Wtorek, 12 maja 2026 r. 
REKLAMA

Przewrót majowy 12-15 maja 1926 r. To nie był zamach, lecz splot dramatycznych wydarzeń

Data publikacji: 12 maja 2026 r. 09:39
Ostatnia aktualizacja: 12 maja 2026 r. 09:39
Przewrót majowy 12-15 maja 1926 r. To nie był zamach, lecz splot dramatycznych wydarzeń
Autor: Marian Fuks (1884-1935) - Światowid, June 1926(1981-03-44). Tygodnik Solidarność (4): 9.Marian Fuks. Pierwszy reporter II RP, Dom Spotkań z Historią, Warszawa 2017 (okładka/cover) Domena publiczna/commons.wikimedia.org  

W setną rocznicę wydarzeń majowych w Warszawie odbędzie się spacer historyczny oraz składanie kwiatów na Powązkach Wojskowych. Mec. Marcin Tollik mówi PAP, że maj 1926 r. nie spełnia przesłanek zamachu stanu – ani w sensie prawnym, ani historycznym.

REKLAMA

Sto lat po wydarzeniach majowych Warszawa znów stanie się przestrzenią opowieści o jednym z najbardziej złożonych momentów w historii II Rzeczypospolitej – nie tylko poprzez rocznicowe gesty pamięci, lecz także poprzez próbę ponownego odczytania sensu tamtych wydarzeń, poza utrwalonymi schematami interpretacyjnymi.

Jak przekonuje w rozmowie z PAP prawnik i historyk mec. Marcin Tollik, dominujące w języku publicznym określenie „zamach stanu” nie tylko upraszcza, ale wręcz zaciera istotę tego, co wydarzyło się w maju 1926 roku. – Zamach stanu to kategoria zarówno prawna, jak i historyczna. W obu przypadkach kluczowe znaczenie ma zamiar przejęcia władzy oraz zastosowany w tym celu bezprawny przymus bezpośredni. Tymczasem w maju 1926 roku nie mamy do czynienia z taką sytuacją, nawet ze spełnieniem którejkolwiek z tych trzech, koniecznych dla zamachu stanu przesłanek – wskazał.

Dodał, że dla prawnika pojęcie zamachu stanu należy do kategorii prawa karnego. Aby móc mówić o przestępstwie w sensie prawnym, po pierwsze, musi istnieć zamiar. – Nie da się przypisać czynu bez wykazania, że ktoś chciał go popełnić. W przypadku Piłsudskiego nie mamy dowodów na to, że planował przejęcie władzy w drodze zamachu – zaznaczył.

Zdaniem Tollika kluczem do zrozumienia wydarzeń majowych jest nie tyle sam przebieg walk, ile wcześniejszy spór o model funkcjonowania państwa, a zwłaszcza o miejsce armii w systemie politycznym. W realiach konstytucji marcowej system opierał się na silnej pozycji parlamentu i słabych, często zmieniających się rządach, co w praktyce oznaczało brak stabilności decyzyjnej. – Rządy zmieniały się co kilka miesięcy. W takich warunkach podporządkowanie armii bieżącej polityce groziło chaosem i brakiem ciągłości przygotowań do ewentualnej wojny – podkreślił.

Dlatego Piłsudski forsował rozwiązanie polegające na rozdzieleniu kompetencji: minister spraw wojskowych miał odpowiadać za bieżące funkcjonowanie armii w czasie pokoju, natomiast przygotowania strategiczne i planowanie wojenne miały pozostawać w gestii bardziej stabilnego ośrodka – Generalnego Inspektoratu. – Spór nie dotyczył tego, kto będzie rządził, lecz tego, czy armia ma być elementem gry politycznej, czy strukturą wyjętą spod bieżących konfliktów partyjnych – zauważył.

Zdaniem mec. Tollika, Marszałek grał w otwarte karty. Na przestrzeni wielu miesięcy przed majem sygnalizował, iż nie pozwoli zepsuć wojska. Demonstracja, jaką podjął 12 maja była tylko konsekwentnym przedłużeniem wcześniej deklarowanego stanowiska. – Nie umiał tego jednak zrozumieć rząd, bo patrzył z innej perspektywy, z perspektywy fetyszu samej władzy – zauważył.

Część polityków próbowała wciągnąć Piłsudskiego do rządu, oferując mu stanowisko ministra spraw wojskowych. – Marszałek odrzucał takie propozycje, co było ze strony rządzących odbierane jako wola sporu o władzę. Tymczasem marszałek zdawał sobie sprawę, że kosztem takiej decyzji będzie wyłącznie urobienie go jako politycznej tarczy dla rządu. Jednocześnie zabezpieczenie interesu armii w drodze pełnienia funkcji ministra w rządzie, który w każdej chwili może się zmienić, byłoby iluzoryczne – podkreślił Tollik.

