piątek, 13 grudnia 2019.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Miłośnik czeskich klimatów

Piłka nożna. Miłośnik czeskich klimatów

Piłka nożna. Miłośnik czeskich klimatów
Data publikacji: 2019-02-13 21:18
Ostatnia aktualizacja: 2019-02-13 21:18
Wywietleń: 985 375733

Rozmowa z piłkarzem Pogoni Szczecin Adamem Buksą, laureatem Plebiscytu Sportowego „Kuriera Szczecińskiego"

W jubileuszowym 65. Plebiscycie Sportowym naszej redakcji na najlepszych sportowców województwa w 2018 roku głosami Czytelników 5. miejsce zajął napastnik Pogoni Szczecin Adam Buksa, który w minionym roku strzelił rywalom portowców w ekstraklasie 10 goli (4 wiosną i 6 jesienią), a ponadto został po raz pierwszy powołany na zgrupowanie reprezentacji Polski seniorów. Podobają mu się czeskie klimaty, więc z okazji sylwestra trzy noce spędził wraz z grupą najbliższych przyjaciół w Pradze, a my umówiliśmy się na wywiad w szczecińskiej restauracji „Hospudka”.

– Udał się sylwestrowo-noworoczny wypad do stolicy naszych południowych sąsiadów?

– Przyznam szczerze, że uczucia miałem mieszane, bo z jednej strony było sporo atrakcji, ale z drugiej czułem się jak wyglądający na naiwniaka bogaty turysta, którego miejscowi chcą oskubać do ostatniej korony. Może dlatego odniosłem takie wrażenie, że bawiliśmy się w samym centrum Pragi w okolicach Vaclavskego Namesti.

– Trudno nam było umówić się na rozmowę, bo jak nie święta, to urlopowy wyjazd, później klubowe zgrupowania w Pogorzelicy i Turcji, a gdy już mieliśmy się spotkać, wypadły nagłe badania lekarskie, a ostatnio… testy. Zacznijmy więc od tego, bo to najbardziej interesuje kibiców: gdzie odbywały się te testy i jak wypadły?

– O testach powiedziałem trochę przekornie, wiedząc, jakie to wywoła skojarzenie, ale powiedziałem prawdę, nie dodając jednak, że testy nie miały piłkarskiego charakteru. Wspomniane testowanie wiązało się z tym, że jestem studentem II roku Wyższej Szkoły Zarządzania i Coachingu we Wrocławiu, a ta prywatna uczelnia chyba jako pierwsza w Polsce rozpoczęła kształcenie menedżerów i coachów sportowych ukierunkowanych integralnie na piłkę, zaś ja mógłbym się widzieć w przyszłości jako skaut, agent czy dyrektor sportowy. Wybór padł na Wrocław, dlatego że była to bodajże jedyna uczelnia z tej branży umożliwiająca studiowanie w systemie on-line. Niestety, chyba jednak wkrótce zrezygnuję z nauki, bo jest ona prowadzona w systemie zaocznym w weekendy, a ja wtedy mam mecze i trudno godzić edukację ze sportem. Nie biorąc udziału w zajęciach, niewiele bym z takiej nauki skorzystał. Myślę, że rozbrat ze studiami będzie jednak tylko chwilowy i jeszcze do nich powrócę.

– Czyli po zakończeniu wyczynowej kariery laureat naszego plebiscytu pozostanie przy sporcie?

– Tak wielu ludzi zakłada, wiedząc o kierunku moich studiów, ale to tylko jedna z możliwości. Nie wybiegam tak daleko myślami w przyszłość. Koncentruję się na najbliższym meczu. Zbyt dużo różnych celów czy marzeń może zaszkodzić. Ważne, że idę do góry, a potwierdzić to może choćby powołanie na zgrupowanie kadry narodowej.

– Jak została przyjęta nominacja od selekcjonera Jerzego Brzęczka?

– Po pierwsze, była to dla mnie bardzo duża radość, która jednak nic nie zmieniła w moim podejściu do sportu i piłkarskich obowiązków. Nie chciałbym poprzestać na tym pierwszym zgrupowaniu, ale mam świadomość, że przede mną dużo pracy, bo wśród kadrowiczów jest spora konkurencja, a ostatnio chyba właśnie największa wśród napastników, bo głośno jest już nie tylko o Robercie Lewandowskim i Arkadiuszu Miliku, gdyż w popularności dołączył do nich Krzysztof Piątek. Ale ja się tylko cieszę, że na mojej pozycji jest tylu dobrych polskich piłkarzy. Gdy wyjeżdżałem z pobytu z reprezentacją, trener Jerzy Brzęczek powiedział, żebym ambitnie pracował, a on będzie mnie obserwował…

– Czasem pięknie zapowiadającą się karierę może przerwać jakieś nieoczekiwane zdarzenie, a najczęstszym hamulcem są kontuzje. Czy uraz kręgosłupa, który trapił w ubiegłym roku, jest już zaleczony?

