wtorek, 29 września 2020.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Z wojennego tygla na piłkarskie salony

Piłka nożna. Z wojennego tygla na piłkarskie salony

Piłka nożna. Z wojennego tygla na piłkarskie salony
Data publikacji: 2020-07-30 16:00
Ostatnia aktualizacja: 2020-07-31 13:02
Wywietleń: 782 467422

Ługańsk to 400-tysięczne ukraińskie miasto najbardziej oddalone na wschód i ze wszystkich większych metropolii, położone najbliżej granicy z Rosją. Pod względem wielkości podobne do Szczecina. To miasto, w którym urodził się słynny car tyczki Siergiej Bubka. Od kilku lat toczy się tam wojna.

W obwodzie ługańskim żyje mniej więcej połowa Ukraińców i Rosjan, stąd otwarty konflikt zbrojny między prorosyjskimi separatystami a ukraińskimi siłami rządowymi. Jeżeli świat w ostatnich latach słyszał o Ługańsku, to zawsze z uwagi na walki toczone w tym obwodzie. Sport i to na wysokim poziomie jednak nie umarł.

To nie tylko Ługańsk, ale też przede wszystkim milionowy przemysłowy Donieck i region Donbasu z całym Donieckim Zagłębiem Węglowym, ale też 450-tysięczny Mariupol położony nad morzem Czarnym z mocno zdemolowanym przemysłem stoczniowym należącym do okręgu donieckiego.

Ługańsk, Donieck i Mariupol to ukraińskie miasta położone na wschodzie kraju, bardzo mocno w ostatnich latach dotknięte przez wojnę, a mimo to funkcjonują tam kluby piłkarskie, które właśnie w ostatnich latach mają swój najlepszy czas w historii. To kluby, które pokazują się w Europie, liczą się w międzynarodowej rywalizacji.

Nigdy wcześniej kluby z tych miast nie były tak silne, tak mocne pod względem jakościowym, choć tak naprawdę nie mogą rozgrywać domowych meczów na własnych stadionach, ponoszą duże finansowe straty. Utrzymują się dzięki transferom, pieniądzom uzyskanym z gry w europejskich pucharach, wpływowym politykom i oddanym futbolowi biznesmenom.

Gościnnie 400 kilometrów od domu

Szczególnym przypadkiem jest Zoria Ługańsk, która swoje domowe mecze musi rozgrywać gościnnie w położonym 400 kilometrów od miasta Zaporożu, na przestarzałym stadionie mogącym pomieścić około 10 tysięcy widzów. W mieście, gdzie największą popularnością cieszy się piłka ręczna. Motor Zaporoże to klub regularnie grający w Lidze Mistrzów piłkarzy ręcznych, którego trenerem jest polski szkoleniowiec.

Zoria Ługańsk, nie zważając na wszelkie problemy spowodowane nie tylko trwającą od kilku lat wojną, ale też panującą pandemią, która wstrzymała rytm życia wielu osób na całym świecie, ale nie wstrzymała działań wojennych w tym regionie, osiągnęła swój historyczny sukces.

Liga ukraińska w europejskim rankingu plasuje się na dziesiątym miejscu (Polska zamyka trzecią dziesiątkę). Zoria uplasowała się w tej lidze na trzecim miejscu i dzięki wysokiemu rankingowi, jaki wypracował przez lata ukraiński futbol klubowy, Zoria w nowym sezonie zagra automatycznie w fazie grupowej Ligi Europy.

Zoria była nawet bardzo blisko wywalczenia tytułu wicemistrza Ukrainy. Jeszcze na jedną kolejkę przed zakończeniem sezonu wyprzedzała w tabeli Dynamo Kijów, ale w decydującym meczu przegrała 1:3 i spadła na trzecie miejsce – najwyższe w historii, ale pozostawiające jednak lekki niedosyt.

Blisko Ligi Mistrzów

Zajęcie drugiej lokaty wiąże się z udziałem w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Zoria była bardzo blisko osiągnięcia tego celu. Nikt w klubie nie pomyślał o porzuceniu sportowych marzeń w związku z kryzysem politycznym na wschodzie kraju i prowadzonymi regularnymi działaniami wojennymi. Wręcz przeciwnie, klub zdołał w tym trudnym czasie wejść na wyższy poziom.

Udział w fazie grupowej Ligi Europy to nie jest dla Zorii nic nowego. Klub po raz siódmy z rzędu zakwalifikował się do rozgrywek o europejskie puchary. W latach 2016 i 2017 grał w fazie grupowej, natomiast w ostatnich dwóch sezonach – 2018 i 2019 Zoria odpadała dopiero w ostatniej, czwartej rundzie kwalifikacji po przegranych z takimi drużynami jak RB Lipsk i Espanyol Barcelona. Były to porażki po wyrównujących dwumeczach.