Jego zdaniem na ten spór nakłada się jeszcze jedna perspektywa, ze strony społeczeństwa. Wskazał, że fatalna kondycja gospodarcza i socjalna zniszczonego po pierwszej wojnie światowej kraju była źródłem dużego niezadowolenia. – Ludzie chcieli władzy sprawczej, takiej, która rozwiąże problemy. Pozycja Marszałka jako osoby o rodowodzie lewicowym i zwycięskiego wodza, ojca niepodległości, przebijała jakiekolwiek inne postacie w zaufaniu społecznym – powiedział. Zauważył, że „to społeczeństwo, jego zdecydowana większość chciała powrotu Piłsudskiego do władzy a nie on sam”. W tej perspektywie wydarzenia majowe nie były – zdaniem rozmówcy PAP – klasycznym starciem dwóch stron. – Mamy tu trzy podmioty: rząd, Piłsudskiego i lud Warszawy. Pomijanie tego trzeciego elementu prowadzi do zafałszowania obrazu – zaznaczył. W ocenie Tollika, gdyby identyczne wydarzenia miały miejsce np. we Francji, prawdopodobnie zostałyby określone w historii jako rewolucja, tak duże znaczenie miał trzeci aktor wydarzeń maja, w ich przyczynie i przebiegu.

Rozmówca PAP zwrócił uwagę, że przebieg wydarzeń nie odpowiada schematowi zaplanowanego zamachu. – Klasyczny zamach stanu zakłada przygotowanie i realizację planu. Tutaj decyzje zapadały dynamicznie, w reakcji na rozwój sytuacji – wskazał. Co najbardziej istotne, strzelać zaczęła strona rządowa. Zazwyczaj to zamachowcy sięgają po przemoc, nie odwrotnie.

Podkreślił, że na tym tle widać brak spełnienia drugiej z prawniczych przesłanek zamachu stanu, to jest przymusu bezpośredniego. - To rząd zaczął strzelać, to rząd odmawiał przerwania walk w ich trakcie, w końcu to strona rządowa użyła samolotów – wyliczył. Tymczasem – jak zaznaczył – po stronie określanej dziś jako „zamachowcy”, to marszałek rozkazał przepuścić oddziały Szkoły Podchorążych, które znalazły się po prawej stronie Wisły po zablokowaniu mostów, nakazał nie strzelać do kolumny rządowej ze stanowisk w gmachu ministerstwa, po zdobyciu lotniska zakazał używania samolotów, i cały czas wysyłał wysoką rangą oficerów z propozycjami natychmiastowego przerwania walk. – Nawet gdy już jego wojska zwyciężają, a na dodatek w chwili pierwszych strzałów, jego żołnierze nie mają armat i zapasów amunicji, bo nie zabrali ich z Rembertowa na przeprowadzaną demonstrację – zaznaczył i dodał, że „strasznie nietypowi ci zamachowcy”.

Wskazał też, iż rząd podejmując decyzję o dymisji, nie znajdował się w sytuacji przymusu bezpośredniego, gdyż posiadał nadal walczące u jego boku siły. – Zresztą w toku dyskusji rozważany był wariant przeniesienia stolicy do Poznania i dalszej walki ze zwróceniem się o pomoc do faszystowskich Włoch. Dopiero stanowcza reakcja premiera Witosa przeforsowała dymisję i zakończenie walk – powiedział.

12 maja o godz. 17.30 rozpocznie się spacer historyczny od mostu Poniatowskiego do Belwederu. Po drodze zaplanowano przystanki w miejscach związanych z przebiegiem wydarzeń. Spacer potrwa około dwóch godzin. – Na każdym z nich opowiemy o konkretnych sytuacjach i decyzjach. Chcemy pokazać historię w jej rzeczywistym kontekście – wyjaśnił Tollik. Dwa dni wcześniej, 10 maja, ok. godz. 13.00 na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach uczestnicy uporządkowali kwaterę poległych, zapalili znicze i oddali hołd ofiarom – zarówno żołnierzom obu stron, jak i cywilom.

Jak podkreślił rozmówca PAP, wydarzenie ma wymiar edukacyjny. – Wokół wydarzeń majowych narosło wiele uproszczeń i mitów, często utrwalonych przez powojenną, komunistyczną narrację, w której interesie była dyskredytacja legitymacji władzy rządu londyńskiego. Obecnie, po przekazaniu przedwojennych insygniów władzy w 1990 roku, nikt nie ma już politycznego interesu w micie o zamachu stanu i można mówić o historii otwarcie – podsumował. (PAP)

Logo PAP Copyright

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA