali wysoko i w fatalnym stylu, przerywając świetną serię ligowych pojedynków z Widzewem, czyli sześciu zwycięstw, dziewięciu bojów bez porażki i czternastu zawodów z co najmniej jednym trafieniem, a dla Łodzian był to dopiero pierwszy w tym sezonie triumf na własnym stadionie. O klęsce Dumy Pomorza przesądziły błędy w obronie oraz indolencja w ataku.
Piłkarska PKO BP Ekstraklasa: WIDZEW Łódź - POGOŃ Szczecin 3:0 (1:0); 1:0 Karol Świderski (33), 2:0 Steve Kapuadi (63), 3:0 Przemysław Wiśniewski (80).
WIDZEW: Bartłomiej Drągowski - Jusuf Gazibegović, Ricardo Visus (76 Przemysław Wiśniewski), Steve Kapuadi, Christopher Cheng - Karol Świderski, Giannis Papanikolaou (46 Lindon Selahi), Fran Alvarez, Juljan Shehu (83 Emil Kornvig), Darian Males (64 Stipe Biuk) - Sebastian Bergier (64 Ioan Vermeșan)
POGOŃ: Níkos Botis - Kellyn Acosta (73 Hussein Ali), Dimitris Keramitsis, Attila Szalai, Lukas Willen - Patryk Dziczek, Jan Biegański (46 Rajmund Molnar) - Darko Czurlinow (87 Natan Ława), Maciej Wojciechowski, Paul Mukairu (86 Jacek Czapliński) - Jordi Sanchez (86 Filip Czuić)
Żółta kartka: Dziczek. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom). Widzów: 16 010, w tym spora grupa szczecińskich szalikowców.
Na trudnym łódzkim boisku - na środku zmrożonym, po bokach rozmiękłym - piłkarze często się ślizgali, a już w 11. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Males, zaś po chwili Świderski strzelił nad poprzeczką. Pierwszy celny strzał dla Pogoni oddał w 28. minucie Sanchez - który w przeszłości dwa sezony spędził w Widzewie, w 60 spotkaniach zdobywając 14 bramek - ale uderzenie z bliska i ostrego kąta, sytuacyjnie nogami obronił Drągowski, lecz nie wiadomo, czy ewentualny gol byłby uznany, gdyż akcja toczyła się na pograniczu spalonego. Miejscowi otwarli wynik pięć minut później po indywidualnej akcji Świderskiego i błędzie Willena, poprawnie grającego na środku obrony, lecz beznadziejnie na jej lewej stronie. Słabo spisał się w tej sytuacji bramkarz Botis, który położył się przed rykoszetem od Belga, a Grek musiał wystąpić z konieczności, bo Valentin Cojocaru pauzował za czerwoną kartkę, zaś Kevin Dąbrowski zachorował (na ławce rezerwowych golkiperem był junior Alex Pesković, który w środę zagrał w reprezentacji Słowacji do lat 18 w zremisowanym spotkaniu towarzyskim z Węgrami 2:2 i wystąpił do przerwy nie wpuszczając gola).
Druga połowa rozpoczęła się od gola po dobitce z bliska Malesa, co działo się w 47. minucie, ale Łodzianin był na wyraźnym spalonym. Po czterech minutach w tzw. stuprocentowej sytuacji był Bergier, ale strzelił nad poprzeczką. Trzy minuty później płaskie podanie lub strzał oddał Czurlinow, który latem w końcówce okienka transferowego wybrał Pogoń kosztem Widzewa, lecz w akcją włączył się będący na spalonym Sanchez... Oprócz tej akcji reprezentant Macedonii Północnej był mało widoczny. Po godzinie gry patriotycznie nastawieni kibice z Łodzi i Szczecina, wykonali na stojąco a cappella wszystkie zwrotki polskiego hymnu! W 63. minucie przy biernej postawie defensywy z grodu Gryfa, Visus strzelił głową w poprzeczkę, ale dobitka główką Kapuadiego ugrzęzła już w siatce. Po siedmiu minutach Shehu w świetnej pozycji główkował nad poprzeczką. W 75. minucie groźnie dośrodkował Ali, lecz skończyło się jedynie kornerem, a po jego wykonaniu Sanchez główkował obok słupka. Pięć minut później po rzucie rożnym Wiśniewski głową ustalił końcowy rezultat, ale bramka nie powinna być uznana, bo korner się nie należał, gdyż wcześniej faulowany był Dziczek, a ponadto przy strzale na pozycji spalonej był Alvarez, absorbujący próbującego wybić piłkę Willena. W 83. minucie Sanchez i Mukairu nie wykorzystali obiecującego kontrataku, a w odpowiedzi Alvarez główkował wprost w bramkarza przyjezdnych. W końcówce odmłodzona na ostatnie minuty Duma Pomorza zaatakowała, a najlepszą okazją na honorowego gola był zablokowany strzał Czaplińskiego.
Przed meczem dziennikarz Canalu+ Sport indagował trenera Dumy Pomorza, czy odejdzie do Dinama Zagrzeb, na co szkoleniowiec enigmatycznie i trochę nerwowo odparł, że to nie do niego pytania, więc być może nie zrozumiał dobrze telewizyjnego poligloty lub aluzyjnie dał do zrozumienia, iż wolałby prowadzić w europejskich pucharach klub z ciepłej Chorwacji, a pytać należy właściciela i prezesa Granatowo-Bordowych Alexa Haditaghiego, czy zgodzi się na wcześniejsze rozwiązanie kontraktu szkoleniowca... ©℗ (mij)
Szczegółowa relacja ze statystykami i wypowiedziami w poniedziałkowym "Kurierze" oraz w e-wydaniu