Zoria jest klubem borykającym się z ogromnymi problemami natury egzystencjalnej, absolutnie od klubu niezależnymi, ale świetnie radzącym sobie również z promocją młodych piłkarzy. Dwa sezony temu klub sprzedał za 8,5 mln euro 20-letniego bramkarza Andrieja Lunina do Realu Madryt.

Za tak wysoką kwotę nie sprzedał swojego piłkarza żaden polski klub, a uczynił to klub z miasta, gdzie od ponad pięciu lat toczone są regularne działania wojenne, a prognozy piłkarskich ekspertów były takie, że w związku ze zbrojnym konfliktem futbol praktycznie przestanie tam funkcjonować. Mało, że funkcjonuje do dziś, to jeszcze świetnie się rozwija. W przeciwieństwie do polskich klubów.

13 mln euro z europejskich pucharów

Zoria w ciągu ostatnich czterech lat zarobiła na transferach około 10 mln euro, a 13 mln euro na grze w europejskich pucharach. Dla biednego klubu ukraińskiego to kosmiczne kwoty, natomiast dla znacznie bogatszych klubów polskich trzykrotny udział w fazie grupowej Ligi Europy i dwukrotny awans do czwartej rundy play-off to pod względem sportowym cel nie do zrealizowania. Absolutnie poza zasięgiem.

Mało tego, zdecydowana większość polskich klubów nie jest nawet zainteresowana uczestnictwem i rozpoczęciem jakiejkolwiek międzynarodowej rywalizacji. Pogoń Szczecin dysponująca przychodami w kwocie 10 mln euro w rywalizacji międzynarodowej nie bierze udziału już od 15 lat (Puchar Intertoto), natomiast w europejskich pucharach nie uczestniczyła prawie od 20 lat. Miasto z pieniędzy podatników buduje za to kompleks piłkarski za blisko 100 mln euro.

Zoria jest klasycznym, ale niejedynym z podwórka ukraińskiego przykładem na powtarzające się teorie, że tylko napływ gotówki może spowodować wzrost sportowego poziomu polskiej piłki klubowej. Fakty są takie, że im większe pieniądze pojawiają się w polskich klubach, tym te wyniki są na gorszym, coraz mocniej zawstydzającym poziomie. Pieniądze trzeba umieć jeszcze wydawać i z tym jest w polskich klubach poważny problem.

Kluby z Ukrainy, szczególnie te funkcjonujące we wschodniej części kraju pokazują, że sukces nie zawsze zależy od pieniędzy. Kolejnym klubem mocno dotkniętym przez działania wojenne na wschodzie Ukrainy jest FK Mariupol. W położonym nad Morzem Czarnym mieście powstała drużyna, która w dwóch ostatnich sezonach dostała się do kwalifikacji Ligi Europy.

Mariupol w trzeciej rundzie kwalifikacji

Mariupol oczywiście do fazy grupowej nie zakwalifikował się, ale dochodził do trzeciej rundy kwalifikacji, przegrywając po wyrównanych meczach z takimi zespołami jak Girondins Bordeaux i AZ Alkmaar. Wartość rynkowa piłkarzy grających w FK Mariupol wynosi poniżej 10 mln euro, czyli porównywalnie do Pogoni Szczecin, ale w szerokiej kadrze mamy tylko jednego piłkarza spoza Ukrainy.

Klub na transferach nie zarabia wcale, nie ma popytu na graczy z Mariupola, natomiast menedżerowie i agenci szerokim łukiem omijają tereny niebezpieczne dla normalnego funkcjonowania. Piłkarzy dobrych jest jednak sporo, świadczą o tym wyniki w Europie. Mariupol za udział w trzeciej rundzie dwóch ostatnich edycji Ligi Europy otrzymał łącznie ponad milion euro.

Zdecydowanie najbardziej znanym i sławnym klubem we wschodniej części Ukrainy dotkniętej działaniami wojennymi jest Szachtar Donieck. To jest bardzo ambitny europejski projekt nastawiony na najwyższy piłkarski poziom. To klub działający wielotorowo, na kilku płaszczyznach na bardzo wysokim poziomie organizacyjnym i sportowym.

Klubowi wieszczono szybki upadek z powodów politycznych, jednak nawet zburzenie pięknego stadionu wybudowanego z prywatnych pieniędzy właściciela klubu Rinata Achmetowa, najbogatszego biznesmena na Ukrainie, który mimo dużych problemów nie zaprzestał swojej działalności i finansowania klubu z ogromnymi aspiracjami.

