Czwartek, 18 lipca 2024 r. 
REKLAMA

Piłka nożna. Czas półfinałów Euro 2024

Data publikacji: 09 lipca 2024 r. 07:01
Ostatnia aktualizacja: 09 lipca 2024 r. 07:01
Piłka nożna. Czas półfinałów Euro 2024
Zbigniew Długosz na turnieju w Football Arenie. Fot. Jerzy BOROWIAK  

Na placu boju rozgrywanych w Niemczech piłkarskich mistrzostw Europy pozostały już tylko cztery drużyny, a do rozegrania pozostały zaledwie trzy mecze, które odbędą się na trzech stadionach. Półfinał południowego futbolu w wykonaniu Hiszpanii i Francji odbędzie się jutro o godz. 21 w Monachium, a północną piłkę w wykonaniu Anglików i Holendrów w 1/2 finału oglądać będziemy dzień później o tej samej godzinie w Dortmundzie. Półfinałowi triumfatorzy spotkają się w niedzielę, także o godz. 21, na Stadionie Olimpijskim w Berlinie.

Jak więc widać, w czwórce najlepszych są dwa zespoły z „polskiej" grupy, czyli Holandia oraz Francja i teoretycznie jest szansa, że właśnie one zmierzą się w finale. Polacy odpadli natomiast jako pierwsi z wszystkich 24 ekip, ale w mistrzostwach pozostał jeden nasz rodak, czyli sędzia Szymon Marciniak, który w swym dorobku ma już prowadzenie finałów mistrzostw świata i Ligi Mistrzów (szkoda, że nie prowadził tegorocznego finału Pucharu Polski Pogoni z krakowską Wisłą, w którym było sporo sędziowskich kontrowersji...). Dobrze poinformowani mówią, że arbitra z Płocka ujrzymy w niemieckiej stolicy!

Przysłowiowa wisienka na torcie dopiero przed nami, ale już w ćwierćfinałach mieliśmy niesamowite emocje, bo trzy razy potrzebna była dogrywka, a dwukrotnie o awansie decydowały jedenastki. W tej sytuacji o wypowiedź poprosiliśmy doświadczonego bramkarza Zbigniewa Długosza (Śląsk Wrocław, Pogoń Szczecin i Ślęza Wrocław), który do dziś gra w drużynie oldbojów i dwa tygodnie temu widzieliśmy go w akcji w Memoriale Stefana „Gadochy" Moskalewicza w Świdwinie, a w marcu swoje 70. urodziny obchodził grając w turnieju w Football Arenie.

- W śledzeniu mistrzostw Europy miałem niewielką przerwę, bo gościnnie uczestniczyłem w spływie kajakowym Drawą oraz Korytnicą, organizowanym przez oldbojów Stali Stocznia, ale decydujące rzuty karne oglądałem i liczyłem, że Yann Sommer coś obroni, ale okazało się, iż Szwajcarzy nie mieli szans - powiedział Z. Długosz. - Później w internecie wyczytałem, że angielski bramkarz Jordan Pickford miał na bidonie ściągawkę i wiedział jak będzie strzelał każdy z rywali... Ja w swojej karierze zawodniczej miałem kilkanaście udanych obron przy rzutach karnych, a najbardziej nie lubiłem lewonożnych strzelców, gdyż nie mogłem ich rozgryźć. Bo moim głównym atutem była intuicja oraz instynkt. Pamiętam sytuację z finału Pucharu Polski w Kaliszu Pogoni z Legią Warszawa, gdy stałem w bramce i podyktowano przeciwko nam jedenastkę, a trener Jerzy Kopa zmienił mnie wtedy na Marka Szczecha. Wtedy po prostu czułem, w który róg legionista strzeli, pobiegłem za bramkę i krzyczę do Marka by szedł w prawo, a on mnie posłuchał i obronił! Przy rzutach karnych egzekutor ma ogromne obciążenie psychiczne, bo musi strzelić, a golkiper ma mniejszą presję, bo jak wpuści gola, to nic mu nie powiedzą... Ale przyznam się, że ja lubiłem strzelać rzuty karne i stosunkowo często to robiłem, a w jednym z sezonów zostałem królem strzelców Pogoni II, bo wykorzystałem aż 5 jedenastek. Zawsze starałem się czekać na ruch bramkarza i uderzałem w przeciwną stronę. Do dziś pamiętam natomiast swój pierwszy wykonywany rzut karny w barwach Śląska Wrocław, który był dla mnie totalnym zaskoczeniem, bo nie byłem na taką decyzję trenera zupełnie przygotowany. Biegłem przez całe boisko i układałem plan taktyczny, by czekać na ruch bramkarza. Sędzia gwizdnął, biegnę do piłki, a golkiper stoi jak wmurowany. Mnie też zamurowało, uderzyłem mocno w środek bramki i załamałem się, że trafię w bramkarza, lecz po sekundzie byłem niesamowicie zaskoczony, bo piłka wpadła do siatki nad głową przeciwnika, a koledzy gratulowali mi mówiąc, że mam nerwy ze stali. A tak naprawdę to spanikowałem, a uratowało mnie jedynie ogromne szczęście. Jeśli chodzi natomiast o serie rzutów karnych po dogrywce dla wyłonienia zwycięzcy, to sporo rozstrzyga się już przed pierwszym strzałem, gdy sędzia przeprowadza dwa losowania. Najpierw przy pomocy rzutu monetą wybiera się bramkę i drużyna, która będzie miała za nią swoich kibiców ma duży plus. Później losuje się kto zacznie strzelać i to też jest ważne, bo pierwszy wykonawca ma stosunkowo mniejszą presję, a jeśli trafi, to rywal już musi strzelić, przez co stres wzrasta niepomiernie! ©℗ (mij)

 

 

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

HEJT STOP
0 / 500


REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA