Po dobrym i emocjonującym spotkaniu, choć rozgrywanym w bardzo trudnych warunkach, bo na grząskim i podmokłym boisku, piłkarze ze Skolwina w dniu 74. rocznicy powstania swojego klubu, nieznacznie przegrali z II-ligowym liderem.
II liga piłkarska: ŚWIT Szczecin - UNIA Skierniewice 2:3 (2:2); 0:1 Mateusz Szmyd (4), 1:1 Maciej Koziara (10), 2:1 Krzysztof Ropski (29), 2:2 Igor Ławrynowicz (43), 2:3 Eryk Woliński (68).
ŚWIT: 26. Oskar Klon - 20. Damian Ciechanowski (74, 11. Kacper Nowak), 5. Jędrzej Góral, 4. Sebastian Rogala, 23. Szymon Nowicki, 7. Jakub Zawadzki (60, 22. Aleksander Woźniak) - 15. Kacper Wojdak - 8. Maciej Koziara (69, 13. Szymon Kapelusz), 80. Grzegorz Aftyka (69, 32. Robert Obst), 10. Dawid Kort (69, 14. Mikołaj Lebedyński), - 9. Krzysztof Ropski.
Unia: 12. Jakub Murawski - 18. Jan Mierzwa (73, 99. Igor Zyntek), 15. Eryk Woliński, 6. Damian Makuch, 3. Jonatan Straus, 21. Mateusz Szmyd (73, 7. Jakub Czarnecki) - 52. Damian Gąska (80, 23. Karol Turek), 19. Jan Kozdryk (46, 9. Kamil Sabiłło), 8. Igor Ławrynowicz, 10. Krzysztof Toporkiewicz - 11. Bartosz Bida (63, 20. Maksymilian Kosior).
Żółte kartki: Woźniak - Ławrynowicz, Mierzwa, Toporkiewicz, Sabiłło, Czarnecki. Sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk). Widzów 800.
Jeszcze na 45 minut przed sobotnimi porannymi zawodami trybuny były niemal puste, ale przed samym meczem prawie wszystkie krzesełka były zajęte, a sporo widzów oglądało pojedynek na stojąco i to nie tylko w strefie gastronomicznej. W sektorze gości była ponad 20-osobowa grupa fanów ze Skierniewic, a na głównej trybunie widzieliśmy też sporo osób w barwach łódzkiego Widzewa, które przyjechały na Skolwin na rozgrzewkę, przed popołudniowym ekstraklasowym bojem na Twardowskiego.
Mimo, że Świt rozpoczął spotkanie z dużym respektem do lidera, pięcioma obrońcami i defensywnym pomocnikiem, już w 4. minucie słonecznego widowiska spotkał gospodarzy zimny prysznic, bo stracili gola po strzale z kilkunastu metrów Szmyda. Wydarzenie to nie załamało na szczęście Szczecinian, lecz zmobilizowało ich do lepszej gry i przez blisko pół godziny oglądaliśmy prawdziwy koncert w wykonaniu ekipy ze Skolwina, który jednak kosztował ich sporo sił i po przerwie zaczęło ich brakować... W 5. minucie po rzucie rożnym, Ropski główkował w wewnętrzną część poprzeczki i wydawało się, że piłka mogła przekroczyć linię bramkową, ale arbiter odgwizdał wcześniejszy faul szczecińskiego napastnika w powietrznej walce. Pięć minut później doszło jednak do wyrównania, gdy Koziara strzelił z pola karnego w długi róg, przerzucając piłkę nad bramkarzem. W 17. minucie obroniony został strzał Korta, a zawodnik ten pięć minut później dośrodkował do Ropskiego, który z bliska uderzył tuż koło słupka i była to tzw. stuprocentowa okazja. Kolejna świetna sytuacja była po czterech minutach, gdy po podaniu Korta w sytuacji sam na sam znalazł się Góral i strzelił minimalnie obok bramki. Po chwili w obiecującej sytuacji był Ciechanowski, lecz został zablokowany i skończyło się na kornerze. W efekcie dużego naporu miejscowych, wreszcie w 29. minucie, po rzucie rożnym, Ropski z strzałem z bliska dał swej drużynie prowadzenie. Trzy minuty później wynik mógł jeszcze podwyższyć strzałem z ostrego kąta Rogala. Na ostatni kwadrans pierwszej połowy Świt cofnął się do defensywy i zemściło się to w 43 minucie, gdy Ławrynowicz strzałem z 12 metrów doprowadził do wyrównania.
Osiem minut po przerwie Szczecinianie mieli okazję do odzyskania prowadzenia, ale po kontrataku, Ropski z kąta w sytuacji sam na sam strzelił obok dalszego słupka, a później na długo zespół ze Skolwina został zamknięty na własnej połowie. Dwa razy sytuację ratował Klon, broniąc groźne strzały Krzysztofa Toporkiewicza, lecz wydawało się, że jest tylko kwestią czasu, kiedy lider obejmie prowadzenie. I rzeczywiście, w 68. minucie po rzucie rożnym, Woliński najpierw trafił w słupek, ale dobitka wylądowała już w siatce. Po stracie gola szczeciński szkoleniowiec dokonał trzech zmian i mecz się wyrównał, bo Skierniewiczanie cofnęli się do obrony, której Świt długo nie potrafił przełamać. Szanse na wyrównanie pojawiły się dopiero w końcówce, a najlepsza akcja miała miejsce w 90. minucie, gdy Woźniak dwukrotnie został zablokowany, zaś strzał z bliska bardzo aktywnego w ofensywie Obsta, bramkarz z najwyższym trudem wybił na korner. Szczecinianie reklamowali w tej akcji rzut karny, ale arbiter był innego zdania, a dodajmy, że wcześniej, w kontrowersyjnej sytuacji w szczecińskim polu karnym, też nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki. Gdy kończył się doliczony czas, okazję miał jeszcze wracający do gry po kontuzji Kapelusz, lecz został zablokowany i szczecińska inauguracja zakończyła się zwycięstwem gości, wśród których widzieliśmy byłego obrońcę Świtu Jonatana Strausa oraz grającego wcześniej w szczecińskiej Pogoni młodego skrzydłowego Jana Mierzwę.
- Grząskie boisko dało się nam mocno we znaki, a gra w takich warunkach spowodowała utratę sił - powiedział trener Świtu Tomasz Kafarski. - Być może gdybym pięć minut wcześniej zrobił potrójną zmianę, nie stracilibyśmy trzeciego gola... Mimo wszystko uważam, że remis byłby sprawiedliwszym rezultatem.
* * *
W przerwie meczu doszło do sympatycznej uroczystości, bo uhonorowano Świtowców Miesiąca, a nagrody skolwińskiej młodzieży wręczali prezes Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej Maciej Mateńko oraz dyrektor Akademii Świtu Tomasz Brzozowski. ©℗
(mij)