100 mln euro z Ligi Mistrzów

Szachtar w trzech ostatnich sezonach zawsze grał w fazie grupowej Ligi Mistrzów i zawsze wychodził z grupy. Przez te trzy lata tylko na samej grze w europejskich pucharach zarobił blisko 100 mln euro. Do tego znakomicie sprzedawał swoich najlepszych piłkarzy i wciąż utrzymuje świetny europejski poziom.

Dwa lata temu klub dokonał rekordowego zewnętrznego transferu, sprzedając do Manchesteru United Brazylijczyka Freda za 60 mln euro. Brazylijscy piłkarze tego klubu w ostatnim pięcioleciu zasilali wiele najbogatszych klubów w Europie. Fernandinho został sprzedany do Manchesteru City za 40 mln euro, Douglas Costa odszedł do Bayernu Monachium za 30 mln euro.

Szachtar po raz kolejny został mistrzem Ukrainy, choć nie rozgrywa swoich spotkań ze zrozumiałych względów na swoim stadionie i po raz kolejny zagra w fazie grupowej Ligi Mistrzów i ponownie powalczy o wyjście z grupy. Od sześciu lat występuje gościnnie w Kijowie lub Charkowie.

Dziś Szachtar to piłkarski klub z TOP 15 Europy. W oficjalnym klubowym rankingu UEFA wyprzedzają go kluby jedynie z piłkarskich lig Europy TOP 5, gdzie pieniądze i możliwości są największe, nieporównywalne nawet z majątkiem pompowanym w doniecki klub przez tatarskiego biznesmena Rinata Achmetowa.

Tylko Legia jest wyżej

Zoria Ługańsk plasuje się w Europie w okolicach 100. miejsca, a FK Mariupol w okolicach 150. pozycji, a przecież nie są to najsilniejsze kluby na Ukrainie. Prócz wspomnianego Szachtara jest jeszcze Dynamo Kijów, które zajmuje w Europie 25. miejsce, a swój skład w ponad 50 procentach opiera na wychowankach.

Z polskich klubów lepsza od Zorii jest tylko Legia Warszawa, ale w przypadku braku awansu do fazy grupowej Ligi Europy zostanie przez klub z Ługańska wyprzedzona. Wciąż będzie jednak przed biednym Mariupolem, który do tegorocznych rozgrywek europejskich nie zakwalifikował się. Przegrał baraże z klubem z 1,5 - tysięcznej miejscowości.

Szachtar Donieck to wbrew pozorom nie jest klub budujący swoją siłę jedynie na dobrych Brazylijczykach, których w kadrze pierwszego zespołu jest aż trzynastu. To jest klub znakomicie pracujący z młodzieżą i coraz mocniej opierający skład na wychowankach.

W ubiegłym roku Ukraina została mistrzem świata do lat 20, a w składzie drużyny prym wiodło sześciu wychowanków klubu z miasta, gdzie toczy się regularna wojna, oraz jeden wychowanek FK Mariupol Danylo Sikan, który z czterema zdobytymi golami został wicekrólem strzelców za Erlingiem Haalandem.

Poziom ukraińskiego futbolu wzrasta i nie przeszkadza temu napięta sytuacja geopolityczna ani dość spore zubożenie społeczeństwa. Poziom ukraińskiego futbolu nie jest budowany drogimi lub wręcz luksusowymi atrybutami, jak piękne stadiony, nowoczesne akademie, choć przecież to też są ważne i wręcz niezbędne czynniki do budowania siły futbolu. Pasja, zaangażowanie i budowanie sukcesu sportowego to są te elementy, bez których największe pieniądze nikomu nie pomogą. ©℗ 

Wojciech PARADA

Komentarze

ck
Nie rozumiem tego kraju. Co to za kraj, co głośno krzyczy że Rosja okupuje Krym i nie uznaje tamtejszego referendum, a Krym uznaje za nadal Ukraiński. Jednocześnie Ukraina odcina tamtym mieszkańcom zasilanie w wodę poprzez zamknięcie kanału. To komu Ukraińcy odcinają wodę?. Rosjanom, czy obywatelom Ukrainy okupowanym przez Rosję?. Jak to kiedyś powiedział klasyk - "rząd się sam wyżywi", to i na Krymie rząd prorosyjski zapewni sobie wodę, a ucierpią zwykli mieszkańcy - no właśnie czyi mieszkańcy: obywatele Rosji czy Ukrainy? Wychodzi że to zbrodnia na własnym Narodzie.
2020-07-31 13:00:59

Dodaj komentarz

logo hejt stop
Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
17
na godz. 15:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Filmy

Skoki z komina Wiskordu

Nekrologi

kondolencje

Sonda

Czy wprowadzenie ulic z uspokojonym ruchem przy zachowaniu miejsc parkingowych w okolicach pl. Orła Białego w Szczecinie to dobre rozwiązanie?

 

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie