środa, 23 maja 2018.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Dorodny jubilat z Twardowskiego

Piłka nożna. Dorodny jubilat z Twardowskiego

Piłka nożna. Dorodny jubilat z Twardowskiego
Data publikacji: 2018-04-21 09:07
Ostatnia aktualizacja: 2018-04-21 12:40
Wywietleń: 1117 323919

21 kwietnia to data urodzin Pogoni Szczecin. W sobotę obchodzimy 70. rocznicę powstania klubu, który szczególnie w początkach swojej działalności przechodził różne koleje losu, a do krajowej elity dobijał się praktycznie z piłkarskich nizin.

3 czerwca 1945 roku polskie władze otrzymały zgodę na wprowadzenie się do Szczecina. Sytuacja polityczna była bardzo niepewna. Wciąż nie wiadomo było, czy miasto zostanie w rękach niemieckich, czy odbudowane zostanie jako polska już osada. Szczecin leżał w ruinach. Pojawiające się tysiące osadników z odległych zakątków kraju nie znały dnia i godziny.

– Mieszkałem z rodziną niemiecką na Pogodnie – wspomina Stefan Żywotko, później jeden z najwybitniejszych szczecińskich trenerów, który trafił do miasta aż ze Lwowa. – Nie było między nami wrogości. Pomagałem im. Przypominali mi rodziców. Byli wystraszeni. Wkrótce zostali wywiezieni z dworca na Pogodnie. Działo się to nocą, by nie drażnić i nie prowokować coraz odważniej osiedlającej się polskiej części społeczeństwa.

Polskie miasta, przemysł i drogi zostały zniszczone w 80 procentach. To był priorytet, by odbudować kraj ze zniszczeń wojennych. Pozornie wydawać by się mogło, że w czasach, gdy postawa polityczna była ważniejsza od wiedzy i  wykształcenia, nie ma miejsca na rozrywkę i sport. Było jednak inaczej.

W mieszkaniu przy ul. 5 Lipca

Kazimierz Sworzeniowski był wielkim entuzjastą piłki nożnej i pionierem Szczecina. To on w swoim mieszkaniu przy ul. 5 Lipca inicjował pierwsze spotkania organizacyjne w celu powołania struktur sportowych. W rozwój futbolu na Ziemiach Odzyskanych zaangażowane były też żony działaczy. Szyły koszulki i spodenki na pierwsze mecze piłkarskie. Materiały pochodziły z hitlerowskich flag powiewających na ulicach Szczecina i nie tylko.

Pierwszy oficjalny mecz rozegrano 17 lipca 1945 roku. Założona przez Jana Dixę Odra Szczecin mierzyła się z piłkarzami wywodzącymi się z wojsk armii angielskiej okupującej Szczecin. Polacy wygrali 4:1, a jedną z bramek zdobył Kazimierz Lubik – później wybitny trener od lekkiej atletyki, a konkretnie od biegów płotkarskich. Spotkanie obserwowało około 80 procent ludności Szczecina. Wtedy każda społeczna inicjatywa wywoływała ogromny entuzjazm.

Pochodzący z Poznania 23-letni wówczas Lubik był pierwszym piłkarskim bohaterem powojennego Szczecina. Miesiąc po spotkaniu z angielskimi żołnierzami rozegrano spotkanie dwóch szczecińskich klubów: Odry i Pioniera. Odra znów wygrała 4:1, a Lubik strzelił tym razem dwa gole. Mecz ten opisany został w – „Wiadomościach Szczecińskich” – pierwszej powojennej gazecie Szczecina – i była to pionierska informacja dotycząca sportowego wydarzenia w naszym mieście.

Pierwszy awans z Krygierem

Florian Krygier to był trener, który po raz pierwszy wprowadził Pogoń do pierwszej ligi – w roku 1958, nie przegrywając w  sezonie żadnego meczu. To osiągnięcie nie zostało powtórzone przez żaden inny klub w Polsce. O awansie zadecydował mecz ze Śląskiem Wrocław, który szczecinianie zremisowali 3:3, ale przegrywali już 0:3.

Uważał słusznie, że trzeba szkolić wychowanków, organizował turnieje „dzikich drużyn”, wyławiał z podwórek najbardziej zdolnych, dbał o nich jak o własne dzieci, pilnował wyników w nauce, a sam zajmował się w klubie wszystkim – od sprzątania pachołków i malowania słupków i poprzeczek.

Florian Krygier zawsze miał przy sobie czekoladę. Po występie młodzieżowych drużyn dzielił ją na małe kostki i rozdawał. A trzeba pamiętać, że w tamtych czasach o słodkie łakocie nie było w sklepach łatwo. Gdy przychodziła wiosna, kupował za własne pieniądze farbę, pędzel i nie oglądając się na nikogo, szedł na piaszczyste boiska przy ul. Witkiewicza (tam gdzie dziś jest boisko ze sztuczną trawą). Tam malował słupki od bramek.

Kosobucki z Wołynia

Ze wschodu – z dalekiego Wołynia – przybył do Szczecina Lucjan Kosobucki. To był człowiek, który w latach 50. i 60. miał wyjątkowy dar do namawiania do gry w  Szczecinie piłkarzy z innych rejonów Polski. Jednym z pierwszych był Eugeniusz Ksol, rodowity Ślązak.

– Przywieziono mnie do Szczecina i pokazano budowany dom, w którym miałem dostać mieszkanie – wspomina Ksol. – To ten dom stojący po drugiej stronie Domu Towarowego Centrum. Mieszkam tam do dziś. Wtedy jednak nie było mi do śmiechu. Mieszkanie otrzymałem z rocznym opóźnieniem, ale działaczy Pogoni nie mogłem o to winić. To prace budowlane nie były prowadzone na tyle profesjonalnie, żeby w terminie zamieszkać w nowym lokum.

Ksol nie był jedynym piłkarzem ze Śląska, którego Kosobuckiemu udało się sprowadzić. Joachim Gacka, Zygmunt Przybylski byli następni. Z Bydgoszczy trafił Roman Jaworski, Hubert Fiałkowski, a z Szamotuł Bogdan Maślanka.

Oddanym działaczem był Bronisław Skobel. To on miał istotny wpływ na późniejsze piłkarskie i trenerskie losy Stefana Żywotki.

– Po raz pierwszy spotkaliśmy się tuż po moim przyjeździe do Szczecina – wspomina Stefan Żywotko. – Powiedział, że organizowany jest mecz w Lasku Arkońskim. Przyszedłem, grałem w przegranej drużynie, ale strzeliłem gola i zostałem już przy futbolu na zawsze.

12 lat prezesa

Skobel najdłużej piastował funkcję prezesa w Pogoni – aż 12 lat. Po wielu latach znów wyciągnął rękę do Żywotki.

– Zaproponował mi pracę w Pogoni, która akurat spadła do drugiej ligi – mówi Żywotko. – Nie chciałem tam pracować, bo wcześniej byłem silnie związany z  Arkonią, którą wprowadzałem do pierwszej ligi, ale zdecydowałem się i zostałem tam przez prawie 5 lat.

Gdy w roku 1955 w miejsce istniejącego Kolejarza powstawała Pogoń, jej akcje zaczęły zdecydowanie rosnąć. Rozpoczęła się historia klubu systematycznie pnącego się po szczebelkach w krajowej hierarchii. To nie była tylko piłka nożna, ale też: siatkówka, piłka ręczna, koszykówka, żeglarstwo, boks, lekkoatletyka, gimnastyka artystyczna. ©℗

Wojciech PARADA

Komentarze

Miejski łazęga
Historia jest piękna,lecz nie wolno nią ciągle żyć.Historia jest dla historyków.Mamy coś w sobie takiego,że zamiast przeć do przodu,patrzeć w teraźniejszość i przyszłość,ciągle żyjemy historią-tą bliższą i tą dalszą,żyjemy przeszłością.Młodych ludzi ona kompletnie już nie obchodzi,to nie to pokolenie,to nie ich świat musimy to zrozumieć.Ile można żyć i wspominać w codziennym życiu Bitwę pod Grunwaldem,Powstania czy okupacje.
2018-04-21 11:50:15

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
19
na godz. 18:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Zwiedzanie z prezydentem
Opóźnienia na szczecińskim dworcu
Otwarcie groty
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Joannie Walczak
W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy
„Mirosław Kwiatkowski niniejszym przeprasza za bezprawne naruszenie dóbr osobistych Pana Przemysława Rafała Chmury, których to naruszeń dopuścił się w treści sporządzonych przez siebie artykułów pod tytułem: – „Biuro nieruchomości w przepompowni”, „Pośredników ci u nas dostatek”, „Wypaczone notarialne umowy”, „Notariusze naginali przepisy”, „Czarna dziesiątka mijającego roku”, „Chwasty tygodnia”, „Pośrednicy drwią z Temidy” oraz „Wyrok na notariusza” opublikowanych w Kurierze Szczecińskim odpowiednio w dniach 23 stycznia 2015 r., 13 lutego 2015 r., 27 listopada 2015 r., 28 grudnia 2015 r., 31 grudnia 2015 r., 9 września 2016 r. oraz 11 października 2016 r., a także stronie internetowej gazety, w których to artykułach zawarto nieprawdziwe i niesprawdzone informacje na temat sposobu świadczenia usług przez Pana Przemysława Rafała Chmurę, w czasie gdy wykonywał on zawód notariusza, oraz o rzekomych nieprawidłowościach, których miał się dopuścić przy świadczeniu tych usług. Mirosław Kwiatkowski zobowiązuje się również do poszanowania dóbr osobistych Pana Przemysława Rafała Chmury.”