– Nie po raz pierwszy słyszę o tej mojej kontuzji kręgosłupa i bardzo się dziwię, bo nigdy takiej nie miałem i przyznam, że gdy o tym słyszę, jest to dla mnie irytujące. W ubiegłym sezonie miałem pewne delikatne problemy zdrowotne, ale z mięśniami brzucha, co być może w pewnym sensie mogło rzutować na kręgosłup, ale jeszcze raz dobitnie podkreślę, że ten element szkieletu mam w doskonałym stanie. Jeśli na boisku rywale atakowali mnie w plecy, by wykorzystać moją rzekomą bolączkę, to po prostu mieli złe informacje. O autentyczną kontuzję przyprawił mnie natomiast ukraiński bramkarz legnickiej Miedzi Anton Kanibołocki, łamiąc mi żebro. Nie była to może groźna kontuzja, ale bardzo nieprzyjemna i bolesna. Na szczęście jestem już w pełni zdrowy.

– Często mówi się o ciężkich treningach prowadzonych przez Kostę Runjaica, więc czy aby nie nadmierne obciążenia były powodem tego, że w nocy przed wyjazdem na zgrupowanie do Turcji trzeba było przejść specjalistyczne badania ścięgna Achillesa w szpitalu?

– Nie, absolutnie. Zajęcia z trenerem Kostą Runjaicem są intensywne, ale na tym polega praca piłkarza, by intensywnie pracować, więc to naturalne. Ciężkie treningi były szczególnie na obozach w Pogorzelicy i tureckim Belek. My to jednak dobrze znosimy, tym bardziej że obciążenia są dokładnie monitorowane, a służy temu niedawno zakupiony profesjonalny system.

– Przez wiele lat Pogoń słynęła z bardzo dobrej atmosfery w szatni. A jak jest obecnie, gdy przyszło wielu obcokrajowców? Jaki język najczęściej słychać, gdy się spotykacie?

– Atmosfera jest bardzo dobra, często spotykamy się poza treningami. Rozmawiamy praktycznie wyłącznie po polsku, no może z małymi wyjątkami. Jeśli chodzi o trenera, to rozmawia z nami po angielsku, w pojedynczych przypadkach również po niemiecku lub serbsku. Wszyscy rozumiemy się świetnie.

– Prosimy o parę słów na temat swych pierwszych piłkarskich kroków.

– Zacznę chronologicznie od tego, że za piłką zacząłem biegać już w wieku 2-3 lat. Później przyszły pierwsze mecze z rówieśnikami z podwórka, z którymi do dzisiaj utrzymuję kontakt. Z biegiem czasu do tych podwórkowych pojedynków dołączył mój młodszy o siedem lat brat Aleksander, z którym jednak z powodu różnicy wieku na prawdziwym boisku jeszcze się nie spotkałem. Prawie codziennie rozmawiamy przez telefon i razem gramy, ale… przez internet w FIFĘ. Z dużą radością przyjąłem wiadomość, że brat został włączony do ekstraklasowej kadry Wisły Kraków i czekam na jego ligowy debiut. Jest on napastnikiem podobnie jak ja. Pierwszym klubem brata i moim była krakowska Bronowianka, a to dlatego że mieściła się prawie pod naszym domem. Potem zaliczyłem kolejne krakowskie kluby, jak: Juvenia, Garbarnia i Hutnik, skąd trafiłem do Wisły. Pierwszym zagranicznym wyjazdem był austriacki klub w Klagenfurcie, a później wyjazd do włoskiego Novara Calcio, gdzie przez rok występowałem w Primaverze. Juniorska drużyna zaczęła się jednak rozpadać ze względu na spadek seniorskiej ekipy do Serie C, więc uznałem, że nic tam się już więcej nie nauczę i więcej zyskam, przechodząc do polskiej ekstraklasy, bo właśnie otrzymałem ofertę z Lechii Gdańsk. Grałem tam przez dwa sezony, a później na niemal tyle samo przeniosłem się do Zagłębia Lubin, skąd trafiłem do Szczecina.

– Słyszeliśmy, że w piłce niczego nie można prognozować na sto procent. A czy jest możliwe, by chłopak w młodości kibicujący Wiśle zagrał kiedyś w barwach Cracovii?

– Czas pokaże, natomiast na razie nikt nie bierze takiego pomysłu pod uwagę. Cracovia i Wisła rywalizują ze sobą na wielu polach. Podobnie zresztą jak w innych miastach, gdzie są dwa kluby z tradycjami, Legia i Polonia w Warszawie czy ŁKS i Widzew w Łodzi. Przekomarzanie się kibiców to jest normalna sprawa, choć oczywiście rozrób nie pochwalam.

– Dziękujemy za rozmowę. ©℗

(mij)

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
1
na godz. 06:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Wielka Parada Mikołajów

Nekrologi

Sonda

Czy obowiązek tworzenia korytarza życia i jazdy na suwak zwiększą bezpieczeństwo na drogach?

 

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie